Brazylijska diaspora

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławDiaspora to – jak wyjaśniają różne słowniki językowe
– rozproszenie jakiejś narodowości wśród innych, odrębnych
skupisk ludzkich. Najczęściej owego terminu używa się w odniesieniu
do Żydów, którzy utraciwszy własną państwowość,
przeniknęli do prawie każdego kraju w świecie. Jeśli jednak
spróbujemy zawęzić znaczenie tego terminu i przystosować
go do futbolu, który jest przecież wyłączną domeną naszego
pisma, to okaże się, że największą diasporę, przynajmniej w
Europie, tworzą Brazylijczycy. Wprawdzie i Argentyńczycy
oraz reprezentanci innych państw Ameryki Łacińskiej mają
namiastki swojej diaspory na Starym Kontynencie, ale brazylijskiej
nie są w stanie przebić.
Utarło się bowiem powszechne przekonanie, że reprezentanci
Brazylii są wybitnymi, wręcz niezrównanymi wirtuozami
piłki nożnej. W pewnym sensie to prawda, bo przecież w galerii
największych piłkarskich sław czołowe miejsca okupują
wywodzący się właśnie z brazylijskich faweli Pele, Garincha,
Zico, Ronaldo, Romario, Roberto Carlos, Kaka, Ronaldinho,
Robinho i wielu, wielu innych graczy, którzy tworzyli potęgę
tamtejszego futbolu. To dzięki nim kraj ten pięciokrotnie
zdobywał mistrzostwo świata i od dziesiątków lat niezmiennie
mieści się w ścisłej czołówce wszelkich klasyfikacji. Nic więc
dziwnego, że każdy europejski klub chciałby mieć w swoich
szeregach brazylijskich graczy, jeśli go tylko na nich stać. A
takich klubów, które mogą sobie pozwolić na ich zaangażowanie,
jest sporo. Już kiedyś, pisząc o Lidze Mistrzów, wspomniałem,
że w jednym sezonie w rozgrywkach tych uczestniczyło
ponad stu zawodników z kraju kawy. To jednak tylko
niewielki procent tych wszystkich, którzy grają w Europie.
Jeśli ktoś zadałby sobie trud prześledzenia wszystkich
„skarbów kibica” ukazujących się w prasie polskiej i obcojęzycznej
przed nowym sezonem piłkarskim, to mógłby dojść do
wniosku, że tylko w drużynach pierwszoligowych krajów europejskich
zgłoszonych zostało do gry ponad tysiąc zawodników
z brazylijskimi paszportami. A przecież to nie wszystko, bo i
w drużynach drugoligowych znajduje się sporo ich współplemieńców.
Ba, nawet na trzecioligowym froncie można znaleźć
ich sporą grupę. O wielu z nich nikt nigdy nic dobrego nie usłyszał
i zapewne w przyszłości nie usłyszy, bo przecież nie wszyscy
rodzą się artystami, ale wielu menedżerom wystarczy sam
fakt, że są Brazylijczykami, by podpisać z nimi kontrakty.
Oto np. w hiszpańskiej Primera Division w ubiegłym sezonie
doliczyć się można było 37 piłkarzy z owego południowoamerykańskiego
kraju, przy czym widnieli oni w składach 15 klubów.
Najwięcej, bo po pięciu zawodników,
miały Barcelona, Celta Vigo i Real Betis,
oraz czterech Real Madryt. W tym sezonie
sytuacja bardzo się zmieniła, bowiem w
klubach hiszpańskich ostało się tylko 22
Brazylijczyków, natomiast powiększyła się
grupa argentyńska, w której znalazło się aż 39 graczy. Mniej
więcej podobną co w ub.r. w Hiszpanii liczbę piłkarzy brazylijskich
(36) odnaleźć można w spisie ligi włoskiej. Przewodzi
pod tym względem Milan AC, który posiada sześciu graczy,
a tuż za nim plasują się Inter Mediolan i Roma z pięcioma
zawodnikami. Ciekawostkę stanowi fakt, że jeden z najsilniejszych
klubów włoskich, Juventus Turyn, nie ma w swoim
składzie ani jednego Brazylijczyka. Trudno też uświadczyć
piłkarzy tej narodowości w AC Torino, Sampdorii, FC Genua.
Nieco mniej, ale także sporo, bo po 26 piłkarzy występuje w
ligach francuskiej i niemieckiej.
Natomiast zdecydowanie mniej, bo tylko 13 zawodników,
znajduje się składach klubów angielskich. Najsilniejsze z
nich, takie jak Chelsea i Manchester United, posiadają po
jednym graczu brazylijskim, a Arsenal i Liverpool - po dwóch.
Zauważyć też wypada, że w 11 klubach ligi angielskiej nie
ma ani jednego Brazylijczyka. I nie jest to zapewne kwestia
pieniędzy, bo – jak oświadczyła ostatnio międzynarodowa
firma audytowa Deloitte – właśnie w Anglii wydano latem największą
w świecie i w ogóle rekordową sumę na transfery, wynoszącą
740 milionów euro. Przypuszczać zatem należy, że
w Anglii nie angażuje się Brazylijczyków, ponieważ z trudem
przystosowują się oni do wyspiarskiego, siłowego stylu gry.
Ich wysokie wyszkolenie techniczne przydatne jest bardziej
w futbolu uprawianym na kontynencie europejskim i tam też
masowo trafiają.
Ów trend na brazylijskich graczy nieobcy jest także klubom
polskim, które w ubiegłym sezonie zatrudniały 27 tamtejszych
zawodników, w tym sama tylko Pogoń Szczecin aż 19
graczy, z tym że ich nazwiska niewiele fanom futbolu mówiły.
W tym sezonie w pięciu naszych klubach znajduje się tylko
11 Brazylijczyków, ale przynajmniej niektórzy z nich, jak np.
Jean Paulista i Cleber de Lima (obaj Wisła Kraków) mają za
sobą chwalebną przeszłość.
Tak więc diaspora brazylijska w Europie jest duża, ale i
jakościowo zróżnicowana, bo oprócz supergwiazd znajdują się
w niej międzygwiezdne okruchy.
Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 37 • dodano 12-09-2007r. przez darek