strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Usta Stefana

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
Pisanie tekstu o ostatnich osiągnięciach trenerskich Stefana Majewskiego to wyczyn polegający na połączeniu relacji z występów mało lubianego przez widzów cyrku z reportażem z ceremonii pogrzebowej polskiej piłki. Taki śmiech przez łzy... Oczywiście, kopanie leżącego na łopatkach nie ma sensu - tym bardziej że polski futbol wywrócił efektownym rzutem przez kasę pewien rozwianogrzywy holenderski szkoleniowiec. Nie należy jednak zapominać, że skuteczne zdołowanie naszego futbolu to była praca żmudna i wieloletnia, za co należą się podziekowania wielu wybitnym działaczom z Michałem Listkiewiczem na czele. A propos - i kto to znowu wyszedł obronną ręką z zatrudnienia przez siebie Holendra...? No właśnie!!! Stefan Majewski być może nie jest najlepszym trenerem, ale już teraz stanie się ulubieńcem mediów i to z uwagi na niepoślednie zdolności erystyczne. Usta Stefana puszczają co chwile dźwięki, które potrafią pobudzić do myślenia nawet ostatnich publicystycznych nieuków. I tu się otwarcie przyznaję, że do takowych należę, lecz pod wpływem nauczania p.o. trenera kadry już rozpocząłem długotrwały proces reedukacji. I tak: teraz wiem, że wykładnikiem klasy zespołu nie jest wcale wynik, tylko ilość wybijanych rzutów rożnych. A ja głupi myślałem, że wyuczony w dzieciństwie dogmat: „Trzy rogi - jedenastka!!” już od dawna nie obowiązuje. A przecież właśnie dzięki temu byliśmy lepsi od Czechów: bo wykonywaliśmy ten stały fragment gry aż osiem razy! I tu dostrzegam pewną niekonsekwencję w wypowiedziach złotoustego Stefana, który po meczu ze Słowacją oświadczył, iż tym razem jego podopieczni zagrali jeszcze lepiej niż z Czechami. A to nieprawda, bowiem ze Słowacją wygraliśmy w rogach zaledwie 6:4 - czyli mecz był na styk, bo w kornerach nie osiągnęliśmy tak znaczącej przewagi jak nad „pepikami”. Panie trenerze, proszę więc lepiej liczyć stałe fragmenty gry! A swoją drogą, ciekawi mnie, jak bardzo zdominowaliśmy rywali pod względem wyrzutów piłki z autu... Ogłoszenie tej statystyki znacząco podniosłoby morale drużyny i wpłynęło na wypełnienie po brzegi stadionów. Ale to tylko przedsmak najlepszego aforyzmu, jakim było pomeczowe stwierdzenie, że drużyna dobrze gra, strzela bramki, a wygrywają rywale. No właśnie! Piłka nożna to taki niesprawiedliwy sport, że rywale wygrywają, ponieważ ich trener powiedział im, że sztuka polega na tym, aby napompowanym kawałkiem skóry trafić do bramki. Tyle iż on zaznaczył w szatni, że do bramki rywali! Takie jest życie, panie trenerze. Pan dostał stołek po Beenhakkerze - miejsce na ławce, pod którym tkwi ładunek wybuchowy z tykającym zapalnikiem. Jakiś czas porobi pan za worek treningowy, na którym swą energię wyładują kibice i pismacy, a potem - w obronie fotela pewnego prezesa - bomba zostanie odpalona i wyleci pan z hukiem. Sytuacja jest tragiczna i lud pospolity domaga się natychmiastowej poprawy. A skoro trener kadry poprawy nie może zagwarantować - to panowie prezesi już niedługo rzucą pospólstwu pierwsze głowy. Ciekawe, od czyjej zaczną...? Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 42 • dodano 21-10-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915352