Co złe, to nie tylko my

Dziury w całym
Filipiak WojciechW szpitalu to ludzie umierają - ta mądrość ludowa jest tak samo trafna, jak spostrzeżenie, że piłka nożna jest siedliskiem i rozsadnikiem wszelkiego zła - od dopingu po korupcję i stadionowy bandytyzm. Nie usprawiedliwiając futbolowego światka (i półświatka), stwierdzić jednak trzeba, że prawda jest inna - co złe, to nie tylko my.
Służę przykładami. Ileż to było szumu w mediach, gdy prezes Grzegorz Lato i jego współpracownicy (z osobami towarzyszącymi) udali się wraz z reprezentacyjną ekipą na mecze do RPA! Tymczasem działacze siatkówki bodaj jeszcze bardziej licznie udali się na turniej o klubowy Puchar Świata do Dubaju, by świętować tam dziesięciolecie Polskiej Ligi Siatkówki. Jeżeli to zdanie brzmi za mało groteskowo, to dodam, że zacne grono pojechało bankietować do kraju, w którym obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu, a za jego przemyt grożą surowe kary. Można kupować gorzałę tylko w niektórych hotelach, i w takim właśnie wymieniający doświadczenia siatkarscy ligowcy zostali zakwaterowani, ale tam butelka whisky kosztuje na nasze pieniądze 700 złotych. Bodaj tylko w jednej gazecie znalazłem wyrazy zdziwienia taką imprezą - gdyby to był futbol, chętnych do pryncypialnego skrytykowania „betonu” byłoby aż nadto.
To jeszcze nie wszystko - Przemysław Iwańczyk z „Gazety Wyborczej” ujawnił, że PZPS zamierza dostęp do stołu bankietowego zagwarantować prominentnym członkom zarządu w statucie związku (o wyjściowych garniturach nie wspominając), a inny stosowny punkt siatkarskiej „konstytucji” zapewniać ma też członkom kadry prawo do biletów na imprezy kulturalno-rozrywkowe podczas zgrupowań i turniejów. O takich absurdach mówi się krótko - Mrożek by tego nie wymyślił. A prowizje i honoraria za organizowanie różnego rodzaju turniejów, które - naiwnie można by sądzić - należą do statutowych obowiązków zarządu? Dopiero by się zdziwili ci, których gorszy pensja prezesa Laty!
Inne doniesienia z tego frontu pseudobiznesowej hucpy, to bankructwo Polskiej Ligi Koszykówki, którą z finansowej zapaści wyciągać musi PZKosz. Miało być przecież dokładnie odwrotnie - to zawodowa liga miała być lekarstwem na organizacyjną niewydolność związku. Jeszcze gorzej było w hokeju - tam działalność spółki Polska Liga Hokeja zakończyła się na wyborze prezesa, który potem nie zrobił już dosłownie nic, a same kluby, które tak mocno na związek narzekają, nawet nie próbowały mu pomóc. Dla lepszego zobrazowania sytuacji w hokeju dodam, że na niedawnej naradzie w sprawie polskiego hokeja (coś w rodzaju piłkarskiego „okrągłego stołu”) zabrakło przedstawicieli aż sześciu z dziesięciu klubów ekstraklasy, a to przecież w klubach najlepiej umieją narzekać na nieudolność związku.
Różne rzeczy dzieją się w futbolu, ale do otwartego buntu reprezentacji przeciwko związkowi nigdy nie doszło, a to właśnie zdarzyło się niedawno u piłkarzy ręcznych. Koncertowo zmarnowano w związku kapitał popularności dyscypliny po udanych dla Polski mistrzostwach świata i sukcesu drużyny nikt nie umiał wykorzystać marketingowo.
Sytuacja wszędzie jest podobna: brak świeżych pomysłów, działanie w myśl hasła „kiedyś było lepiej”, niewydolny system szkoleniowy, niedostateczna jakość i ilość obiektów, bo co z tego, że na przykład w Łodzi oddano do użytku reprezentacyjną „Arenę”, skoro w sąsiadującej z nią starej hali dla koszykarzy woda leje się grającym na głowę, a gdy na widownię wejdzie 500 osób, to już jest tłok. Wniosek jest jeden: w takich okolicznościach żyjemy, takich przywódców sobie w różnych dziedzinach życia wybieramy, na jakie nas stać i jacy sami jesteśmy.
Środowisko piłkarskie wierzy teraz w swój „okrągły stół”, gdzie zadekretowano przecież, że „ma być lepiej”. To był znakomity pomysł: dyskusja nad problemami piłki nożnej podczas ligowego weekendu. Po co fachowcom i autorytetom, od których telewizyjny ekran świecił jak księżyc w pełni, głosy samych zawodników, trenerów, sędziów, dziennikarzy „frontowych”, czyli tych, co marzną na stadionach w przeciwieństwie do niektórych tuzów „bublicystyki“? Oni sami znają się przecież najlepiej - od premiera Bieleckiego, byłej pani minister Jakubiak i obecnego ministra Giersza, po satyryka Maternę. Dlaczego nie zaproszono Bohdana Łazuki?
Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 49 • dodano 09-12-2009r. przez darek