strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Ataki świńskiej grypy

Okienko na świat

Ludwiczek Czesław
Piłka nożna nie jest jakąś wyizolowaną wyspą w społecznym morzu ogarniającym świat, więc podlega takim samym wpływom jakich doznają wszystkie inne dziedziny i związane z nimi grupy ludzkie, jakie na tym świecie istnieją. Taka właśnie refleksja nawiedza człowieka, gdy słyszy lub czyta doniesienia o pojawiających się coraz częściej przypadkach świńskiej grypy. Okazuje się bowiem, że choroba ta dotyka również futbolowe grupy i to na różnych kontynentach naszego globu. Nie jest to zjawisko masowe, ale mimo to warte odnotowania. W ostatnich tygodniach wielkie agencje prasowe przyniosły informację, że ośmiu zawodników klubu Chongquing leżącego w centrum Chin zachorowało na grypę, w związku z czym najbliższy mecz ligowy z drużyną Hangzhan Lucheng został przełożony. Natychmiast po stwierdzeniu, że jest to grypa H1N1, cała drużyna włącznie z holenderskim trenerem Arie Haanem poddana została kwarantannie. Żaden inny spośród pozostałych piętnastu klubów pierwszoligowych nie zasygnalizował podobnego przypadku w swoich szeregach. Z powodu pojawienia się świńskiej grypy w tym jednym klubie Chińska Federacja Piłkarska oświadczyła, że zawiesi drużynowe mistrzostwa kraju, jeżeli zawodnicy przynajmniej trzech klubów zostaną zainfekowani tą chorobą. Wszystko po to, aby uniknąć epidemii – twierdzi pismo „Titan Sports Weekley”. Sprawa jest o tyle poważna, że jak oświadczył dyrektor jednego z departamentów w Ministerstwie Zdrowia Liang Wannian, w Chinach już 7000 osób dotkniętych zostało tą chorobą, ale jesienią może się nią zarazić kilkadziesiąt milionów osób. Jednym z krajów najbardziej nawiedzonych przez tę chorobę jest Meksyk. Przypadki zachorowań były tam tak liczne, że władze zdecydowały się zamknąć wszystkie szkoły, uczelnie i w ogóle wszelkie miejsca zgromadzeń ludności. Z tego też powodu odwołano na przełomie sierpnia i września 176 meczów piłkarskich różnych lig. – Dobro ludzi przedładamy ponad zysk – oświadczył prezes Meksykańskiej Federacji Piłkarskiej Decio de Maria, wydając owo zarządzenie. Zaraz też obliczono, że straty, jakie przyniosło odwołanie meczów tylko 18 klubów meksykańskiej ekstraklasy, wyniosły około 2 miliony dolarów. Jakie były straty wynikające z odwołania meczów w niższych ligach, nie obliczono. Na szczęście przerwa trwała tylko tydzień, bowiem już w następną niedzielę, 6 września, kibice mogli ponownie oglądać spotkania piłkarskie. Stało się tak dlatego, że rząd odwołał zakaz wszelkich zgromadzeń, głównie dlatego, że grypa nie okazała się tak groźna jak początkowo sądzono. Była także na drugim końcu świata, bo i w Turcji pojawił się przypadek świńskiej grypy w stosunkowo dużej grupie. Oto bowiem jedenastu zawodników trzecioligowej drużyny tureckiej Keciorenspor z Ankary zachorowało prawie w tym samym czasie. Wszyscy skarżyli się na wysoką gorączkę, na kaszel i bóle gardła. Stwierdzono, że jest to właśnie grypa H1N1. Nie zastosowano tam ścisłej izolacji, ale piłkarze otrzymali leki antywirusowe. Niektórzy z nich z bardziej zaawansowanymi objawami przebywali w szpitalu, inni mający mniejsze nasilenie choroby pozostawali we własnych domach. Przypadek grypy zanotowano także we francuskim Montpellier. Zachorował tam znany i stosunkowo sławny bośniacki obrońca Emir Spahic, zresztą strzelec dwóch goli w tym sezonie, a zarazem kapitan tego zespołu. Zawodnik pojawił się na treningu bardzo zmęczony, z wyraźnymi objawami choroby. Odesłano go do przychodni lekarskiej, gdzie m.in. pobrano mu krew, ale na szczęście nie wykryto w niej wirusa N1H1. Mimo to Spahic został na wszelki wypadek izolowany na 5 dni. Okazuje się, że przypadki świńskiej grypy zdarzały się już także w Szwecji. Lekarz tamtejszej federacji piłkarskiej Per Renstroem oświadczył niedawno, że kilku piłkarzy jednej drużyny pozarażało się wzajemnie i dlatego federacja podchodzi do tej choroby z całą powagą. Związek rozesłał instrukcję do wszystkich klubów z zaleceniem, aby zawodnicy nie podawali sobie rąk przed meczami i po meczach. Zaleca się także częste mycie rąk i dokładne ich dezynfekowanie, zwłaszcza po spotkaniach. A w ogóle to lepiej zapobiegać niż leczyć. Z takiego założenia wychodzi służba medyczna francuskiej drużyny Olympique Lyon, która dała swoim zawodnikom kilka zaleceń, które mogą im pomóc w walce z grypą N1H1. Jakie to zalecenia? Otóż zawodnicy mają zakaz plucia na boiskach i podawania rąk rywalom w czasie przedmeczowego powitania. – Na razie nie ma powodu do alarmu, ale musimy być na wszystko przygotowani – stwierdził na stronie internetowej Olympique Lyon lekarz klubowy Emmanuel Orhant i dodał, że jeżeli jakikolwiek zawodnik zostanie zainfekowany, to musi być natychmiast izolowany, aby w ten sposób zapobiec zarażeniu innych piłkarzy. W Europie środkowej nie stwierdzono przypadków grypy, ale trzeba wiedzieć, że warunki klimatyczne mieliśmy tego lata bardzo pomyślne. Kiedy jednak przyjdzie jesienna szaruga, trzeba będzie bardzo uważać. Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 39 • dodano 30-09-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915352