strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Strajk - instrument szantażu

Okienko na świat

Ludwiczek Czesław
Każdy kto śledzi choć trochę przygotowania do MŚ 2010 w Afryce Południowej, doskonale zdaje sobie sprawę, że znaczna część obiektów mundialowych i infrastrukturalnych budowana jest na tzw. styk, co oznacza, że oddane zostaną do użytku w ostatnim możliwym do przyjęcia terminie. Najlepiej świadczy o tym fakt, że tegoroczny Puchar Konfederacji, który reklamowano jako generalną próbę przed przyszłorocznym turniejem, rozgrywany był tylko na czterech stadionach i to nie tych najważniejszych, bo główne obiekty, jak np. Soccer City Stadium w Johannesburgu, Green Point w Kapsztadzie, czy obiekty w Durbanie i Port Elisabeth są nadal w budowie. Ostatnio nad terminowym oddaniem do użytku tych obiektów zawisła ciężka groźba. Oto bowiem zatrudnieni na tych i wielu innych budowach robotnicy zażądali podwyżek. Wprawdzie już wcześniej dochodziło tam do demonstracji i strajków, ale udzielane przez pracodawców drobne podwyżki nie satysfakcjonowały budowniczych. Tym razem więc z pomocą przyszedł im silny związek zawodowy górników National Union of Minerworkers, do którego większość robotników budowlanych podpisała akces. Robotnicy, których średnia płaca wynosiła 2500 randów, czyli około 221 euro, domagali się poprzez wspomniany związek zawodowy 13-procentowej podwyżki. Byli przy tym ogromnie zdeterminowani, bowiem zagrozili strajkiem generalnym na wszystkich placach budów związanych z mistrzostwami świata. A ponieważ przedsiębiorcy nie chcieli sie zgodzić na wzrost płac przekraczający 10 proc. dotychczasowego uposażenia, to w środę 8 lipca ogłoszono strajk generalny. Przerwano więc prace na budowach stadionów, szpitali, dróg, dużej elektrowni, a w Johannesburgu szybkiej kolei miejskiej Gautrain mającej ułatwić komunikację m.in. pomiędzy dwoma stadionami mistrzowskimi w tym mieście. Pracowników wycofano także z budowy wielkiego, międzynarodowego portu lotniczego King Shake pod Durbanem. W sumie do strajku przystąpiło 70 tys. robotników, włącznie z personelem technicznym. Tak potężny strajk poważnie zagrażał terminowemu oddaniu do użytku co najmniej pięciu stadionów i wielu elementów infrastruktury komunikacyjnej, technicznej, komunalnej. W komitecie organizacyjnym mistrzostw zapanował głęboki niepokój, podobnie zresztą jak i we władzach państwowych. Tymczasem konieczność ukończenia stadionów i innych prac w terminie oraz wola udowodnienia światu, że Afryka Południowa zdolna jest do zorganizowania mistrzostw świata, stanowiły ważne atuty w rękach strajkujących i ich reprezentantów. - Mimo licznych, krytycznych głosów na temat nie najlepszego stanu przygotowań do mistrzostw świata, możemy dowieść, że wszystko będzie na czas - powiedział rzecznik prasowy wspomnianego związku zawodowego Shane Choshane. - Potrzebne jest tylko szybkie rozwiązanie konfliktu. Widocznie jego słowa były przekonywujące, bo po tygodniowym strajku doszło w końcu do ugody. W środę podpisano porozumienie, w myśl którego uposażenia robotników wzrosną, wprawdzie nie o 13, ale o niewiele mniej, bo o 12 proc. W konsekwencji w czwartek 16 bm. prace na wszystkich budowach w Afryce Południowej ruszyły ponownie. Wspomniany już rzecznik prasowy związku National Union of Minerworkers, Choshane, wyraził nadzieję, że przemysł budowlany wyciągnie lekcje z tego strajku i na poważnie podchodzić będzie do problemów swoich pracowników. To jedyny sposób uniknięcia podobnych strajków w przyszłości. Po rozwiązaniu konfliktu członkowie komitetu organizacyjnego mistrzostw głęboko odetchnęli. Dyrektor generalny komitetu Danny Jordaan oświadczył, że jego zdaniem robotnicy i pracownicy techniczni zrobią wszystko, aby stadiony były gotowe do przyszłorocznych mistrzostw świata na czas. Przypomnijmy, że mistrzostwa te rozpoczną się 11 czerwca, a zakończą się 11 lipca 2010 roku. Przedstawiłem dość szeroko ten strajkowy incydent w Afryce Południowej, ponieważ wskazuje on jednoznacznie, że wznoszenie obiektów sportowych na ostatnią chwilę przed mającymi się odbyć na nich zawodami, imprezami, turniejami jest bardzo niebezpieczne. W rękach armii pracowników i reprezentujących ich związków zawodowych stanowi potężną broń w walce o wzrost płac, a także instrument szantażowy wobec inwestorów, którzy postawieni pod ścianą muszą się zdobyć na dodatkowe, nieplanowane wydatki. W takiej właśnie trudnej sytuacji wywołanej krótkimi lub wręcz ostatecznymi terminami znajdują się polscy inwestorzy wznoszący obiekty na Euro 2012. Mamy jednak nadzieję, że budowniczowie stadionów w Warszawie, Wrocławiu i Gdańsku, a także dróg, autostrad, lotnisk i innych obiektów niezbędnych do przeprowadzenia tak wielkiej imprezy nie uciekną się do szantażu, bo wtedy mogłaby nastąpić katastrofa. Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 29 • dodano 22-07-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915344