Walcem po bucie

Krótkie krycie
Mikus Dariusz JanTydzień temu pisałem zawzięcie na temat nadchodzącego i nieuchronnego wyrównania się poziomu światowego futbolu. Dzisiaj z satysfakcją dla własnej próżności interpretuję wyniki spotkań z Pucharu Konfederacji, a mój przyjaciel z Egiptu, Fathy, świętuje bez umiaru, gdyż jego afrykański walec skutecznie przejechał się po włoskim bucie.
Nie ukrywam, że od paru miesięcy kibicuję drużynie Egiptu. Tam piłka stała się już niemal powszechnym szaleństwem - w najlepszym tego słowa znaczeniu. Grają praktycznie wszyscy zdolni do podbijania futbolówki, a jeszcze więcej osób ogląda futbol. Szczególnie w telewizji, bo na każdym rogu handlowej uliczki, w każdym banku czy markecie jest ekran, na którym widać transmisje ze spotkań egipskiej ligi albo powtórki klasyków.
To, że egipski walec przejechał się po włoskim bucie, nie jest dla mnie akurat tak wielkim zaskoczeniem, jak odczytuje to prasa. Oczywiście trudno nie nazwać tego wyniku sensacją, gdy porównuje się tylko miejsca w światowych rankingach, ale już zupełnie inaczej należy spojrzeć na temat, gdy analizuje się ostatnie postępy czynione przez drużyny Egiptu, USA czy RPA.
Prawdziwie sensacyjny jest dla mnie natomiast wynik Amerykanów. Nie minęło tak wiele czasu, jak spodziewali się tego specjaliści, do czasu gdy amerykanski soccer okazał się lepszy od europejskiego futbolu. I wcale nie jest to jednorazowy wybryk facetów zza Atlantyku. Zresztą nawet gdyby tak było, to dokopanie Hiszpanom jest wydarzeniem na miarę wielkiej sensacji - szczególnie zważywszy, że ci ostatni mieli ambicje śrubować rekordy spotkań wygranych czy bez porażki. Także postawa RPA w meczu z Brazylią musi budzić szacunek. Gracze z Południowej Afryki pokazali, że musi się z nimi liczyć każdy - co kilkanaście dni wcześniej skutecznie powiedzieli także ekipie Beenhakkera.
Inna sprawa, że taki pogrom faworytów to sama słodycz dla widowni. No, trochę inaczej ma się to do dziennikarzy sportowych, którym to wypomnieć muszę, iż podczas relacji z ostatnich spotkań fazy grupowej powiedzieli, że w swojej grupie Stany Zjednoczone są pozbawione szans na awans. Tam arytmetyka faktycznie wskazywała na niemal zerowe prawdopodobieństwo osiągnięcia wyników, ale - jak to najczęściej bywa w sporcie - rzeczywistość okazała się nieprzewidywalna. Amerykanie wbrew wyliczeniom analityków weszli do półfinałów. I bardzo dobrze - bo inaczej nie moglibyśmy ich podziwiać w meczu z Hiszpanami!
Kiedy my zagramy w Pucharze Konfederacji?
Oby jak najszybciej - bo z takim miejscem, jakie wkrótce będziemy mieć w rankingach, urastamy do rangi cichego faworyta turnieju. Bo kto pokona prawdziwych faworytów jak nie jakiś zespół z dolnej półki...?
Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 27 • dodano 08-07-2009r. przez darek