strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Zjazd mógł wszystko

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Prezes PZPN Grzegorz Lato dostał niezłego prztyka w nos od delegatów na walne zgromadzenie związku. Prezentem na 90-lecie PZPN miała być uchwała o abolicji, która w praktyce oznacza puszczenie w niepamięć dawnych przewinień korupcyjnych, tymczasem zjazd zdecydowaną większością głosów ją odrzucił. Oczywiście najbardziej przeżywają to kibice Widzewa i szefowie tego klubu, ale nie da się zaprzeczyć, że uchwałę o abolicji „położyło” właśnie włączenie do niej sprawy Widzewa i już w mniejszym stopniu - Jagiellonii. Przeciwne temu były kluby już ukarane (my odcierpieliśmy karę, to dlaczego im ma się upiec?), a także te niezainteresowane. Prezesi Widzewa w swej pysze i arogancji głośno podnoszą niezaprzeczalne zasługi ich klubu dla polskiej piłki w przeszłości i intensywne starania o przywrócenie dawnej świetności, ale ich interes wcale nie musi być zgodny z interesem innych możnych polskiej piłki, bo po co Wiśle, Legii czy Lechowi potencjalnie groźny konkurent? Okazało się także, że „magia Widzewa”, którą ludzie związani z tym klubem się szczycą na każdym kroku, też już nie działa, gdy dochodzi do zderzenia całkiem konkretnych interesów. Delegaci z okręgu świętokrzyskiego na przykład, skąd zwykle przyjeżdża do Łodzi na mecze Widzewa sporo kibiców, na pewno klubu z Łodzi w ich walce o „uniewinnienie” nie poprą... Wygląda na to, że Lato poniósł kolejną medialną porażkę, bo gazety jakoś nie potępiały tym razem „betonu” i „leśnych dziadków”. Jednym słowem – demokracja triumfuje, chociaż nie do końca. W każdym regulaminie widnieje dopisek: „organizator zastrzega sobie prawo do ostatecznej i nieodwołalnej jego interpretacji!” Z tej szansy nie skorzystano, a szkoda, bo wszystkie wątpliwości można było rozwiać bardzo szybko. Zjazd, powołana specjalnie w tym celu nadzwyczajna komisja, albo nawet zarząd związku mają prawne możliwości, by włączyć się w takie sprawy, jakie obecnie czekają na rozstrzygnięcie. Powiedziano już wszystko, każdy miał po stokroć okazję do przedstawienia swoich argumentów. Wystarczyłoby jedno głosowanie podczas sobotniego zjazdu, a wiedzielibyśmy już, czy ŁKS zasługuje na licencję, czy Widzew ma prawo grać w Ekstraklasie i kto powinien zagrać w barażu. Takiego ryzyka już nikt podjąć nie chciał. Wygodniej i bezpieczniej jest zdać się na autorytet prawników wszelakich trybunałów i ciał odwoławczych, których w sporcie namnożyło się ponad miarę. Efektem jest tylko odwlekanie i „rozmydlanie” decyzji – odwołanie PZPN w sprawie anulowania kary Widzewowi na skutek przedawnienia czekało na rozpatrzenie w Sądzie Najwyższym 11 miesięcy i teraz – niezależnie od tego, jakie decyzje zapadną – każdy werdykt będzie już niesprawiedliwy, bo niezwiązany bezpośrednio z popełnionym przewinieniem. Podobnie jest w sprawie ŁKS – ewentualne pismo z sądu administracyjnego, przyznające za kilka miesięcy rację klubowi z Łodzi, będzie można sobie z całą powagą powiesić na gwoździu w wiadomym przybytku, o ile będzie napisane na dość delikatnym papierze. Jeżeli odpowiedź przyjdzie faksem, to i nawet do tego nadawać się nie będzie. Raz jeszcze okazuje się, że w sporcie, gdzie spory z natury rzeczy sędzia rozstrzyga zaraz na boisku i gdzie odwoływanie się do sądów powszechnych było wręcz zabronione, dostaliśmy się bezwiednie pod rządy prawniczego terroru i dyktatury bezdusznych paragrafów. Do tej pory było tak, że prawnicy we władzach piłkarskich mieli tylko podpowiadać i wskazywać rozwiązania formalne. Teraz to na nich zrzucono kluczowe decyzje, chociaż wiadomo, że nie wszyscy czują „ducha sportu”. Na własnej skórze przekonujemy się, że istnieje prawda materialna i „prawda sądowa”, a o wyroku decyduje nie tyle poczucie sprawiedliwości, co bardziej wygadany prawnik, jak na amerykańskim filmie. Nawet jednak i tam wszystkich przegłosować może ława przysięgłych. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 27 • dodano 08-07-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915344