Z włoskiej perspektywy

Dziury w całym
Filipiak WojciechPrzez minione dwa tygodnie oglądałem piłkarski świat z włoskiej perspektywy, nie przeżyłem więc bezpośrednio klęski w Mariborze, ale mogłem się za to emocjonować występami włoskich zespołów klubowych w europejskich rozgrywkach pucharowych. Bilans nie jest rewelacyjny: tylko dwa zwycięstwa na siedem meczów w Lidze Mistrzów i w Lidze Europejskiej, dwa remisy i trzy porażki. Najcenniejsze było oczywiście zwycięstwo Milanu w Marsylii, zawiódł widzów bezbramkowy remis Interu z Barceloną w spotkaniu rozgrywanym w ulewnym deszczu (przekonałem się osobiście, że niebo we Włoszech nie zawsze jest błękitne). Swoje wielkie dni przeżywała Genua, która zapomniała już, jak się gra w pucharach, a teraz Genoa pokonała Slavię Praga, natomiast solidarnie wstydzili się za swoje drużyny kibice z Rzymu, bo Roma uległa FC Basel 0:2, a Lazio na pustym niemal Stadionie Olimpijskim przegrało z Salzburgiem 1:2 po koszmarnym błędzie obrońcy w 94. minucie. Generalnie jednak ta wstępna faza rozgrywek pucharowych (choć dla nas to nieosiągalne finały) wielkiego szaleństwa wśród tifosi nie wywołuje i nawet mecz Juventusu z Bordeaux w Lidze Mistrzów oglądało zaledwie 17 tysięcy widzów.
Wracając do Genui, to zauważyć warto, że to tam właśnie, a nie w Rzymie, Mediolanie czy Turynie, mieści się teraz środek ciężkości włoskiego futbolu. Po trzech kolejkach rozgrywek ligowych liderem tabeli była Genoa, ale gdy w czwartej przegrała z Chievo w Weronie, to zmienił ją na prowadzeniu lokalny rywal - Sampdoria. Duet z Genui zajmuje obecnie miejsca pierwsze i czwarte, podczas gdy Mediolanowi przypadają lokaty trzecia i ósma, z Rzymowi - dopiero szósta i jedenasta. Honoru Turynu broni póki co sam Juventus, bo zespół Torino utknął gdzieś w Serie B.
Wyczytany w „Corriere dello Sport” komunikat o nałożeniu zakazu wyjazdowego na kibiców kilku drużyn (od ekstraklasy po “dilletanti”, czyli amatorów) skojarzył mi się od razu z podobnymi decyzjami u nas. Tak, tak, we Włoszech kibice-chuligani nadal są poważnym problemem społecznym, w przeciwieństwie do Anglii, Niemiec, Hiszpanii czy nawet Holandii, gdzie w zasadzie z tym zjawiskiem sobie poradzono. Nie zawsze udaje się Włochom okiełznać własny temperament, chociaż robi się w tym kierunku wiele. W kilku miastach posiadających ligowe drużyny widziałem na przykład drogowskazy kierujące w określone miejsca i ściśle wytyczonymi ulicami „tifosi ospiti”, czyli kibiców przyjezdnych, po to, by do minimum ograniczyć ich kontakty z miejscowymi.
O wynikach naszych meczów ligowych dowiadywałem się z SMS-ów od kolegów, bo żadna włoska gazeta ich nie podaje. Natomiast dopiero po przyjeździe usłyszałem o problemach z transparentami, jakimi nasi kibice uparli się upamiętnić rocznicę 17 września. Nie, nie będę wraz z gawiedzią j….. PZPN, bo to on ma rację w tej sprawie, a nie zmanipulowani przez organizatorów całej akcji i działający być może w dobrej wierze kibice. Nie mogę uwierzyć w spontaniczność tych działań - transparenty i hasła były dziwnie podobne na tych stadionach, na których się pojawiły.
Łączenie jakiejkolwiek ludzkiej tragedii - wojny, tragicznego pożaru, wypadku w kopalni - z widowiskiem sportowym uważam za niesmaczne. Inne są przecież na meczu emocje, w inny sposób się je wyraża. Profanacją było wmontowanie kiedyś okupacyjnego znaku Polski Walczącej na klubowe transparenty Pogoni Szczecin. Widownia stadionu w Warszawie nie jest stosownym miejscem do oddawania hołdu powstańcom 1944 roku, a czcić ofiary Września 1939 można pod stosownymi pomnikami, nie zaś przed meczem piłkarskim, w przerwie między porcją wulgarnych wyzwisk pod adresem przeciwnika i antysemickich lub rasistowskich haseł. Czy ktoś wyobraża sobie podobną „minutę ciszy” na imieninach u cioci albo na młodzieżowej „osiemnastce”? Nawiasem mówiąc, nie widziałem nigdzie transparentów z okazji 1 września, skąd więc ten siedemnasty? Ci od „polityki historycznej” zacierają ręce, bo w ich mniemaniu znów udało się przywalić „czerwonym”. I oni, i ci wszyscy naiwni wykonawcy ich pomysłów, nie zdają sobie sprawy, jak bardzo w swoim zacietrzewieniu, nietolerancji i odporności na racjonalne argumenty owych mitycznych już dzisiaj „czerwonych” sami przypominają.
Tygodnik Kibica nr 38 • dodano 24-09-2009r. przez admin