strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Mecz stulecia

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
Nasz sport cierpi nie tylko na słaby poziom wielu dyscyplin. Kto wie, czy jeszcze większym powodem do zmartwienia jest nieudolność w dorabianiu do średniactwa twarzy sukcesu. Czasami jest to wręcz żenujące. Oczywiście, nie od dzisiaj wiadomo, że władzom federacji sportowych nie tyle musi zależeć na sukcesie, co na umiejętnym utrzymywaniu kibiców w przekonaniu, że aktualne wyniki to sukces. Jeśli ktoś nie wierzy, to niech sięgnie do niedalekiej przeszłości i przywoła niedawną „walkę stulecia”, czyli mierny kawałek boksu polegający na niemiłosiernym okładaniu otłuszczonego jak foka i wolnego jak żółw Gołoty. Że można było znaleźć w historii polskiego pięściarstwa setki znacznie bardziej ekscytujących pojedynków, nie jest ważne - tu przecież liczyło się PR-owe wypromowanie imprezy, czyli sprzedanie jak największej ilości biletów i reklam. Rodzima piłka nożna też nie jest wolna od podobnych zjawisk. Aż dziw bierze, że tak krótko świętowaliśmy wspaniały wyczyn, jakim była historycznie wysoka wygrana nad San Marino. Gdy przypominam sobie liczne telewizyjne peany, jaki to był wielki sukces w historii polskiej piłki - bo jeszcze nigdy w historii nie dokopaliśmy tak wysoko reprezentacji innego kraju - to właśnie przypomina mi to pojedynek Adamka z Gołotą. Różnica jedynie w tym, że zwycięzca tej walki będzie miał w marę szybką szansę dorównania najlepszym - czego o piłkarskiej reprezentacji Polski, nawet przy wielkim optymizmie, powiedzieć się nie da... Bo jak daleko zaprowadził nas w hierarchii światowej „mecz stulecia”, przypominać nie trzeba... Public relations w wykonaniu polskiego futbolu to nadal jedynie ucieczka od rzeczywistości - czyli tłumaczenie się przed mediami z kolejnych wpadek lub nieudolne zaklinanie rzeczywistości. Ani poprzedni rzecznicy (?) ani aktualnie Janusz Atlas nie potrafią zbudować wizerunku PZPN z ludzką twarzą. A szansa na to była spora, gdy po pamiętnej wypowiedzi Mariusza Lewandowskiego, który zachęcał Słoweńców do „umotywowania” naszych graczy w meczu ze Słowacją, Janusz wypowiedział się w sposób dalece różny od związkowej sztampy. Pojawiło się światełko w tunelu - nadzieja na przełamanie schematu i promocję otwartej polityki medialnej. Niestety, równie szybko nastąpiła riposta ze strony związkowego betonu - czyli zamiecenie sprawy pod dywan. I wszystko zostało po staremu. Zamiast wykorzystać szansę na zmianę wizerunku PZPN, głodne skandalu media skupiły się na komentarzach wywiadu Atlasa - koncentrując się nad tym, czy faktycznie w upojeniu zdarzało mu się spadać z krzesła oraz czy skromnością jest jego przyznanie się do „bycia wybitnym dziennikarzem”. Generalnie rzecz biorąc, wzajemne relacje i zachowania piłkarskiej centrali na poziomie medialnym można usytuować gdzieś między paparazzi a tabloidami. Innymi słowy między skandalem a rynsztokiem. Nieliczne próby rzeczowego stawiania problematyki są zazwyczaj jednostronne - bowiem wszelki aspekty dziennikarskiego, krytycznego spojrzenia na związek są jednoznacznie odbierane jako napastliwa nagonka. No i jak my, pismacy, mamy się teraz zachować, skoro - z ręką na sercu - pisać o pozytywach w PZPN wiele się nie da. No chyba że zrobimy zadymę wokół jakiegoś kolejnego „meczu stulecia”. Może to być jeszcze jedna, nasza tradycyjna potyczka z Wyspami Owczymi...Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 43 • dodano 28-10-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915354