strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Cywilizacyjna przepaść

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Taktyczną ocenę meczu Polska - Irlandia Północna zostawiam bieglejszym ode mnie w „czytaniu gry”, a rozważania na temat dalszych szans w eliminacjach - tym, co mieli dobre stopnie z matematyki w szkole. Oglądając mecz, denerwowałem się jak wszyscy, chociaż już dawno wyrosłem z tego, żeby mecz piłkarski kojarzyć z patriotyzmem i traktować jako sprawę najwyższej wagi, nigdy nie przychodzą mi też porównania z wojną i walką o życie. No cóż, mecz można przecież wygrać, przegrać albo zremisować… Do tego za parę dni jest następny. Trudno jednak stwierdzić, że jest się po takiej dawce niezdrowych emocji zadowolonym. Odpowiedź na pytanie, dlaczego polski futbol jest słaby (pomijając chlubne wyjątki z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych), jest jednak obszerniejsza niż tylko dywagacje na temat błędów popełnianych przez Leo Beenhakkera, do czego wielu krytyków się ogranicza. Podkreśla się na przykład, że przegraliśmy z zespołem nisko sklasyfikowanym w światowej hierarchii. Trzeba jednak pamiętać, że Irlandia Północna ma pewnie więcej piłkarzy, niż… liczy sobie mieszkańców! Ten paradoks bierze się stąd, że przecież kandydatami do gry w narodowym zespole są liczne rzesze młodych chłopaków urodzonych i wychowanych w Anglii, choć mających irlandzkich przodków. W drużynie, która grała z Polakami, nie było nikogo z ligi północnoirlandzkiej - wszyscy grają w mniej lub bardziej znanych zespołach ligi angielskiej. Tej cywilizacyjnej przepaści szybko przeskoczyć się nie da, jeżeli w ogóle jest to możliwe - wszak brytyjscy piłkarze mają w genach 150 lat tradycji. Tam przecież grano już w piłkę w prawie współczesnym kształcie w okresie, gdy u nas dopiero ostrzono kosy na Powstanie Styczniowe. Szkoła, wychowanie, brytyjska tradycja nieustępliwej rywalizacji - tego nam brakuje i dlatego od razu na starcie zostajemy w blokach. Co gorsza, nie widać chęci, by ten dystans skracać. Młodych ludzi nie tylko źle się uczy u nas techniki i taktyki futbolu, ale i nie wpaja się im podstawowych nawyków sportowej kultury. Śledziłem ostatnio dość pilnie turniej 16-letnich juniorów o Puchar Syrenki. Poza Kutnem, gdzie zadbano o frekwencję, i obiektem łódzkiej SMS, której uczniowie przyszli na mecz w ramach lekcji, nie było na tych meczach widzów. Nikt nie zadbał o promocję, oddźwięk w mediach, także w lokalnych, był zerowy, w Zgierzu, Sieradzu, na stadionach ŁKS i Widzewa nawet juniorów miejscowych klubów nie interesowało, jak grają ich rówieśnicy z ośmiu państw europejskich. Wszystko przebił jednak finał Rosja - Ukraina na stadionie Widzewa: pal sześć, że i tu nie było widzów, jeśli nie liczyć przypadkowo zabłąkanych pijanych ukraińskich murarzy. Na zakończenie turnieju pojawiły się wszystkie reprezentacje z wyjątkiem… gospodarzy. Polacy rozegrali swój mecz o trzecie miejsce przed południem, po czym rozjechali się do domów, z trenerem Władysławem Żmudą i kierownictwem ekipy włącznie. Po takim nietakcie wobec gości nigdy bym już na taki turniej z zagranicy nie przyjechał. Nikt oczywiście nie wyliczy, jaki będzie procentowy wpływ tego niesmacznego incydentu na wyniki ekipy 16-letnich juniorów w przyszłości, ale na rezultatach odbije się na pewno. Rozbawiła mnie niedzielna dyskusja grupy polityków w jednej ze stacji telewizyjnych. Panowie Kalisz, Cymański, Niesiołowski, Kłopotek i Piskorski rozprawiali otóż nie tylko o szykującej się dziurze budżetowej i o stoczniach, ale i o futbolu. Co to był za stek niekompetencji, pseudoznawstwa i taniego populizmu! Jakie brednie o szkoleniu i o fatalnie działającym PZPN! Dali się tej fali ponieść nawet najbardziej rozsądni i trzeźwi w tym towarzystwie. A przecież wbrew pesymistycznym obliczeniom szanse polskiej drużyny na awans do finałów mistrzostw świata jeszcze są i tego należy się trzymać, zamiast głośno złorzeczyć. Niezależnie od końcowego wyniku wiadomo jednak, że zatrudnienie Beenhakkera okazało się błędem. Zmęczony już życiem trener nawet nie próbował zrozumieć swoich zawodników, wczuć się w ich mentalność. Ograniczał się na ogół do niegrzecznych połajanek wobec tych, co ośmielili się go krytykować, a mało elegancka była też zapowiedź, że polskiego nie ma zamiaru w ogóle się uczyć. A przecież przeżył z nami już trzy lata, z perspektywą na następny rok. To też jest jego negatywny wkład w chorzowski remis. W latach pięćdziesiątych ówczesne władze sportowe zaplanowały, że dogonimy przodujących wówczas w światowym futbolu Węgrów za sześć lat. Także i ten plan sześcioletni się nie powiódł, ale teraz nawet planowanie już zlikwidowano.Wojciech Filipiak PS. Wspomniany Puchar Syrenki zdobyła Ukraina, która nie wygrała w turnieju ani jednego meczu! Wystarczyły trzy remisy, a potem lepiej od rywali wykonywane rzuty karne (w finale 2:2 i 5:3 z Rosją). Polska pokonała Szwecję 1:0, ale przegrała z Rosją 0:3 i z Bułgarią 0:1, kończąc turniej na czwartym miejscu.WF
Tygodnik Kibica nr 36 • dodano 09-09-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915348