strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Smuda i jego kadra

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Tym razem medialnej krytyki nie było: powierzenie kadry Franciszkowi Smudzie jednogłośnie uznano za posunięcie ze wszech miar słuszne, ale żeby nie było od razu tak pięknie, to znaleźli się też i tacy, co i tak powątpiewają w szczerość intencji Laty, Piechniczka, Engela i spółki. Już czytam, że Smuda został rzucony na pożarcie i że po kilku niepowodzeniach będzie musiał przyznać się do porażki i ustąpić miejsca komuś ze „swoich”… No cóż, widać nic nie może być u nas normalnie. Franciszek Smuda ma swoich admiratorów, do których sam się zaliczam, ale pewnie jeszcze więcej ma wrogów. Mianowany został selekcjonerem kadry niejako „z woli ludu”, bo pewnie wygrałby każde „audiotele”, nie może więc stać się od razu celem nagonki, stąd też pewne zakłopotanie wielu komentatorów. A na dodatek już pierwszego dnia swojego urzędowania Smuda ogłosił skład kadry, do którego w żaden sposób przyczepić się nie można. Towarzyskie mecze były dla Beenhakkera okazją do testowania fantastycznych rozwiązań personalnych, tymczasem w kadrze Smudy na mecze z Rumunią i Kanadą jest tylko dwóch kandydatów na debiutantów i w obu przypadkach można się pod tymi powołaniami podpisać obydwoma rękoma, bo i Patryk Małecki, i Maciej Sadlok to wyróżniający się piłkarze naszej ligi. Nie próbując nawet podpowiadać Smudzie, co ma robić, chciałbym się dzisiaj zabawić w stworzenie „antykadry”, czyli listy piłkarzy znanych i cenionych, których jednak w kadrze nie ma i nie będzie w przyszłości, co można z dużą dozą pewności przewidzieć... Pomijając nazwiska dwóch weteranów, Tomasza Hajty i Piotra Świerczewskiego, wymienić tu trzeba na przykład Bogusława Wyparłę i Marcina Adamskiego, niezastąpionych do tej pory w drużynie klubowej. Obaj grali, a jakże, w reprezentacji, ale długo by trzeba szukać, kiedy i z kim. Swoje pięć minut mieli w krajowym i międzynarodowym futbolu Jarosław Bieniuk, Bartosz Bosacki, Andrzej Niedzielan, Sebastian Mila, Radosław Matusiak. Nadal grają i się wyróżniają, ale przecież Smuda ich do kadry nie powoła, bo ma stworzyć drużynę nie na dzisiaj, a na mistrzostwa Europy za trzy lata. W dalszym ciągu bryluje w lidze wielu piłkarzy, którzy (jak wspomniani Adamski i Wyparło) reprezentacyjne epizody niegdyś zaliczyli, ale sami pewnie już o nich zapomnieli i nawet nie marzą o kolejnych powołaniach. Tomasz Jarzębowski, Bartosz Ślusarski, Patryk Rachwał, Łukasz Madej, Andrzej Bledzewski, Marcin Radzewicz, Michał Stasiak, Robert Kolendowicz - te nazwiska przychodzą na myśl w pierwszym momencie. Nie brak też i takich, którzy grają w lidze od lat, ale po prostu nie mieli szczęścia być choć raz powołanym. Reprezentacja mogła się bez nich obyć, trudno wyobrazić sobie jednak ligę i ich macierzyste zespoły klubowe bez Michała Chałbińskiego, Jacka Popka, Edwarda Cecota, Dariusza Pietrasiaka, Mariusza Ujka, Łukasza Surmy, Pawła Nowaka, Sebastiana Olszara, Bartosza Ławy, Mariusza Zganiacza, wiecznych „młodych zdolnych” Kamila Kuzery i Łukasza Nawotczyńskiego czy Jarosława Kaszowskiego, zawodnika w polskiej piłce wyjątkowego, bo grającego w tym samym klubie od klasy A po ekstraklasę. To przecież w wielu przypadkach liderzy swoich drużyn, zawodnicy, od których każdy klubowy trener rozpoczyna ustalanie składu na kolejny mecz. Powołanie do kadry i gra w reprezentacji kraju nie jest jedynym miernikiem klasy zawodnika. Usiłuję to udowodnić powyższą listą, ograniczoną do piłkarzy obecnie grających w polskich drużynach klubowych. Jeden, choćby kilkuminutowy występ w towarzyskim meczu to z pewnością powód do chwały, ale na reprezentacji świat się nie kończy. Warto o tym pamiętać podczas najbliższej dyskusji o kadrze trenera Smudy, któremu życzę jak najwięcej wyczucia i trenerskiej intuicji. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 44 • dodano 04-11-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:915355