strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Żółty na czerwono

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
Jaki jest poziom sędziowania w polskiej ekstraklasie, każdy widzi. Jakby nam było mało poruty z aferą korupcyjną i kolejnych aresztowań facetów z gwizdkiem - to postanowiliśmy wywołać pandemię poprzez eksportowanie naszego futbolowego wirusa A/H1N1 do Azji. Nie mieli Japończycy kłopotu, to niech im posędziują polscy sędziowie. Przyznam, że nie bardzo wiem na jakim to sensownym pomyśle oparta jest wymiana arbitrów na linii Kasprowy - Fudżijama. Podejrzewam, że znaczącą rolę w realizacji tego pomysłu odgrywa aspekt turystyczno-krajoznawczy. Jest jednak w tych eskapadach coś, co pozwala z wyrozumiałością patrzeć na wojaże arbitrów. Oto na nasze boiska trafiają skośnoocy panowie posiadający - wcale nie z racji tego szczegółu anatomicznego - diametralnie inną optykę widzenia zdarzeń na boiskach niż przytrafia się to sędziom z Polski. Doskonałym tego przykładem jest Japończyk, któremu przyszło sędziować mecz Zagłębia z Ruchem. Kilkanaście żółtych kartoników w jednym meczu to dla wielu krajowych znawców futbolu stanowczo zbyt dużo. A do tego jeszcze trzy czerwone!!! Ale czy ilość pokazywanych kartek może być wykładnikiem solidnego sędziowania? Z pewnością nie - liczy się to, czy pokazywane były one z sensem. Ale tenże truizm to tylko połowa prawdy. Dla mnie najważniejsze jest, że Japończyk pozwolił sobie na obalenie skostniałych dogmatów polskiego sędziowania i do tego skutecznie egzekwował przepisy nie patrząc na to, kto gra przeciw prawu. Dla gościa z Dalekiego Wschodu nazwisko Świerczewski nie znaczy nic, toteż nie miał problemow z pokazaniem „wapna”, gdy defensywny pomocnik z Lubina reperował swoje złe ustawienie podczas rzutu rożnego przy pomocy ciosu łokciem w twarz. Nie zastanawiał się też, czy poprosić bramkarza Ruchu o szybsze wysyłanie piłki - zaraz pokazal mu „żółtko” i skutek był natychmiastowy. Jeszcze inny ciekawy casus to ukaranie Micanskiego, który zamiast zabrać się do gry, najpierw wdał się w dyskusję z liniowym - ciekawe, co on chciał mu powiedzieć i w jakim języku?! - a potem próbował to powtórzyć z głównym. No to zobaczył, że już sama próba kosztuje drugi żółty kartonik, a w konsekwencji opuszczenie boiska. Niestety, w Polsce sędziowie nie potrafią egzekwować wielu zagrań sprzecznych z regulaminem gry - jak choćby pociągania za koszulkę czy uderzania przy rozgrywaniu stałych fragmentów gry. Zawodnicy czują się pewnie - aż za pewnie. Chyba , że do pionu sprowadzi ich sędzia Webb . No właśnie, czy dzisiaj - już na spokojnie - ktoś powie, że za pociąganie zawodnika za koszulkę nie gwiżdże się faulu ? Szczególnie po wcześniejszym ostrzeżeniu ze strony arbitra ! Ale - widać - aby nie patrzyć na grę przez pryzmat krzywego zwierciadła - trzeba mieć skośne oczy...Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 34 • dodano 27-08-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915347