Skuś baba na dziada…

Dziury w całym
Filipiak WojciechIleż musi być w tym bezinteresownej zawiści i złej woli! Od momentu powołania Stefana Majewskiego na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski krytykowane jest bez pardonu każde jego posunięcie - w pierwszej chwili napisałem, że krytykę wzbudza nawet mina, którą robi, ale to akurat nie jest prawda, bo jego wyraz twarzy i oblicze nie podobało się już dawno. Wybór współpracowników - zły, powołania na mecze z Czechami i Słowacją - beznadziejne. Niektórym żółć zalała już umysł, bo w jednej z gazet przeczytałem (przez litość nie wspomnę, w której), że redaktor nie może się już doczekać lania, jakie ta drużyna dostanie od naszych najbliższych rywali. Wtedy byłoby pewne - bredzi ów komentator - że Majewskiego wyrzucono by z polskiej piłki z kretesem. To przerażające - niczym nieuzasadniona niechęć do człowieka silniejsza jest od normalnego, ludzkiego „trzymania z naszymi”.
Ja bym wolał, żeby Polska wygrała te mecze, i to wcale nie dlatego, że jestem szczególnym fanem Majewskiego. Osobiście, z całkiem prywatnych powodów, wolałbym Smudę, ale przecież nie kosztem klęski na boisku i wyeliminowania z mistrzostw świata. Teraz szansę dostał Majewski i rozliczać go będzie można po wykonaniu (albo nie) zadania. Trzeba ściskać kciuki za powodzenie trenera i jego drużyny, ale coś mi się wydaje, że 10 października w większości będą ci, co podczas meczu powtarzać będą w duchu „skuś baba ma dziada”, a nieudane zagrania polskich piłkarzy wywoływać będą u nich szyderczy śmiech i okrzyki radości.
Za cóż to więc nie lubimy Stefana Majewskiego, zwanego ironicznie „doktorem”? Przede wszystkim za to, że jest mądrzejszy od wielu z nas, bo patrzy szerzej i widzi więcej, chociaż nie zawsze umie to sprzedać. Nie jest typem „luzaka” w stylu Janusza Wójcika, który i o kasie gadać się nie wstydzi, i po szynach na bańce się przejedzie, a z każdym z braci dziennikarskiej, czy ktoś chciał, czy nie chciał, jest na ty. I tak trzeba! Wójcika kibice przecież uwielbiali i nawet na posła go wybrali, a w „audio-tele” nie miał konkurentów (pamiętacie słynny plebiscyt na trenera reprezentacji?). Majewski przed kamerami się spina, na żartach zna się niespecjalnie, sam jest poważny i każdego chce traktować w ten sposób, nawet jeśli rozmówca czy słuchacz nie dorównuje mu kulturą i intelektem.
Z jednej strony narzekamy ile wlezie na „leśnych dziadków” panoszących się w PZPN, a z drugiej - nie podoba nam się facet, który chce unowocześnić to, co robi. Przestały już nawet śmieszyć dowcipy o jego laptopie - coś mi się zdaje, że puszczają je w obieg ci, co od komputera nie wstają i świata poza internetem już nie widzą.
Razi nas demonstrowane publicznie chamstwo i prostactwo, tymczasem śmiejemy się z kogoś, kto właśnie z owym chamstwem i prostactwem stara się walczyć. Przecież tego, żeby nie wstawać od stołu, zanim wszyscy skończą posiłek, nauczyć powinni rodzice. To żenujące, że trener musi zwracać na to uwagę dwudziestoparoletnim facetom, którzy książek czytać nie muszą i mogą nie znać się na literaturze, ale o tym, że przychodzenie w klapkach na posiłek do restauracji jest afrontem wobec innych gości, wiedzieć powinni. Co za dziwak ten Majewski? Chce uczyć kultury panów piłkarzy? Dlaczego akurat „opinia publiczna” trzyma w tej kwestii ich stronę? Czyżby dlatego, że też zdominowana jest przez prostaków, których nie razi wulgarny język i plucie na ulicy?
Jesteśmy zwykle szybcy w potępianiu pozaboiskowych wyskoków piłkarzy i chętnie się nad nimi pastwimy, domagając się, by żyli w ascezie i moralnej świętości. Majewski nie wziął więc do swojej kadry prominentnych przedstawicieli „grupy bankietowej”, skąd więc nagle takie współczucie dla tych pominiętych? Skoro Boruc, Dudka, Bosacki, Krzynówek, Łobodziński i Żewłakow, podstawowi zawodnicy reprezentacji, zawalili z różnych powodów eliminacje, to może właśnie trzeba dać szanse innym.
Nie dowiemy się, czy Majewski ma rację, dopóki nie przekonamy się o tym w nadchodzących meczach. Nowy trener jest w tej szczęśliwej sytuacji, że już niczego nie musi, bo nie udało się przecież sławniejszemu od niego. Działa w dobrej wierze, jak go znam, to ma głęboko w nosie układy w PZPN, bo stać go na moralną i zawodową niezależność. Może się oczywiście mylić, ale to nie powód, by z góry skazywać go na klęskę. Ja zaciskam kciuki za powodzenie, bo każdego normalnego kibica cieszyć powinien każdy sukces naszej piłki.
Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 39 • dodano 30-09-2009r. przez darek