Prosta filozofia Pereza

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławKtoś, kto stoi na czele wielkiego klubu piłkarskiego, musi mieć jakąś wizję sprawowania funkcji prezesa, jakiś sposób konstruowania kadry zawodniczej, jakąś filozofię budowania i prowadzenia zespołu, bo tylko wtedy może liczyć na budzące szacunek i podziw sukcesy. W szczególności odnosi się to do klubów znajdujących się u samego szczytu światowego piłkarstwa, takich jak np. Real Madryt uznany za najlepszy klub XX wieku. Z nadzieją na kontynuowanie chwalebnej drogi wszedł Real w nowe stulecie. Wszedł w nie pod kierownictwem Florentina Pereza, który objął funkcję prezesa w połowie 2000 roku. Jego idea kierownicza była prosta i zrozumiała dla każdego kibica, bowiem opierała się na angażowaniu za wielkie pieniądze najlepszych aktualnie graczy świata.
I natychmiast po objęciu owej ważnej funkcji nowy prezes rozpoczął rekrutację wybitnych graczy. W tym samym dwutysięcznym roku ściągnął z Barcelony Luisa Figo za naówczas rekordową sumę. W rok później dokonał transferu do klubu Zinedine’a Zidane’a za jeszcze wyższą i także rekordową kwotę. W 2003 roku do grupy tej dołączył Brazylijczyk Ronaldo, a nieco później najpopularniejszy i najbogatszy piłkarz David Beckham. W sumie na zakup tych zawodników Florentino Perez wyasygnował 205,5 miliona dolarów. A jeśli wziąć pod uwagę, że w skład zespołu wchodzili już wcześniej tak znani gracze jak Roberto Carlos, Makelele, Raul, Morientes i inni, to można powiedzieć, że był to zespół gwiazd, nazywany zresztą przez media Galacticos.
Wydawało się, że taka drużyna królować będzie w światowym futbolu długie lata, tymczasem okazało się, że ów silny Real tylko raz wywalczył, w 2002 r., zwycięstwo w Lidze Mistrzów, a w rok później zdobył jeszcze mistrzostwo Hiszpanii. Później, przez trzy lata ten najeżony gwiazdami zespół nie potrafił wywalczyć liczącego się tytułu. Prezes wykonywał nerwowe ruchy, zmieniał trenerów, zwalniał i kupował zawodników, a sukcesów jak nie było, tak nie było. Toteż w lutym 2006 roku Perez stracił posadę. Jego następca Ramon Calderon Ramos zmienił nieco podejście do zespołu i z dwoma różnymi trenerami zdobył dwukrotnie tytuł mistrza Hiszpanii, ale w Lidze Mistrzów doznawał porażek.
Wtedy ponownie na plan pierwszy wypłynął Florentino Perez, przy czym jego filozofia prezesury nie uległa zmianie. W kampanii poprzedzającej wybory obiecywał, że gdy tylko ponownie stanie na czele klubu, sprowadzi do niego najlepszych graczy świata. I rzeczywiście, natychmiast po wyborze na to odpowiedzialne stanowisko zaangażował za 93 mln euro Cristiano Ronaldo, za 67 mln Kakę i za nieco już mniejsze sumy Karima Benzemę, Raula Abiola, Xabi Alonso, a wszystko to kosztowało królewski klub 350 mln euro. Do Realu znów przylgnęło określenie Galacticos, więc można się było spodziewać, że teraz ruszy jak z kopyta i że zawojuje piłkarski świat. Okazuje się wszkaże, że same gwiazdy sukcesu jeszcze nie gwarantują. Bo Real tak bardzo wzmocniony przegrał na swoim stadionie z Milanem 2:3, a w Primera Division doznał porażki z Sevillą i zremisował z Gijon. W Pucharze Króla natomiast doznał prawdziwej klęski (0-4) z trzecioligową drużyną Alcorcon, choć przyznać trzeba, że grał bez kilku podstawowych graczy.
Prasa hiszpańska po tej porażce nie zostawiła suchej nitki na trenerze „Królewskich” Manuelu Pellegrinim. Natomiast „big boss” - jak nazywa się Pereza - spróbował przytępić nieco ostrze tej krytyki. - Chciałbym zaapelować do naszych fanów o uspokojenie nastrojów - mówił na konferencji prasowej. - Powinniśmy sobie wszyscy przypomnieć, że dużo zawodników przybyło do naszego klubu na początku sezonu i że muszą się oni u nas zaadaptować. Sezon zaczął się dopiero dwa miesiące temu, a to oznacza, że pracujemy jeszcze nad ukształtowaniem ekipy.
Za tym i innymi wystąpieniami sprzyjającymi lepszej atmosferze kryje się także źdźbło niepokojącej prawdy, bo symptomy pewnego kryzysu są dość wyraźnie widoczne. Podobno po owym fatalnym meczu z Alcorcon Perez spotkał się ze swymi współpracownikami na zaimprowizowanym zebraniu, na którym, według „L’Equipe”, mówił: - Nie trzeba podejmować decyzji zbyt pośpiesznej, ale jasne jest, że Manuel Pellegrini stracił sporo z kredytu zaufania, jakiego mu udzieliliśmy. Potrzebujemy być może trenera ze znacznie silniejszą osobowością. Trenerowi chilijskiemu zarzuca się brak zdolności do prowadzenia z zawodnikami prawdziwego dialogu i umiejętności inspirowania ich świadomością galaktycznych.
Swoje zdanie na ten temat mają także zawodnicy. W przerwie owego fatalnego meczu pucharowego Guti powiedział, nie przebierając w słowach, a nawet przeklinając, że trener powinien odejść. Pojawiło się też wiele innych głosów, wśród nich i taki: - Odnosi się wrażenie, że coach boi się rozmawiać z niektórymi zawodnikami. W dodatku trudno zrozumieć, czego oczekuje od nas na boisku. W gruncie rzeczy mamy obecnie taki sam burdel jak za czasów Schustera. Ciekawe zatem, czy Real zmieni trenera i czy otrząśnie się z niemocy.
Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 45 • dodano 11-11-2009r. przez darek