Nikt nie wierzy w sprostowania

Dziury w całym
Filipiak WojciechPójście na otwartą wojnę z mediami to zabójcza strategia. Tak doświadczony dziennikarz jak Janusz Atlas doskonale o tym przecież wie, bo przez wiele lat sam był po drugiej stronie barykady i nie pamiętam, by przestraszył się groźnych pohukiwań i pomruków dochodzących na przykład z KC, o związkach sportowych nie wspominając.
O tym, że obraz medialny PZPN trzeba zmienić, też doskonale wiadomo. Najważniejszym osobom w związku brak - poza nielicznymi wyjątkami - obycia medialnego, nie czują wymagań współczesnego show-biznesu, do którego sport niewątpliwie się zalicza. Dziwią się i obrażają, gdy gazety piszą o ich wyczynach „towarzyskich”, wpadają w nerwy, gdy porusza się temat pieniędzy. Plotkują przy tym bez umiaru, usiłując naiwnie załatwiać różne swoje małe interesiki za pośrednictwem mediów, a sprzyja temu czytelny dla każdego podział na frakcje. Czy jest sposób, by to wszystko opanować i wziąć w karby? A może w ogóle nie ma takiej potrzeby i nie warto? To dopiero rozległby się rwetes, gdyby nagle okazało się, że w PZPN zaczynają obowiązywać zasady panujące w wielkich korporacjach: z prezesem rozmawia się tylko za pomocą faksów i maili, sekretarka albo portier dokładnie wypytują każdego, po co i do kogo przyszedł, a szczęśliwiec, który pomyślnie przebrnie przez takie przesłuchanie, może liczyć na to, że po paru minutach oczekiwania zostanie przyjęty na audiencję albo zostanie załatwiony na korytarzu. Tak jest w niektórych klubach - zaręczam, że zadowoleni są tylko klubowi urzędnicy, bo nikt im nie patrzy na ręce.
Wbrew prognozom Janusz Atlas, od niedawna rzecznik prasowy PZPN, na wojnę z mediami nie pójdzie, bo musi przecież pamiętać (jest wszak z rocznika 1949), jak poległ w takim boju Jerzy Urban, arcymistrz felietonowych pojedynków i zaczepek. Prowadzone przez niego w latach osiemdziesiątych konferencje prasowe były efektownymi widowiskami, ale nie o to przecież chodziło. Z treści, które przekazywał, najbardziej zapamiętaliśmy, że rząd się sam wyżywi…
Większość ludzi ze środowiska piłkarsko-dziennikarskiego kojarzy Atlasa z barwnymi i pikantnymi anegdotami towarzyskimi - oglądałem nawet jakiś telewizyjny film fabularny, którego tytułu już nie pamiętam, o tym, jak dziennikarz Globus kumplował się z ministrem Lipskim. Oczywiście natychmiast mu to po nominacji wyciągnięto, czasem wręcz w żenujący, obrzydliwy sposób. Trzeba jednak pamiętać o jego doświadczeniu zawodowym i rozległych w tych środowiskach znajomościach, co w obecnej sytuacji musi być atutem i na pewno zostanie wykorzystane. Jeżeli powie prywatnie do Laty: „Grzesiu (albo jeszcze lepiej - Bolek), przestań p….”, to nie będzie to przesadna poufałość. Mam nadzieję, że Lato go wtedy posłucha i skorzysta z życzliwych porad.
Sprostowań nikt nie czyta (a jeśli przeczyta, to rzadko kojarzy z pierwotnym tekstem), zaś dementi to rodzaj potwierdzenia. Niezgodne jest to może z teorią dziennikarstwa i prawem prasowym, ale prawdziwe w życiu. Zamknięcie się PZPN w oblężonej twierdzy i obrona przy pomocy wypuszczania zatrutych strzał to pewna porażka. By poprawić obraz polskiej piłki, potrzebne są konkretne działania organizacyjne, nie oświadczenia, apele i polemiki. W takim kierunku powinna iść informacyjna ofensywa medialna, wytrącająca nieprzychylnym argumenty z ręki. Ktoś, kto się będzie obrażał na tę czy tamtą gazetę, usiłował się na kimś odgrywać, na przykład pozbawiając akredytacji (jak w krakowskiej Wiśle i w Widzewie), tylko się ośmiesza, bo nie znam dziennikarza, który by się przestraszył i pod wpływem takich nacisków zmienił zdanie. Takich, których należałoby postawić do kąta, wprawdzie nie brakuje, ale wzywanie ich przed oblicze inkwizycji dodaje tylko nieszczęśnikom świętości i robi z nich męczennika. Są inne, bardziej subtelne, a jednocześnie dotkliwe sposoby, o czym nowy rzecznik - jestem o tym przekonany - doskonale wie.
Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 40 • dodano 07-10-2009r. przez darek