strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Śmiech przez łzy

Krótie krycie

Mikus Dariusz Jan
Jest czwartek , dziewiąta rano - Polska podnosi się z kolan po meczu ze Słowenią. W TVN 24 pokazywany jest żółty pasek z napisem: LATO ZWOLNIŁ BEENHAKKERA. Dokładnie w tym samym czasie stacja TVP Info karmi polskich kibiców inną rewelacją. Na czerwonym pasku z napisem „pilne” pokazywany jest tekst: G. LATO DLA „WIADOMOŚCI” TVP: BEENHAKKER JEST NADAL NASZYM TRENEREM. WCZORAJ ZAREAGOWAŁEM ZBYT EMOCJONALNIE”. Jest naprawdę ciekawie... Lato z pewnością zareagował zbyt emocjonalnie, ale czego można oczekiwać od faceta, który musiał dopraszać się wpuszczenia do szatni własnej drużyny? Czyżby prezes zwolnił Leo bez powodu? Jest 10.15 - w TVP INFO pokazuje się kolejny czerwony pasek. RZECZNIK PZPN: PREZES ZWIĄZKU NIE MA PRAWA SAM ODWOŁAĆ TRENERA. Czyli teraz blamaż Laty... Totalny brak: formy sportowej i formy rozstania. Kultura wymagała poinformowania o tym fakcie najpierw trenera. Ale skoro - zrozumiałe w tym względzie emocje - wzięły górę, to dlaczego Lato nie powiedział Beenhakkerowi o swojej decyzji podczas ich krótkiego spotkania przed konferencją prasową i wpuścił Holendra w maliny, wysyłając go na konferencję prasową? Wprowadził go do tunelu, z którego za chwilę miał wyjechać pędzący pociąg... Jerzy Engel powiadomiony o wzajemnie wykluczających się wiadomościach jest tylko nieco zakłopotany. Którą wersję należy uznać za prawdziwą? - Raczej tę o trwaniu umowy. Ona przecież jeszcze nie została rozwiązana. Prezes Lato zasygnalizował jedynie fakt, że trener Beenhakker nie bedzie prowadził reprezentacji w następnych meczach. Kontrakt nie został rozwiązany. Istnieje przecież mozliwość, że drużynę poprowadzi kto inny, a umowa będzie obowiązywała na zasadzie zrezygowania ze świadczenia pracy przez Beenhakkera. Jednak w pomeczowym wywiadzie prezes nie pozostawił dziennikarzom złudzeń: - Czy to znaczy, że trener Beenhakker przestał być trenerem kadry? - Tak. Na pewno tak. Kontrakt bez świadczenia pracy - co to w praktyce oznacza? Ano to, że Holender będzie trzepał polską kasiorę z rękoma w kieszeni i przed ekranem telewizora, choćby nawet na Hawajach. Godzina 10.30. TVP INFO: WAŻĄ SIĘ LOSY BEENHAKKERA. LATO PRZEPROSI GO ZA SŁOWA WYPOWIEDZIANE PO MECZU. Czyli jest coraz lepiej. Zaraz pewnie kolejna stacja doniesie, że UEFA dała nam walkower za wrzucanie rac na boisko, a Leo znowu zostanie polskim bohaterem narodowym. A właśnie - kim tak naprawdę okazał się podczas swej polskiej przygody z piłką Leo Beenhakker? Najpierw wylansowano go na męża opatrznościowego, choć podstaw ku temu nie było praktycznie żadnych. Zbawca naszej piłki nie przybył do nas jako osoba z reprezentacyjnymi sukcesami na koncie - do dnia dzisiejszego Beenhakkerowi nie udało się wygrać żadnego (!) meczu na imprezach rangi mistrzowskiej. Tego fatum nie przełamał także z naszą reprezentacją podczas finałów mistrzostw Europy. W kontaktach z mediami Holender jest osobą szczególną - najdelikatniej ujmując, jest pyszałkowatym bufonem. Nie tylko stawia siebie kilka pięter wyżej od dziennikarzy, ale wprost pozwala sobie na bezczelne uwagi i docinki. Medialny świat Beenhakkera dzieli się na jego boską osobowość i hałastrę złośliwych parweniuszy, których obecność jest na tyle irytująca, że należy ich poniżać lub w najlepszym razie lekceważyć. Wszelkie kłopotliwe pytania nie znajdują sensownej odpowiedzi, bo Beenhakker nie potrafi się przyznać do żadnego błędu i obraca pytanie w nieskrywaną agresję wobec pytającego. Nic dziwnego, że wśród kolegów po piórze bywa on określany mianem „pyszałkowatego buraka”. Jednak wewnętrzne opinie dziennikarzy to jedno, a lansowanie jego osoby w mediach - to drugie. Wypada teraz zapytać kilku kolegów po fachu - szczególnie sprawozdawców telewizyjnych - oraz zapraszanych do studia gości, co tak bardzo skłoniło ich teraz do diametralnej zmiany stanowiska w sprawie umiejętności. Czyżby przed meczami z Irlandią Północną i Słowenią nie dostrzegali symptomów zbliżającej się klęski. Godzina 10.50 TVN24: LATO: PRZEPRASZAM BEENHAKKERA, ZADZIAŁAŁY EMOCJE. WE WTOREK SPOTKAM SIĘ Z TRENEREM REPREZENTACJI. Przypadek Beenhakkera to także doskonały powód do refleksji nad stanem polskich mediów - zwłaszcza braku różnic pomiędzy patriotyzmem a realnym postrzeganiem prawdy. Podporządkowywanie lansowanych prawd pod optymistyczne oczekiwania ludu to zwykła głupota. Bez względu jak bardzo medialny balon zostanie nadmuchany, to nadal będzie w środku pusty, a jedynie większy będzie huk po jego eksplozji. Teraz ten pusty flak po „wspaniałym” balonie żałosnie wisi na twarzach Laty i Beenhakkera. Kto na tym wszystkim wygrał? Jest taka osoba! Główny winowajca całego zamieszania z Leo B. w roli głównej znowu uciekł spod kosy. I kto tu powie, że widmo Michała Listkiewicza nadal nie krąży nad Polską piłką...? Jest 11.30. Kończę, bo zaraz przeczytam w telewizji, że to ja trenuję polską reprezentację...
Tygodnik Kibica nr 37 • dodano 20-09-2009r. przez admin
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915349