Tajny plan

Krótkie krycie
Mikus Dariusz JanTo jest już koniec... A właściwie inaczej - zaraz po zakończeniu meczu Lecha z Brugge odetchnąłem z ulgą. Dlaczego? Bo już żadna polska drużyna klubowa nie przegra w tym roku w europejskich pucharach!
Taki był mój złośliwy komentarz do wydarzeń na boiskach, gdzie mogliśmy podziwiać wspaniałe występy polskich jedenastek. Jednak gdy przeszły już pierwsze emocje i nadszedł czas na refleksję, zrozumiałem, iż incydenty w pucharach to jedynie fragment większej całości - że ktoś to wszystko trzyma w kupie i doskonale ukryty steruje wydarzeniami. Doszło wreszcie do mnie, że wszystko jest w porządku!
Przecież naszym największym zmartwieniem są problemy narodowej reprezentacji. A co najbardziej osłabia nasz reprezentacyjny futbol? Jak to co - przesilenie grą w piłkę nożną!
Nasi dumni piłkarze grają wystarczająco często, aby nie mieć już żadnych sił do godnego noszenia koszulki z orzełkiem. Chłopaki pracują na dwie zmiany i to także w niedziele oraz święta - do tego muszą występować w reklamach, udzielać wywiadów, a zwłaszcza nakładać na włosy kolejną warstwę żelu. To męczące i eksploatuje ludzkie siły ponad miarę.
Jest z tego zaczarowanego kręgu wyjście i trzeba przyznać, iż realizacja sekretnego planu ratowania polskiej piłki przebiega bez zarzutu. Oto jeszcze we wrześniu AD 2009 już pozbawieni jesteśmy szans na granie w europejskich pucharach - co pozwala naszym futbolistom na skuteczne skoncentrowanie się na lidze i reprezentacji. A że ligę mamy raczej podłą jakościowo - patrz ww. wyniki pucharowe - to wszelakie siły profesjonalnych kopaczy piłki mogą być przeznaczone na rzecz reprezentacji. No, zostaje jeszcze wątek graczy zagranicznych, ale ich kluby też robią wszystko, aby odciążyć polskich internacjonałów od biegania za pucharową futbolówką.
Kpię sobie? Oczywiście tak! Bo nie bardzo wiem, jak wyrazić wstyd z powodu odpadnięcia wszystkich naszych drużyn już na wstępie międzynarodowej rywalizacji. Ten stan rzeczy jest miarą naszej piłkarskiej degrengolady - my już nic nie znaczymy w klubowej piłce w Europie. Nawet dotychczasowi parweniusze i wyśmiewani przez nas kelnerzy bezlitośnie łoją nam skórę i pokazują, gdzie raki zimują. Może ktoś na szczytach PZPN zrozumie wreszcie, że osiągnęliśmy dno i teraz to każda przegrana z polskimi drużynami klubowymi będzie doskonałym pretekstem do wyśmiania w Europie pokonanego przez nas rywala.
Jest jeszcze znacznie większy problem - nasza reprezentacja jest budowana od lat na kanwie mieszanki graczy występujących za granicą i najlepszych futbolistów z rodzimej ligi. Obecny stan rzeczy musi się nam odbić czkawką - i to wcale nie z powodu niskiego poziomu Ekstraklasy. Powodem może być... zwykły brak ogrania na poziomie międzynarodowym. Jako reprezentacja nie jesteśmy na tyle atrakcyjnym partnerem, aby chciały grać z nami tuzy światowej piłki. Nieco inaczej jest w pucharach, gdzie losowanie powoduje czasem możliwość grania z absolutną światową czołówką.
My tej możliwości już nie mamy - daliśmy ją w prezencie kilku obcym drużynom określanym przez nas do niedawna mianem kelnerów...Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 35 • dodano 02-09-2009r. przez darek