strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Jestem za, a nawet przeciw

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Pewnie już zanudzam czytelników opowieściami o losach Łódzkiego Klubu Sportowego, ale… bliższa koszula ciału. Zawsze staram się szukać materiału do dziennikarskich refleksji w najbliższym otoczeniu i denerwowali mnie ci komentatorzy, co Widzew chcieli naprawiać z Krakowa, Wisłę z Warszawy, a Lecha z Gdańska albo z Wrocławia. Po co wysyłać reportera w delegację i opłacać mu koszta podróży oraz diety, skoro nie brak tematów pod bokiem? Wydawało się, że ŁKS jest uratowany po tym, jak Rada Miejska powołała tuż przed świętami nową spółkę, przekazując jej milion złotych i obietnicę przyprowadzenia bogatego sponsora. Radość była wielka, obserwujący z balkonu obrady kibice przywitali wyniki głosowania owacjami jak po golu, spokojny świąteczny okres przyniósł jednak wydarzenia, po których nasuwają się wątpliwości. Prezesem nowej spółki nie został bowiem, jak się spodziewano, Marek Łopiński, człowiek związany z ŁKS od lat chyba czterdziestu. Nawet gdy wraz z Antonim Ptakiem wyjechał do Szczecina, to miejscowi wiedzieli, że w Pogoni pracuje on do piętnastej, a potem kibicuje ŁKS-owi. Zna jak mało kto wszystkie jasne i ciemne strony futbolu, wie, jak i o czym rozmawiać ze sponsorami, piłkarzami, trenerami i dziennikarzami. Prezesem jednak nie został. Dobry fachowiec, ale bezpartyjny? Łopiński akurat do partii należy, ale nie do tej, co trzeba. Funkcja prezesa miejskiej spółki, takiej jak MPK, MPO, Zakład Wodociągów i od 22 grudnia ŁKS, to wszak łup polityczny, dlatego prezesem zarządu został zaufany człowiek wiceprezydenta Tomaszewskiego - Dariusz Gałązka, który i tak trzęsie już łódzkim sportem, bo jest dyrektorem MOSiR i szefem hali „Arena”. Co gorsza, kibicom ŁKS kojarzy się on z tym, że po przejęciu klubowego stadionu przez MOSiR konsekwentnie starał się wymazywać ełkaesowskie ślady na Alei Unii 2. Zanim cokolwiek na zrujnowanym obiekcie naprawiono, pojawił się wielki napis „Stadion MOSiR”, biało-czerwone barwy zamieniono na… niebiesko-żółte, a na maszt podczas meczów wciągana jest „flaga” MOSiR. Podjęta została nawet próba przeniesienia siedziby biura spółki piłkarskiej do innej części miasta, póki co storpedowana wspólnym naciskiem samych kibiców i mediów. Teraz jednak podobną próbę podjęto na nowo, co otwiera pole do spekulacji, po co nowej spółce i nieujawnionemu w dalszym ciągu inwestorowi cały teren przy Alei Unii, ze stadionem i „Areną” włącznie. Mająca już od rundy wiosennej przejąć drużynę Piłkarska Spółka Sportowa ŁKS (taka jest nazwa kolejnego wcielenia klubu) została bowiem zarejestrowana pod adresem 6 Sierpnia 71! To akurat bezpański obecnie stadion wojskowego dawniej klubu Orzeł, nadający się - owszem - na bazę treningową oraz na rozgrywanie meczów w III lidze ze względu na infrastrukturę i pojemność trybun. Jeżeli dodamy do tego, że prezes Gałązka ogłosił, że piłkarze u niego zarabiać będą najwyżej dwie średnie krajowe (o swoich trzech etatach przy tym nie wspomniał), to wyraźnie widać, w jakim kierunku idzie tak pojęte „ratowanie” klubu: pod historycznym adresem Aleja Unii 2, na którym ŁKS jest obecny od 1924 roku, powstanie pewnie hipermarket albo hotel (dobra lokalizacja: blisko hali, dworca i lotniska), sam klub zaś będzie musiał przenieść się „na Orła”, gdzie grał będzie może gdzieś między II a III ligą. 17 stycznia w Łodzi odbędzie się referendum w sprawie odwołania obecnie urzędującego prezydenta. Sprawa ŁKS jest jednym z tematów, które mają uratować obecne nielubiane w mieście władze. Trudny wybór. Spółka powstała, trzeba więc być za. A nawet przeciw. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 1 • dodano 06-01-2010r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:916825