Arvederci Nazionale

Okienko na Świat
Ludwiczek CzesławWystęp w reprezentacji kraju był, niegdyś dla każdego piłkarza, niezależnie od jego przynależności państwowej, nadzwyczajnym wyróżnikiem. Ktoś, kto przywdziewał koszulkę z barwami i symbolami narodowymi, poczytywał sobie to za zaszczyt i honor, a pierś rozpierała mu duma. Status reprezentanta, lub - jak się to kiedyś nazywało - internacjonała, sprawiał, że zawodnik cieszył się wielką popularnością wśród fanów futbolu oraz szacunkiem i podziwem w szerszych kręgach społeczeństwa. Toteż powołanie do kadry i występ w drużynie narodowej był najważniejszym celem większości piłkarskich karier. Piszę to w czasie przeszłym, bo jakkolwiek i teraz trafiają się jeszcze zawodnicy owiani ideą gry w drużynie narodowej, to jednak nie jest to już zjawisko tak powszechne jak w przeszłości. Narastająca w postępie niemal geometrycznym komercjalizacja piłki nożnej sprawia, że dobrzy gracze większą wagę przywiązują do swych poczynań piłkarskich w klubach niż w reprezentacjach. Klub to na ogół pewne źródło stałych i w dodatku wysokich dochodów, a reprezentacja, owszem, zapewnia premie za mecze i zwycięstwa w turniejach mistrzowskich, ale nijak się one mają w stosunku do wysiłku włożonego w przygotowania i w reprezentacyjne starty. Dlatego też coraz częściej obserwujemy przedwczesną rezygnację z gry w drużynach narodowych znanych i popularnych zawodników. Wprawdzie i dawniej zdarzało się, że zawodnicy w okolicy trzydziestego roku życia lub nawet niższego rozstawali się z kadrą, ale było to prawie zawsze równoznaczne z zakończeniem karier piłkarskich w ogóle, a przyczyny tego stanu rzeczy były pozafinansowe. Oto np. słynny Holender, trzykrotny zdobywca Złotej Piłki „France Football” Marco Van Basten pożegnał się z reprezentacją w 28. roku życia (ostatni mecz z Polską w ramach eliminacji MŚ-94 (2-2), ale przyczyną jego rezygnacji była uporczywa kontuzja nogi. Znany niegdyś ukraiński napastnik, także laureat Złotej Piłki, Igor Biełanow rozstał się z reprezentacją po „kleptomańskiej” wpadce w jednym z domów towarowych jego byłej żony i dwojga przyjaciół, których zaprosił do Niemiec (grał wtedy w Borussii Muenchengladbach). A ponieważ i na niego padł cień, nigdy już nie został powołany do kadry. Podobnych przypadków można by zapewne znaleźć więcej, ale trudno byłoby natrafić na taki, jaki zademonstrował ostatnio Francesco Totti. W 30. roku życia, po 64 występach w drużynie narodowej, Włoch oświadczył, że rezygnuje z gry w reprezentacji. Jedna z tamtejszych gazet dała do tej wiadomosci tytuł „Arivederci Nazionale”, podkreślając równocześnie, że na rok przed mistrzostwami Europy w Austrii i Szwajcarii Italia traci jeden ze swoich głównych atutów w walce o tytuł. Totti się tym nie przejmuje, bo dla niego ważniejsza jest Roma niż reprezentacja. - Jeżeli nadal mam grać w piłkę na dobrym poziomie - mówił na konferencji prasowej - to nie mogę się angażować na dwóch frontach. Zdecydowałem się zrezygnować z reprezentacji, ponieważ Roma ma w mojej opinii pierwszeństwo. Zdarzenie to wywołało duże poruszenie we Włoszech i powszechną niemal krytykę Tottiego. Niegdysiejszy świetny reprezentant tego, kraju Gianni Rivera podsumował ją następująco: ,„Jeśli w mojej epoce nie dostawało się powołania do reprezentacji, to zawodnika ogarniała rozpacz. Teraz w ,Calcio wykształcają się nowe obyczaje, dla mnie jednak trudno zrozumiałe”. Nie tylko zresztą w Calcio, bo podobne ,przypadki przedkładania klubu nad reprezentację obserwujemy również w innych ligach. Przypomnijmy, że w 2004 r. z gry w reprezentacji Francji zrezygnował Zinedine Zidane, bo chciał się skoncentrować wyłącznie na grze w Realu Madryt. Wprawdzie rok później wrócił do kadry, ale pod wpływem ogromnej ofensywy propagandowej. Nie na długo zresztą, bo po ostatnich MŚ w Niemczech całkowicie zawiesił buty na kołku. Zawodników mających siły do gry w drużynie klubowej, a nie mających ich dla reprezentacji, jest zresztą znacznie więcej. Luis Figo np., który w barwach Portugalii rozegrał 127 spotkań, teraz skupia się tylko na grze w Interze Mediolan. ,Ryan Giggs pożęgnał się w br. Z reprezentacją Walii, ale występów w MU nie zaniechał. Także Pavel Nedved rozstał się z drużyną narodową Czech, ale w Juventusie Turyn nadal wypełnia swe futbolowe obowiązki. Ostatnio przez europejską i afrykańską prasę przemknęła informacja, że znacznie młodszy od wyżej wymienionych zawodnik Samuel Eto’o nie za bardzo chce grać w reprezentacji Kamerunu. Odmówił on wyjazdu z drużyną narodową na towarzyski mecz do Japonii, ponieważ musiał się z Barceloną przygotowywać do nowego sezonu ligowego. W ostatniej chwili zmienił jednak zdanie i przymuszony przez federację krajową poleciał do Japonii, ale sam fakt, że nad grę w reprezentacji przedkładał trening w klubie, jest wielce wymowny. Jedno jest pewne: gra w reprezentacji nie jest już największym marzeniem wszystkich piłkarzy.
Tygodnik Kibica nr 37 • dodano 05-09-2007r. przez darek