strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Zapomniane słowo - solidarność

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Aż nadto mieliśmy ostatnio przykładów, jak bardzo straciło na znaczeniu ważne kiedyś dla Polaków słowo solidarność, pisane zarówno małą, jak i dużą literą, w cudzysłowie albo bez. Rocznica 4 czerwca raz jeszcze pokazała, że tamta „Solidarność”, namazana rozlewającą się czerwoną farbą na płocie prawie 30 lat temu, dawno już nie istnieje, rozdrobniona na zwalczające się grupki i frakcje, walczące z reguły o własne, prywatne interesy. Samo słowo stało się frazesem, nadużywanym przez wszystkich i wszędzie wytrychem, zaklęciem, które ma świadczyć o intencjach mówiącego. Mało kto uświadamia sobie, co w ogóle to słowo znaczy. Solidarność to na przykład wspólne działanie w obliczu trudności, pomaganie sobie w kłopotach, dzielenie się z tymi, którzy wpadli w tarapaty. Także - pomijając sferę finansową, zrozumienie innych, współczucie, pocieszenie i moralne wsparcie. To takie proste, a jednocześnie takie trudne. Czytamy oto bowiem w relacjach z Krakowa, że w zespole Cracovii zapanowała euforia po otrzymaniu wiadomości o nieprzyznaniu licencji Łódzkiemu Klubowi Sportowemu. Prezes Janusz Filipiak pogratulował (?!) zawodnikom postawy w walce o utrzymanie się, w której - warto to sobie uświadomić - jego zespół w ostatniej chwili wyprzedził Górnika Zabrze w rywalizacji o... przedostatnie miejsce. Klub, który nie potrafił stworzyć przyzwoitej drużyny mimo komfortowych warunków finansowych, ma teraz czelność być inicjatorem „listu otwartego”, obłudnie nawołując PZPN do „przestrzegania prawa”. Dopisuje się do tego Arka, która wprawdzie swój korupcyjny czyściec już przeszła, ale przecież wszyscy pamiętają, że ma paskudny wpis w rubryce „karalność” w swojej ankiecie personalnej, dlatego przyzwoitość nakazywałaby siedzieć cicho. Te dwa kluby są bezpośrednio zainteresowane przebiegiem starań ŁKS o zachowanie ligowej licencji i nie oparły się pokusie żerowania na padlinie. Inni, którym jest w zasadzie wszystko jedno, nie odzywają się i nie wychylają, pewnie z obawy, by i im nie wyciągać antylicencyjnych grzechów. Skoro prognozy finansowe ŁKS są - zdaniem komisji - nierealne, bo zaiste trudno spodziewać się sprzedaży czterech milionów litrów napoju energetycznego, co ma przynieść milion złotych do budżetu, to może trzeba sprawdzić, jakie są prognozy w przypadku chorzowskiego Ruchu, którego właściciel publicznie ogłosił, że nie stać go już na sponsorowanie drużyny. Wszyscy naśmiewają się z łódzkiego stadionu w ruinie, ale przecież to Polonia Bytom i gliwicki Piast musiały szukać boisk w innych miastach, zaś Polonia Warszawa w ekwilibrystyczny sposób wiła się, by spełnić licencyjne wymagania, rozpinając brezentowy dach nad częścią widowni. ŁKS zapłacił cenę za swoją otwartość, za atmosferę, jaka w nim panuje. Nigdy nie przeganiało się tu dziennikarzy, zawodnicy i działacze z prezesami włącznie mówili chętnie i dużo, czasem nawet za dużo, bo nie robiły klubowi dobrej marki informacje o strajkach i zaległościach finansowych oraz o kłótniach między udziałowcami. Spróbujcie dodzwonić się bez zapowiedzi i wcześniejszego umawiania się z Mariuszem Walterem albo Bogusławem Cupiałem. Sylwester Cacek z Widzewa chciał kiedyś spotykać się z dziennikarzami „w Londynie albo w Zurychu, bo jestem bardzo zajęty”. Telefon do „Danka” Goszczyńskiego mieli w Łodzi wszyscy, Grzegorza Klejmana starsi dziennikarze doskonale znają jeszcze z czasów, gdy wspólnie oglądało się mecze Startu w II i III lidze. Informacje o „poślizgach” w innych klubach na pierwsze strony gazet już się nie przebijały, a przecież zdarzyło się ostatnio opóźnienie w wypłatach nawet w GKS Bełchatów, a podobnie działo się w Ruchu, Jastrzębiu i paru innych klubach z Odrą Opole jako najbardziej drastycznym przykładem finansowego i organizacyjnego bankructwa włącznie. Prawo musi być przestrzegane, ale powinno ono być też dostosowane do rzeczywistości. Gdyby z całą surowością przestrzegać przepisów licencyjnych, to pewnie przez sito nikt by się nie przecisnął, bo na przykład i stadionowi Wisły przed modernizacją dużo jeszcze brakowało w wyposażeniu do zadowalającego stanu. Strona finansowa, odpowiedni obiekt - to ważne czynniki, ale decydować powinna przede wszystkim strona sportowa. A kluby mogą być biedne albo bogate - na co kogo stać. I tu właśnie powinna dojść do głosu wspomniana na wstępie solidarność. Dzisiaj to ŁKS potrzebuje wsparcia, ale przecież wczoraj w takiej samej sytuacji był Ruch, bytomska Polonia, Piast i inne kluby, którym w końcu licencję przyznawano warunkowo. Pomijam hieny z Cracovii i Arki oraz paru oszalałych z nienawiści szowinistów. Większość jednak woli się nie wychylać, pewnie ze strachu, by znów samemu nie podpaść. Dzisiaj ŁKS, jutro w takiej samej sytuacji może się znaleźć ktoś inny. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 23 • dodano 10-06-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915344