Odbierają nam piłkę!

Dziury w całym
Filipiak WojciechW dalszym ciągu trwa proceder zawłaszczania futbolu przez grupy kibiców, które domagają się monopolu dla siebie, sprytnie wykorzystując dla swoich celów strusią politykę władz porządkowych i policji. Co ciekawe, dzieje się to w kraju, który szczyci się odzyskaniem wolności obywatelskich, a liberalizm w życiu gospodarczym i społecznym wypisany jest na partyjnych sztandarach rządzącego ugrupowania.
Dwa powyższe zdania wyglądają na przepisane z rewolucyjnej odezwy sprzed lat, ale i sprawa jest ważna, bo dotyczy podstawowych praw obywatelskich. Jakim prawem pozbawia się dostępu do stadionów piłkarskich tysiące obywateli, przy jednoczesnym tolerowaniu chamstwa i bezradności wobec autentycznego stadionowego bandytyzmu? By obejrzeć na żywo ligowy mecz piłkarski, nie wystarczy kupić bilet. Trzeba być jeszcze kibicem licencjonowanym: mieć kartę kibica i stosowne zameldowanie w dowodzie osobistym. Chciałbym się w związku z tym dowiedzieć, który punkt ustawy o ochronie danych osobowych zezwala na legitymowanie przez bileterów i ochroniarzy osób wchodzących na stadion.
Dziennikarze nie piszą już o tym w meczowych relacjach, bo coś, co zdarza się regularnie, nie jest „newsem”, ale niemal na każdym spotkaniu dochodzi do awantur przed wejściami na stadion. Sprawdzanie jest czasochłonne, więc tłum napiera, temperatura rośnie, aż dochodzi do stanu wrzenia. Na meczu Górnika Łęczna z Widzewem ludzie wreszcie nie wytrzymali i weszli na stadion razem z wyłamaną bramą, nie dlatego, że koniecznie chcieli wywołać awanturę - inaczej po prostu się nie dało, bo okazało się, że klub jest kompletnie do takiej kontroli nie przygotowany.
Do niebywałych absurdów doszło przy okazji przymusowej banicji obu krakowskich klubów do Sosnowca. Ani w Sosnowcu, ani w innych miastach śląskiej aglomeracji nie można bowiem kupić biletów na mecz Wisły i Cracovii, bo są one rozprowadzane wyłącznie w Krakowie. Dziwne, że nie interweniuje tak bardzo w innych przypadkach dbający o jakość - przepraszam za wyrażenie - „produktu”, Canal Plus: mecz na pustym stadionie wygląda w telewizji jak sparring na łące za hotelem podczas letniego obozu. Wynik wynikiem, ale nikt postronny nie mógł obejrzeć też wyczynów Wisły w Lidze Mistrzów. Teren wokół Stadionu Ludowego w Sosnowcu po raz ostatni był tak strzeżony chyba jeszcze za rozbiorów, gdy w pobliżu przebiegała granica między Prusami, Austro-Węgrami i Imperium Rosyjskim. Teraz granic nie ma w ogóle, ale paszporty i wizy będą zapewne niedługo potrzebne, by dojechać na mecz z Zabrza do Chorzowa albo z Łodzi do Poznania. Wisełka Kraków to duma wszystkich Polaków? - może i tak, tyle że w praktyce okazać się tego nie da.
Takie restrykcje pod pozorem dbałości i bezpieczeństwo ogółu niespecjalnie szkodzą tym, przed którymi mają chronić. Na wspomniany mecz w Łęcznej bez większych problemów dostali się kibice Widzewa, którzy mają zakaz wyjazdów w zorganizowanych grupach. Kto i po co wydaje takie zakazy, skoro wiadomo, że nie będą one respektowane? Ba, w Łęcznej delegat PZPN chciał być twardy, ale musiał się ugiąć pod naciskiem ze strony… policji.
Jak przekonać odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i porządek na stadionach, że reglamentowanie wstępu nie jest lekarstwem na wszystkie ujemne zjawiska związane z „kibicowaniem” w pojęciu najbardziej radykalnych grup kibicowsko-bandyckich? Wprost przeciwnie - utwierdza to te grupy w przekonaniu, że to oni są najważniejsi, odcinając jednocześnie dostęp takim, dla których pasją jest gra na boisku, a nie chuligaństwo. Im więcej widzów na meczu, tym zakłócenia porządku rzadsze - łatwo się o tym przekonać podczas meczów międzypaństwowych, albo wtedy, gdy ten czy ów klub (jak na przykład kiedyś ŁKS i Górnik Zabrze) postanawia dla celów promocyjnych wpuszczać kibiców za darmo.
Tęsknota za tym, by kontrolować wszystko i wszystkich, jest nieprzeparta i powszechna - od inkwizycji po „komunę”. Obecne, nie tylko zresztą polskie przepisy, doskonale wpisują się w taką mentalność. O tym, czy dany mecz może się odbyć, decyduje często policja. Wprawdzie kiedyś na policjanta i milicjanta mówiło się „panie władzo”, ale to przecież nie policja rządzi w tym kraju - ona ma ludziom tylko służyć i ich strzec.
Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 32 • dodano 12-08-2009r. przez darek