Typy spod jasnej gwiazdy

Krótkie krycie
Mikus Dariusz JanNo i co, zuchwali tępiciele i prześmiewcy polskiej piłki?!! Nareszcie wyszło szydło z worka i nareszcie naród dowie się, jak było naprawdę w Estonii - mam tu na myśli heroiczny bój krakowskich smoków.
Oto nasze tyranozaury rodzimego futbolu zgodnie z przedmeczowymi zapowiedziami - patrz wywiad prasowy obywatela Łobodzińskiego - wyszły na stepy i boiska trawiaste naszego północnego sąsiada z pianą na ustach. Nie będzie Estończyk pluł im w twarz i ośmieszał remisem w przesławnym krakowskim grodzie!
No i co z tego wyszło?
Totalny blamaż i kompromitacja polskiej piłki klubowej - już po raz kolejny.... Ale to nie problem! Nie ma się zupełnie czym przejmować, bowiem nawet proste wyliczenia statystyczne pokazują europejskim niedowiarkom niebotyczną wysokość poziomu polskiej piłki.
Nie wierzycie? No to jak wytłumaczyć fenomen, w którym pułap rodzimego futbolu jest na tyle wysoki, aby drugą ligę nazwać pierwszą - a pierwszą skierować na piłkarski Olimp poprzez nazwanie jej Ekstraklasą. No, bez ważnej przyczyny przecież tego się nie robi... Przy tak wysoko usytuowanym poziomie zawodnicy mistrza kraju mają więc prawo mieć pewność, że byle rywal z byle piłkarskiej Estonii nie może im zagrozić. I po przeprowadzeniu komputerowych symulacji wiślacy w to musieli uwierzyć. Natomiast nie jest ich winą, że Estończycy - ludzie na ogół biedni i cierpiący teraz na kryzys - nie tylko nie posiadają, ale nawet nie korzystają z dostępnych im laptopów. Toteż nie zajrzeli oni na stronę Wisły, gdzie było już napisane, że Wisła ma awans pewny, a Levadia jest pozbawiona szans na pokonanie podwawelskich smoków. Nieświadomi tego rywale krakowian wyszli na polskie boisko i... dość bezczelnie strzelili gola. No!! To było zagranie nie fair - toteż Wisła ich pokarała, wyrównując w ostatnich sekundach. Jednak wiedzcie, ludzie, iż nie był to wcale efekt walki o punkty - był to rozpaczliwy krzyk rozpaczy Polaków, którzy zostali bezczelnie oszukani przez rywali. Ci drudzy mieli jednak na swoje usprawiedliwienie fakt, że nie wiedzieli, kto jest absolutnym faworytem dwumeczu.... Jednak w rewanżu nie może ich usprawiedliwiać już nic. Wiedzieli, kto jest lepszy, a mimo to nie dali się wyeliminować - choć to skrajnie nieuczciwe podejście do kanonów sportu. Mało tego - w końcówce, wiedząc już o pokonaniu lepszego od siebie rywala - nie odmówili sobie bezczelnej chęci poniżenia przeciwnika poprzez strzelenie bramki w samej końcówce meczu.
Wszystko to skłania do tylko jednego sensownego wniosku. Władze PZPN - wytrawny i uznany w świecie organ stanowiący przy stoliku o wynikach gier i awansach oraz spadkach ligowych - powinny wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności za dalsze losy tego skandalu. Potrzebna jest natychmiastowa reakcja i wniosek o przyznanie walkowera - czyli o spowodowanie awansu Wisły.
Aha, w przypadku wylosowania Chelsea albo jakiejś innej Barcelony prawo do wygrywania z pozycji faworyta przestaje obowiązywać...
Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 30 • dodano 29-07-2009r. przez darek