Szastanie kartkami

Dziury w całym
Filipiak WojciechW sobotę w meczu Widzewa z Cracovią sędzia pokazał aż dziesięć
żółtych kartek, z czego tylko cztery za „zwykłe” faule. Oberwał nawet
rezerwowy, który rozgrzewał się za linią. Sędzia szastał kartkami – orzekli
kibice, którym bardzo decyzje arbitra się nie podobały, zwłaszcza że z tych
dziesięciu kartek osiem zobaczyli miejscowi, czyli widzewiacy.
Sędzia naraził się kibicom, bo... przestrzegał przepisów gry, a nie od
dziś wiadomo, że poszanowanie dla prawa nie jest naszą silną stroną, nie
tylko na boisku piłkarskim. Potępiamy oczywiście złodziei, aferzystów
i bandytów, ale z pobłażaniem traktujemy przekraczających przepisy
kierowców (nawet pijanych!), bo i nam samym to się zdarza, z czego się
łatwo rozgrzeszamy. Wiemy, że nie należy dawać łapówek, ale gdy trzeba,
stosujemy bez wewnętrznego wstydu takie „wspomaganie”. Wypełniając
ostatnio zaszczytne obowiązki dziadka bardzo długo musiałem przekonywać sąsiada, by nie palił
na placu zabaw dla dzieci, bo sam nie widział w tym nic stosownego i nie bardzo nawet rozumiał,
o co mi chodzi, zaś na wskazany mu stosowny punkt parkowego regulaminu machnął tylko ręką
i powiedział: „Głupi przepis”.
Usunąć zawodnika z boiska po brutalnym faulu – z tym się można zgodzić. Ale dawać zaraz
kartkę za to, że przeszkadza się w wykonywaniu rzutu wolnego, komentuje się nerwowo każdą
decyzję arbitra, sprytnym padem próbuje się zarobić niezasłużoną „jedenastkę”? Albo za to,
że rozgrzewający się poza boiskiem rezerwowy odkopuje piłkę sprzed nosa sięgającemu po nią
rywalowi? Protesty przeciwko takim kartkom to przejaw swoistego niechlujstwa, przekonania, że
chociaż w zasadzie nie wolno, to czasem lekko zgrzeszyć można. Takie wyjaśnienie dobre jest
jednak tylko dla podekscytowanych kibiców na trybunach. Piłkarze akurat wiedzą, co robią, bo w
nowoczesnym futbolu złamanie przepisów jest taktycznym elementem gry. Tyle tylko, że trzeba
być wówczas przygotowanym na karę, a nie dziwić się sędziowskim decyzjom i z miną niewiniątka
teatralnie przeciwko nim protestować. Dlatego nie podobał mi się ton większości prasowych
relacji z tego meczu.
Wskazywano jednak, że arbiter nie traktował jednakowo obu zespołów i to jest argument trafny,
bo nic tak nie dodaje autorytetu, jak konsekwencja i jednakowa miarka dla wszystkich. Nie
wierzę – mowa teraz o meczu Zagłębie – ŁKS - w tłumaczenia wyrzuconego z trenerskiej ławki na
trybunę Wojciecha Boreckiego, który twierdzi, że tylko grzecznie rozmawiał o czymś z arbitrem.
Sędzia miał prawo go wyrzucić, ale dlaczego przymykał oczy na furiackie zachowanie Czesława
Michniewicza, nie po raz pierwszy zresztą, bo i niedawno w Bełchatowie zagotowany „Mourinho”
wbiegł w czasie gry na boisko. Kibica w takiej sytuacja ochrona pałuje natychmiast.
Jedno jest pewne: duża liczba żółtych kartek w meczu od razu powoduje krytykę... arbitra.
Ten może się pomylić, źle ocenić sytuację, nawet stronniczo patrzeć na obie drużyny. Ale to nie
sędzia przekracza przepisy, chociaż przecież to na ogół policja jest winna, gdy zdarzy nam się być
przyłapanym na jeździe bez pasów. Taka drobnostka i zaraz mandat?
Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 39 • dodano 25-09-2007r. przez darek