strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Przygoda pana Michała

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
Nie bez satysfakcji dowiedziałem się o postawieniu zarzutów Michałowi Listkiewiczowi. Nie jestem natomiast rad, że do tej pory nie wyciągnięto wobec niego konsekwencji z racji udziału w aferze futbolowej. Piszę świadomie i odpowiedzialnie: udziału, bo dla mnie prezes związku udający, że nic nie wie o drążącej jego organizację korupcji - patrz kilkuset zatrzymanych! - jest równie winien jak każda z dotychczas aresztowanych czy przesłuchiwanych osób. Listkiewicz po raz kolejny - wyrażając się delikatnie - ściemnia ( w wersji kubiców: „pali głupa”) twierdząc, że nie pamięta zdarzenia, gdy szmal miast do Widzewa, przelano do firmy w Niemczech. Nie bardzo wiem, jakimi środkami dysponował Michał Listkiewicz w podobnych transakcjach, ale incydentalne wysłanie kwoty 7. 000.000 - slownie: siedmiu milionów - polskich złotych to raczej powinno mu utwić w pamięci. Szczególnie gdy adresatem nie jest polski klub sportowy czekający na kasę na spłacenie wierzycieli (a raczej komornik, który położył łapę na finansach tego klubu), a prywatna firma właściciela klubu w Niemczech. Media dużo piszą o JAG Sport Marketing i raczej im, niż Listkiewiczowi, będę wierzyć... Klasyczne palenie głupa w stylu „jedna czarna owca” bywa dla wypowiadającego zabójcze. Jeszcze bardziej głupio jest teraz, gdy w obronie byłego prezesa PZPN stanął Andrzej Grajewski, były właściciel Widzewa i JAG Sport Marketing. Zaprzeczając wersji podanej przez prokuraturę, Grajewski wręcz buńczucznie wytknął prokuratorom, że nie jest możliwe, aby Listkiewicz dokonał tego przekrętu, albowiem o przelaniu tak wielkiej kwoty za granicę decyduje kilkunastoosobowy zarząd PZPN. Tyle że Grajewski zamiast całować Listkiewicza w rękę za przelanie kupy kasy, obdarzył go pocałunkiem śmierci. W odpowiedzi na tak sformułowane dictum, prokurator Jerzy Kasiura stwierdził, iż... Grajewski ma rację!!! Tyle że zarząd PZPN nie podjął takiej uchwały, a dyspozycję wydał jednoosobowo Listkiewicz i to na piśmie. Teraz Listkiewicz niemal płacze w telewizji, że jako biedny i niewinny musi szukać szmalu na wpłacenie 60.000 złotych poręczenia majątkowego. Powinien w pierwszym rzędzie poszukać tego szmalu w okolicach koła zapasowego w swoim aucie - tam taka kwota powinna leżeć... A jeśli akurat tam go nie ma, to niech wykona telefon do Grajewskiego. On ma sporo szmalu, a wydatek rzędu 60 tysięcy to mniej niż jeden procent od kwoty 7 milionów. W końcu prawdziwych wspólników poznaje się w biedzie. Jest jeszcze jeden aspekt sprawy. W końcu w PZPN podobno był przeprowadzany audyt i było to dość dawno temu, a sprawę pilotował jeszcze niesławnej pamięci minister Lipiec. Aby uniknąć uwag o pisaniu tekstu na zlecenie Tuska czy Schetyny, podeprę się stosownym fragmentem publikacji „Naszego Dziennika”. - Ten audyt został zlecony przeze mnie, czyli prowadzony jest de facto na zlecenie PZPN - wyjaśnił Wojcieszek. - Kurator zlecił go profesjonalnej firmie, która współpracuje także z FIFA. - Chcę, aby audyt został przeprowadzony kompleksowo, a dwa najważniejsze punkty dotyczą zbadania gospodarki finansowej związku w aspekcie rozliczeń podatkowych za ostatnie trzy lata oraz zbadania poprawności zawierania umów, na mocy których związek dokonywał sprzedaży praw medialnych, marketingowych i reklamowych - dodał. Tymczasem przedstawiciele zawieszonego przez ministra sportu Tomasza Lipca zarządu PZPN prowadzą nieoficjalne rozmowy na temat rozwiązania konfliktu, który trwa od 19 stycznia. Żadna ze stron nie chce jednak ujawnić szczegółów negocjacji. - Pracujemy nad pewną propozycją, dzięki której Polska nie zostałaby zawieszona przez FIFA, a nasze drużyny reprezentacyjne i klubowe nie ucierpiałyby na tym sporze - powiedział Eugeniusz Kolator, zawieszony wiceprezes związku, który uczestniczy w rozmowach z ministrem. Czyli jest tu coś nie tak... Skoro PZPN badała firma ERNST & YOUNG współpracująca podobno z FIFA - bo tak ją przedstawiano w mediach - to albo wydano pieniądze na nieudaczników, albo uzyskane informacje o przestępstwie zostały ukryte, a w najlepszym razie zamiecione pod dywan... Dzisiaj już doskonale wiadomo, jak skończyła się próba sił pomiędzy rządem a FIFA - czytaj: wiadomo, iż leśne dziadki nabrały pewności, że nikt im nie podskoczy: nawet rząd budujący medialny potencjał na walce z korupcją. Kto wtedy był prezesem PZPN? O ile dobrze pamiętam, pan Michał Listkiewicz. Dzisiaj Listkiewicz jest „bardzo” odważny, bo nie chce, aby jego nazwisko było skracane jedynie do rozmiaru inicjałów osoby, której postawiono zarzuty prokuratorskie. Nic w tym z odwagi. Jest zbyt znany i znienawidzony przez opinię publiczną, aby nie zdawać sobie sprawy, iż każdy natychmiast go rozpozna. Jego zgoda na pokazanie twarzy i używanie nazwiska to nic innego niż kolejny medialny wybieg. Czyli kończy się pewna epoka? Być może. Ale ważniejsze jest, aby miało miejsce prawdziwe rozpoczęcie następnej. I dużo, dużo lepszej... Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 47 • dodano 25-11-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:916823