strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Program na nie

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Otumanieni medialną papką „przedstawiciele polskich kibiców” zawiązali stowarzyszenie „Koniec PZPN” i ogłosili bojkot reprezentacji Polski. Domagają się zmian, organizują pikiety i happeningi, jak na przykład palenie zniczy przed siedzibami PZPN i okręgowych związków. Łatwo trafili do gazet i telewizji, choć - jeśli popatrzeć z bliska i uważnie posłuchać - nic nie mają do powiedzenia. „Jest źle i ma być lepiej” - ten słuszny skądinąd postulat nie jest wspierany żadnymi konkretnymi świeżymi pomysłami. Inne hasło to „Oni już rządzili, teraz muszą przyjść inni” - czyż nie wydaje się, że to znany scenariusz? No jasne, kłania się Andrzej Lepper i jego ludzie. Proszę sobie tylko przypomnieć, że choć to oni na początku swojej zadymiarsko-politycznej kariery chłostali niewygodnych, to na końcu wychłostano bezlitośnie ich samych, bo pustymi frazesami nie wypełnili intelektualnej i moralnej pustki. Nie da się bowiem niczego naprawić, prezentując tylko program na nie. Jest aż nadto dowodów na to, że w taki sposób można tylko wszystko porozwalać i… potem dalej mieć pretensje do świata i ludzi, że się zawaliło. Przecież lekarstwem na uzdrowienie upadającego przemysłu miała być dwadzieścia lat temu bezwarunkowa prywatyzacja wszystkiego, dzisiaj z kolei uznawana za źródło wszelkiego zła. Nie słyszałem, by któryś z młodych ludzi, wypowiadających się w mediach w imieniu „ruchu kibiców”, miał władzom PZPN do zaoferowania coś nowego poza nawoływaniem do ustąpienia zarządu. Ba, nie ma nawet kandydata na rzeczywistego przywódcę tej nadciągającej rewolucji, bo przecież na pewno nie podejmą się tej roli ani Jan Tomaszewski, ani Zbigniew Boniek, którzy znacznie lepiej czują się w roli uciśnionej opozycji, bo nie muszą podejmować konkretnych decyzji i ponosić odpowiedzialności za to, co mówią. To przecież właśnie Grzegorz Lato, były piłkarz, wybitny reprezentant, obyty z racji senatorskiej kadencji z władzą, zarówno w sensie przenośnym, jak i dosłownie fizycznym, miał być idealnym lekarstwem na polskie futbolowe bolączki. Dzisiaj tęsknimy do Listkiewicza z jego wyważonymi poglądami, ogładą i kulturą. Reprezentacyjnej drużynie nie podołał Leo Beenhakker - niektórzy mówią, że polski „beton” mu przeszkadzał, ale mnie wydaje się, że on sam na starość postanowił już się nie zarzynać fizycznie i psychicznie - przecież od początku wiadomo było, że woli sobie pograć w golfa, niż oglądać kandydatów do kadry w meczach ligowych. To nie o ludzi więc chodzi, a o system, którego nie da się z dnia na dzień zmienić uchwaleniem stosownej rezolucji. Ale - przyznaję - próbować trzeba. To już nie te czasy, gdy działaczem sportowym zostawało się z organizacyjnego bądź partyjnego nakazu. Ludzie, to już dwadzieścia lat minęło! Ci, co w tamtych czasach zostali „rzuceni na sport”, odeszli już w większości na emeryturę, ale nadal podstawowy zarzut wobec obecnych władz to komusze pochodzenie. Nie znam przypadku, by kogoś chętnego do pracy w związku czy w klubie zrzucono ze schodów, zamykając przed nim potem drzwi. Sęk w tym, że nie wystarcza mieć program na nie. Tym wszystkim, co ze szczerą troską o dobro polskiej piłki chcą na początek wszystko rozwalić, dedykuję jakże mądrą maksymę Jacka Kuronia: „Nie podpalajcie komitetów, twórzcie własne!”. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 43 • dodano 28-10-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915352