Udźwignąć sławę

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławPiłka nożna to piękna i pasjonująca przygoda, a w jej szcztowym przedziale to także trudny, wyczerpujący, ale i satysfakcjonujący zawód. Tych jego reprezentantów, którzy wyrastają ponad przeciętność i którzy zwykłą grę przekształcają w doskonałą sztukę, osadza się w roli gwiazd. A to z kolei niesie z sobą rozgłos, popularność, sławę, no i - rzecz niebagatelna - wielkie, a czasem nawet ogromne pieniądze. Trzeba więc sporo rozwagi, odporności, umiejętności samooceny, słowem - dużej siły charakteru, aby to wszystko unieść. Niestety, nie wszystkimgwiazdorom się to udaje. Niektórym ów bagaż mentalno-materialny uderza do głowy, a w konsekwencji sprowadza ich na chwiejną lub pełną komplikacji drogę. Owe przypadki zdarzają się w wielu krajach, ale największy rozgłos zyskują te, które odnoszą się do brazylijskich fenomenów futbolu.
Jednym z pierwszych, który popadł w owe niesławne przypadłości, był legendarny gracz brazylijski Garrincha, do dziś uważany za najlepszego dryblera wszech czasów. Miał na koncie dwa tytuły mistrza świata (1958 i 1962). Rozegrał w reprezentacji 60 meczów, przy czym 52 wygranych, 7 zremisowanych i jeden tylko przegrany. Ten ostatni zdarzył się na MŚ 1966 w Anglii. Po nim nigdy już nie założył koszulki reprezentacyjnej. Takiego bilansu w drużynie narodowej nie ma chyba żaden inny piłkarz. W końcowych latach kariery Garrincha nie był już tak sprawny jak w szczycie możliwości, nie potrafił już przejść z piłką przez całe boisko i jeszcze strzelić gola. Nie bardzo umiał to zrozumieć, więc smutek i niepewność topił w alkoholu. Z czasem choroba ta pogłębiła się tak dalece, że całkowicie pogrążył się w pijanym widzie. Garrincha zmarł 20 czerwca 1983 r. w pięćdziesiątym roku życia.
Inny fantastyczny gracz brazylijski to mistrz i najlepszy piłkarz świata w roku 1994 - Romario, zawodnik, który wyliczył, że strzelił 1002 gole. Należy do grona tych zawodników, którzy najlepiej czują się we własnym kraju, więc zdarza się, że porzucają bogate kluby europejskie i podejmują grę za nieporównanie mniejsze pieniądze w swojej ojczyźnie. Tak właśnie uczynił Romario, który grał z powodzeniem w PSV Eindhoven i w Barcelonie, by od 1994 r. przenieść się do klubów brazylijskich. Nie dość, że mniej zarabiał, to jeszcze prowadził rozrzutny tryb życia, a jego kłopoty finansowe pogłębiała konieczność płacenia elimentów na siedmioro jego dzieci. Dziś 43-letni Baixinho (Mały) - bo taki pseudonim nosił - tkwi w ogromnych długach. Sprzedał już swój osiemsetmetrowy apartament w Rio de Janeiro, ale to nie wystarcza na pokrycie długów i zaległości alimentacyjnych.
Dlatego Romario postanowił się rzucić w wir polityki, bo to może mu pomóc w pozbyciu się owego finansowego garbu. Zapisał się do Brazylijskiej Partii Socjalistycznej i z jej ramienia zamierza wystartować w wyborach parlamentarnych 2010 roku i zdobyć jeden z 513 mandatów deputowanwego. W staraniach tych nie przeszkodzi mu nawet fakt, że musi odpowiadać przed sądem za oszustwa podatkowe, bo w Brazylii zmieniono ostatnio prawo wyborcze w taki sposób, że pozwala startować do parlamentu ludziom mającym na pieńku z wymiarem sprawiedliwości.
Spore kłopoty przeżywał współczesny gracz brazylijski Adriano, który już 44 razy wystąpił w reprezentacji swojego kraju. Ten bramkostrzelny piłkarz liczący sobie 27 lat sporo czasu spędził w klubach włoskich, w tym najwięcej w Interze Mediolan, w którego barwach rozegrał 123 mecze i strzelił 48 goli. W ostatnich latach czuł się tam jednak źle, miewał dziwne nastroje psychiczne, opuszczał treningi, bywało, że nie stawiał się na mecze. Posądzano go nawet o chorobę psychiczną. Adriano dążył jednak do powrotu do Brazylii. Toteż w grudniu 2007 Inter wypożyczył go na pół roku do Sao Paulo FC. Po powrocie do Interu wprawdzie grał, ale znów nie czuł się najlepiej. W konsekwencji pod koniec kwietnia br. Inter rozwiązał z nim kontrakt za porozumieniem stron, a sam Adriano zapowiedział zawieszenie kariery. Wkrótce jednak zasilił Flamengo, w którym gra nadal.
Podobnego typu kłopoty przeżywa słynny Ronaldinho, który nosił się z zamiarem zakończenia kariery. Chciał to już uczynić w Barcelonie, ale zyskał tylko tyle, że klub zgodził się na jego odejście. Zamiast jednak do Brazylii, trafił pod wpływem brata, który jest jego menedżerem, do Milanu AC za niską sumę transferową i mniejsze pobory. Ale i w tym klubie sprawa jego rezygnacji nadal budzi emocje, o czym informował ostatnio hiszpański dziennik „Sport”. W odpowiedzi na stronie internetowej piłkarza ukazał się komunikat, w którym pisze m.in.: „W przeciwieństwie do tego, co pisze hiszpańska gazeta, nigdy nie myślałem o zakończeniu kariery. To są wymyślone informacje, z dziennika, który szuka sensacji. Jestem szczęśliwy, że mogę grać w Milanie i wywiążę się z kontraktu upływającego w 2011 roku.
Coś jednak musiało być na rzeczy, bo Ronaldinho nie zagrał w meczu z Olimpique Marsylia, a w lidze z Bolonią.
Przykłady te wskazują, że wielu piłkarzom trudno jest udźwignąć sławę.
Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 41 • dodano 14-10-2009r. przez darek