strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

O ludziach i sprawach

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Naiwnie uważałem, że polityka to walka na idee, poglądy, pomysły i plany. Dzisiaj to jednak już tylko walka jednej kliki z drugą. My - to kolektyw, klika - to oni. Jeżeli rywalizują ze sobą dwie kliki, to pozytywnych efektów trudno się spodziewać. Jeden przykład to oczywiście ostatni zjazd PZPN, poprzedzony uroczystością jubileuszową, na którą wstęp był ściśle reglamentowany. Coś takiego zdarzyło się po raz pierwszy w 90-letniej historii związku i jest świadectwem zerowego już autorytetu władz piłkarskich. Czego i kogo bały się obecne władze PZPN, zamykając się przed światem? Toastów i zakąsek nie jesteśmy ciekawi, choć jest parę gazet, które z małpią złośliwością wydrukowałyby menu przyjęcia, ale przecież chętnie przedstawilibyśmy wyróżnionych i ich osiągnięcia, bo jak to przy jubileuszowych okazjach bywa, wręczano sporo nagród i odznaczeń. Piszę to bez ironii - PZPN to przecież nie tylko Lato, Serwotka, Kolator i Piechniczek, do których można bezkarnie strzelać, ale i szczerze oddani piłkarstwu ludzie, dla których jedynym zaszczytem jest właśnie jubileuszowa „blaszka”. Na próżno usiłowałem znaleźć w relacjach z samego zjazdu choćby śladów merytorycznej dyskusji, ożywczych pomysłów, propozycji radykalnych rozwiązań. To nie była walka na argumenty, ale na… łysiny i brzuchy, bo faktycznie dyskusja ograniczała się do indywidualnych „wycieczek” pod adresem adwersarzy. A przecież naprawdę nie interesuje nas, czy prezesem zostanie Lato, Greń czy Jagodziński, a choćby i Boniek, bo ważniejsze jest to, co mają do zaproponowania. Kto z kim trzyma, kto kogo popiera - co to nas w końcu obchodzi? Nas, czyli tych, co chodzą na mecze i bez futbolu żyć nie potrafią, a także tych, co gdzieś na dole ciężko pracują, by w ogóle miał kto grać, uczyć grania i sędziować. Podobnie było w poniedziałek na sesji Rady Miejskiej w Łodzi. 17 stycznia odbędzie się tu referendum mieszkańców w sprawie odwołania prezydenta Jerzego Kropiwnickiego i tylko to się liczy. W imię politycznych ambicji oponentów prezydenta Rada Miejska przegoniła już szefów łódzkiego festiwalu filmowego Camerimage, którzy mieli tego pecha, że prezydent (i rządzący miastem PiS) ich plany wspierał. Teraz doszło do awantury o pomoc dla Łódzkiego Klubu Sportowego, któremu grozi bankructwo. Prezydent i jego ludzie usiłują teraz nerwowo naprawić to, co przez siedem lat psuli i wyszli z inicjatywą powołania miejskiej spółki, która przejęłaby ligową drużynę piłkarską. Lewica, która z kolei przez cały okres rządów Kropiwnickiego wytykała mu brak zainteresowania sportem i lekceważenie jego problemów, zaniedbania w budowie obiektów i oddanie walkowerem starań o Euro 2012, teraz nagle zmieniła front. Oczywiście jesteśmy za - słyszeliśmy w dyskusji - ale także i przeciw, bo przecież teraz, niespełna miesiąc przed referendum, obecnej ekipie nic już nie może się udać. Wysuwano żenujące niekiedy i niesmaczne argumenty, włącznie z niezbyt mocno kamuflowanym zarzutem, że wnioskodawcy mają w tym swój interes i liczą pewnie na prowizję od przyszłego inwestora. Na szczęście dla ŁKS i dla futbolu w Łodzi okazało się, że lewica jeszcze bardziej niż PiS-u nie lubi Platformy i nagła koalicja „czerwono-czarna” przeforsowała powołanie miejskiej Piłkarskiej Spółki Sportowej ŁKS z kapitałem zakładowym w wysokości miliona złotych. Platforma ratowała się w ostatniej chwili przed kompromitacją, wstrzymując się od głosu, stąd dziwaczny wynik głosowania (24 do zera, przy 13 wstrzymujących się). Sprzeciw nie był merytoryczny - górę wzięła zasada „nie, bo nie i już”. Jeżeli ten projekt jest zły, to chętnie posłuchamy innych pomysłów. Tak właśnie rozumiem politykę: trzeba wytyczać drogi przez innych jeszcze nieprzetarte. Nieważne kto rządzi, ważne jak. W PZPN też. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 51 • dodano 22-12-2009r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:916825