strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Zwycięstwo prawa i sprawiedliwości

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Rozpoczęły się wreszcie rozgrywki piłkarskie i na pierwszy plan wyszli piłkarze. Jedni się cieszą, bo wygrali, inni martwią, bo nie udała im się inauguracja. W nieutulonym żalu pozostali kibice w Łodzi, którzy zamiast ligowych meczów z Polonią Warszawa i Śląskiem Wrocław oglądać mogli na razie tylko sparring z Radomiakiem. Nie ma już miejsca na żadne protesty i odwołania – liga gra, bo zwyciężyło prawo i sprawiedliwość. O co w końcu chodzi tym z Łodzi? ŁKS nie złożył w terminie dokumentów licencyjnych, ma bałagan w finansach, niepewnych właścicieli o zaplamionych życiorysach i nieremontowany od lat stadion. Widzew uniknął rok temu nałożonej na klub kary za korupcję, a dziwnym trafem akurat w tym jednym przypadku Trybunał Arbitrażowy uznał, że sprawa się przedawniła, chociaż inni ukarani swoją pokutę musieli odcierpieć. Dopiero Sąd Najwyższy musiał korygować ten ewidentnie błędny wyrok i nawiasem mówiąc, to wina akurat nie PZPN, że teraz doszło do bałaganu, bo przecież upłynął prawie rok, zanim Wysoki Sąd raczył wydać swój werdykt. Za takie stwierdzenia jak powyższe można zostać teraz w Łodzi ukamienowanym, chociaż rok temu, gdy Widzew mógł obronić ligowy status kosztem bytomskiej Polonii, wszyscy byli tu za ścisłym przestrzeganiem przepisów licencyjnych, a dla klubów kupujących mecze też nikt nie miał wyrozumiałości. I na tym można by opisywanie tych wszystkich problemów zakończyć, gdyby nie pewien szczegół. Wygrała bowiem nie walka z korupcją (Widzew), ani nie troska o wysokie standardy ekonomiczne klubów grających w ekstraklasie (ŁKS), jak to się usiłuje przedstawiać. To tylko wygodne hasła, parawan, za którym można się bezpiecznie schować, załatwiając swoje interesy. Zwycięsko ze starcia zwykłego ludzkiego rozsądku, rzeczywistego poszanowania prawa i sensownych argumentów pokrzywdzonych ze ścianą bezdusznych przepisów wyszli ci, którzy pełnymi hipokryzji frazesami i niekonsekwencją w działaniu myślą tylko o jednym: biznesie za wszelką cenę. Zwróćmy uwagę, że w ostatnim tygodniu najważniejszym argumentem były terminy – liga musi rozpocząć się zgodnie z planem. No i rozpoczęła się. Słupki będą się zgadzać: kwoty za reklamy wpłyną do kasy, „ramówka” będzie realizowana, „partnerzy biznesowi” zadowoleni. Wszystko inne – poczucie krzywdy, zmarnowana praca, rozgoryczenie kibiców wykluczonych drużyn – nie ma przecież wymiernej ceny, dlatego nie wpływa na komputerowe kalkulacje. Najważniejszy przy podejmowaniu decyzji był nie zarząd PZPN, a prezesi spółki Ekstraklasa i Canal Plus, dla których liczy się nie sportowa rywalizacja, a produkt, target i marketing – słowa-klucze, którymi można zastąpić wszystko, nawet myślenie. Do tego te tchórzliwe uniki, zrzucanie odpowiedzialności na innych, odwlekanie podejmowania decyzji – to mentalność właściciela budki na straganie (a może się uda), a nie sprawnego, pewnego swoich racji biznesmena. W myśl tej pseudo-korporacyjnej poprawności (tej samej, która zabroniła piłkarzom Polonii uczcić pamięć uczestników Powstania Warszawskiego, bo treść i formę napisów i znaków na koszulkach regulują odpowiednie przepisy, które powstania nie przewidują) nikomu już nie chce się porównywać wykrytych przez prokuraturę rozmiarów korupcji w Widzewie i w Arce (skazano kilkanaście osób), Koronie (proces by się zaczął, ale zdaje się, że w Kielcach nie ma odpowiednio dużej sali sądowej) i Jagiellonii, której zresztą degradację zamieniono na minusowe punkty. Dramatyczne szukanie przez Łódź „haka” na Cracovię, te doniesienia do prokuratury, składane przez wiceprezydenta miasta, wyglądają może żenująco (zwłaszcza, jeśli się wie, że wkład tegoż prezydenta w proces rozwalania futbolu i sportu w Łodzi jest olbrzymi), ale z drugiej strony komisja licencyjna sama siebie nie traktuje poważnie, bo nikt nawet nie zająknie się na temat odległości z Krakowa do Sosnowca (zgodnie z „podręcznikiem licencyjnym” odległość do stadionu zastępczego nie może przekraczać 50 kilometrów), o niedotrzymaniu wyznaczonych terminów nie wspominając. Znając antylicencyjne grzechy innych klubów w minionych latach i teraz, nie można się oprzeć wrażeniu, że tym, co zadecydowało o wykluczeniu ŁKS, były chyba tylko kleksy i odciski tłustych palców na przesłanych do Warszawy dokumentach, bo reszta niczym się nie różniła od tego, co przysłano z kilku innych klubów. Studenci wszak dobrze wiedzą, że najważniejsze jest, by praca magisterska była starannie oprawiona u introligatora (złote litery mile widziane) i miała przepisowe marginesy. Treść to sprawa wtórna. Decyzja o wykluczeniu Widzewa i ŁKS z ekstraklasy w tym sezonie jest ostateczna, ale – po pierwsze, na pewno to umarł Kopernik, po drugie zaś – właśnie się dowiedziałem, że w sprawach licencji ośmieszyła się mocno Polska Liga Koszykówki, która teraz będzie musiała przyjąć do gry tych, których wcześniej bezprawnie wykluczyła. Też profesjonaliści pełną gębą, a tu taki despekt!Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 31 • dodano 05-08-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915344