Ambicja i zachłanność

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławPośród ogromnej rzeszy piłkarzy migrujących między klubami znajdują się jednostki wybitne, utalentowane, doświadczone, w każdym razie takie, o których głośno jest na europejskim froncie medialnym. Na ogół są to piłkarze posiadający wysokie gaże, spore kontrakty reklamowe, a w sumie dość dobrze napęczniałe konta bankowe. Dlaczego więc zmieniają kluby? Otóż jeśli dobrze poszperać w ich życiorysach, to może się okazać, że jednymi kieruje nadmiernie wybujała ambicja, innymi zwykła finansowa zachłanność.
Do tych pierwszych należy niewątpliwie reprezentant Francji Franck Ribery występujący od dwóch lat w Bayernie Monachium. Ten człowiek z blizną, bo i tak się go nazywa ze względu na szramę na twarzy, przez całe pierwsze półrocze br. powtarzał, że wybiera się do Hiszpanii. Najpierw miała to być Barcelona, z którą podobno ustalił już indywidualny kontrakt, o czym szeroko informowały gazety hiszpańskie i francuskie, wszakże bez szczegółów. Pozostawało ustalenie sumy transferowej między klubami, ale do tego nie dochodziło, w końcu kataloński klub przestał się Francuzem interesować.
Kierunek hiszpański nadal jednak egzystował w zamiarach Francka, a on sam opowiadał dziennikarzom, że wybiera się do Realu Madryt. Powtarzał to zdanie wielokrotnie, a za nim media przynajmniej w trzech krajach. W pewnym momencie jednak Ribery zaniemówił. Stało się to wtedy, gdy świat się dowiedział, że królewski klub z Madrytu pozyskał za 35 mln euro jego kolegę z reprezentacji Francji i zawodnika Olympique Lyon Karima Benzemę. Owo upokarzające milczenie Ribery przerwał podczas spotkania inaugurującego przygotowania Bayernu do sezonu pod kierunkiem nowego trenera, Holendra Louisa Van Gaala. Ribery powiedział wówczas, że jest zdecydowany odejść z Bayernu. A gdy go zapytano, czy do Realu, odpowiedział: – Tak, to będzie Real albo nic. W każdym razie chciałbym jak najszybciej porozmawiać z kierownictwem Bayernu.
Menadżer Bayernu Uli Hoeness indagowany w tej sprawie powiedział: - Franck chce iść do Realu? Proszę bardzo, nam to w niczym nie przeszkadza. Ale pragnę przypomnieć, że życie to nie bajka. A mówię to dlatego, że Real nigdy nie złożył nam w jego sprawie propozycji. Gdyby mimo to przedstawiciele królewskiego klubu chcieli przylecieć do Monachium, to poradziłbym im, aby się wstrzymali i zaoszczędzili na biletach. My nie potrzebujemy ich pieniędzy i zatrzymamy Francka. Wygląda więc na to, że Ribery nadal będzie grać w Bayernie.
Ambicja zaważyła również na przenosinach Zlatana Ibrahimovica z Włoch do Hiszpanii, tym razem jednak z pozytywnym chyba skutkiem. Już wiele tygodni temu oświadczył on, że Inter nie ma szansy na zwycięstwo w Lidze Mistrzów, więc chciałby poszukać klubu z takimi możliwościami. I chyba znalazł, bo 17 lipca doszło do spotkania prezydentów Barcelony Joana Laporty i Interu Massimo Morattiego, a bezpośrednio po tym ogłoszono, że Ibra przenosi się do Katalonii. Jednakże agent szwedzkiego napastnika Mino Raiola zapewniał dzień później, że wprawdzie nastąpiło porozumienie między klubami, ale nie negocjowano warunków transferu. - Jeżeli Barca rzeczywiście jest zainteresowana moim zawodnikiem, to będziemy musieli usiąść do stołu.
I zapewne owe negocjacje nastąpiły, bo jak informuje „El Mundo Deportivo” z 21 lipca, przygotowano już do podpisu kontrakt dla Zlatana. Przewiduje on mniejsze sumy od tych, które otrzymywał w Interze. W mediolańskim klubie pobierał rocznie 10 mln euro netto. W Barcelonie natomiast będzie uzyskiwał 9 mln brutto, a jeśli wziąć pod uwagę, że podatek w Hiszpanii wynosi 23 proc., to jego gaża wyniesie netto 7,5 mln euro. Wskazywałoby to, że Ibrahimovic zmienia klub wyłącznie ze względów ambicjonalnych, owszem, gdyby nie jeden drobny zapis w kontrakcie, ten mianowicie, że Szwed będzie właścicielem praw do swojego image’u, a zatem i do kontraktów reklamowych. Oznacza to, że pieniądze z jego reklam wpływać będą nie do kasy klubu, lecz na jego konto, a dzięki temu łączne roczne dochody Ibry mogą znacznie przekroczyć owe 10 mln, które otrzymywał we Włoszech.
Pozostaje kwestia rozliczeń międzyklubowych. Otóż Barca przekazuje Interowi za Ibrahimovica 40 mln euro plus... Samuela Eto’o. I tu jest dopiero niespodzianka. Wszakże Kameruńczyk już rok temu „grał na nosie” Barcelonie, próbując wymusić wyższe wynagrodzenie. W tym roku podobnie prowadził flirty z niektórymi klubami. Najbliżej był Manchesteru City, który dawał za niego 25 mln euro, a jemu samemu gażę 10 mln. Ale Eto’o nie odpowiadał na propozycje i nie podpisywał kontraktu przedłużającego umowę z Barceloną na kolejnych kilka lat. W rezultacie oba kluby przestały z nim gadać. Do akcji wkroczył natomiast trener Barcelony Josep Guardiola, który oświadczył, że nie chce mieć Eto’o w swojej drużynie i szuka innego napastnika. I znalazł, Ibrahimovica, a Inter zgodził się wziąć Eto’o. Sprawa nie była jednak prosta, bo ten ostatni stawiał dodatkowe żądania. Ostatecznie agent Kameruńczyka Jose Messales oświadczył, że doszło do ugody z Interem, więc transfer w obie strony może być zrealizowany. Wszakże w chwili, gdy piszemy te słowa, ostateczne podpisy na kontraktach nie zostały jeszcze złożone.Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 30 • dodano 29-07-2009r. przez darek