Liverpool wypada z Big Four

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławBig Four to innymi słowy Wielka Czwórka. Tak w Anglii nazywa się owe potężne kluby, które od lat błyszczą na tamtejszym firmamencie piłkarskim i które przysparzają wyspiarskiemu futbolowi sporo sukcesów. Kluby te to oczywiście Manchester United, Chelsea, Arsenal i Liverpool. Jeszcze rok temu niepodzielnie rządziły w Premiership, ale w tym sezonie spuściły nieco z tonu i jakkolwiek trzy czwarte z nich nadal znajduje się w czubie tabeli, to jednak zdarzają się im przykre i niespodziewane porażki. Jeśli spojrzymy na tabelę, to zauważymy, że w ciągu dwudziestu minionych kolejek klub Romana Abramowicza doznał trzech porażek, zespół prowadzony przez Arsene’a Wengera - czterech, drużyna Aleksa Fergusona - pięciu, a Rafaela Beniteza - aż siedmiu.
Tęgie umysły zarówno po tamtej, jak i po tej stronie kanału La Manche zastanawiają się nad przyczynami tego stanu rzeczy, ale mimo długich i skomplikowanych wywodów nie ulega wątpliwości, że kluby te, a przynajmniej część z nich, odnotowały obniżkę formy w porównaniu z poprzednim sezonem. Wpłynęły na to ujemne ruchy kadrowe, jakie nastąpiły w nich latem ubiegłego roku. Jedynym klubem, który utrzymał w całości swój skład, jest Chelsea i dzięki temu właśnie ma na koncie tylko trzy porażki, czyli o dwie mniej niż w takim samym okresie sezonu 2008/2009. Pozostała trójka pozbyła się swych czołowych zawodników. Machester United stracił swojego najlepszego gracza, zdobywcę Złotej Piłki 2008, Portugalczyka Cristiano Ronaldo, i Carlosa Teveza. Arsenal pozbył się Adebayora i Kolo Toure, natomiast z Liverpoolu wybyli Xabi Alonso i Arbeloa. Niewątpliwie byli to kluczowi zawodnicy, trudni do zastąpienia, mimo wielkich pieniędzy, za które zostali sprzedani.
Najgorzej na tym interesie wyszedł Liverpool, który posiada wprawdzie takich gwiazdorów jak Steven Gerard i Fernando Torres, ale dziur po utracie wspomnianych wyżej zawodników nie da się łatwo załatać, stąd częstsze, a czasem nawet zadziwiające wpadki, takie np. jak porażka z „czerwoną latarnią” ligowej tabeli, czyli z Portsmouth, nie licząc już potknięć w Pucharze Anglii. Rezultat jest taki, że w bieżącym sezonie Liverpool ma zaledwie 10 zwycięstw i 10 meczów, w których tracił punkty (7 porażek i 3 remisy). W konsekwencji klub ten zajmuje siódme miejsce w tabeli z 33 punktami na koncie i ze stratą 12 punktów do prowadzącej Chelsea. Wygląda więc na to, że klub z miasta Beatlesów wypada z Big Four, tym bardziej że zakończył już swój udział w bieżącej edycji Ligi Mistrzów.
Wprawdzie po owej serii niefortunnych występów, szczególnie zaś po klęsce z Portsmouth, Liverpool odniósł dwa zwycięstwa, pokonując Wolverhampton i Aston Villę, ale wbrew twierdzeniu niektórych periodyków nie oznacza to powrotu drużyny do wysokiej formy. Na ziemię sprowadził ją mecz trzeciej rundy (1/32) Pucharu Anglii ze skromną drużyną angielskiej drugiej ligi, z Reading, z którą zremisowała zaledwie 1-1, dzięki wyrównującej bramce uzyskanej przez Gerarda. Na szczęście był to mecz wyjazdowy, więc być może na Anfield Road uda się zapewnić awans, ale co dalej?
Początkowo przyczyn owej słabszej formy drużyny znad Mersey próbowano doszukiwać się w nie najlepszej postawie menedżera Rafaela Beniteza. Wkrótce jednak ten wariant porzucono, tym bardziej że zawodnicy ujęli się za trenerem. Fernando Torres np. oświadczył publicznie, że przecież szkoleniowiec nie gra i że to na nich, zawodnikach, spoczywa obowiązek wydźwignięcia klubu z zapaści. Wszyscy jednak zgadzają się, że istnieje potrzeba wzmocnień kadrowych drużyny. Problem jednak w tym, że klub nie dysponuje dostatecznymi na ten cel środkami. W ogóle Liverpool ma 240 mln funtów długu, a na dochody z Ligi Mistrzów liczyć nie może i co gorsze trudno spodziewać się, że zakwalifikuje sie do następnej edycji tych prestiżowych rozgrywek.
Sytuację mogłoby poprawić kilku nowych zawodników i o tym właśnie dyskutował ostatnio z dziennikarzami Benitez. Szczególnie chodziło o Ruuda van Nistelrooya, którego prasa angielska już od pewnego czasu przypisuje Liverpoolowi. Zdaniem Beniteza ściągnięcie tego gracza, podobnie jak i kilku innych markowych zawodników, z którmi przeprowadził rozmowy, nie jest łatwe, ponieważ grają w wielkich klubach, w których mają kontrakty i wysokie pobory. Największą jednak troską, a zarazem kłopotem tego menadżera są rozmowy, które czekają go z kilkoma jego obecnymi zawodnikami. Chodzi bowiem o to, że żeby kogoś kupić, trzeba najpierw kogoś sprzedać, aby mieć pieniądze. W Liverpoolu jest kilku dobrych, choć rzadziej grających zawodników – Woronin, Dossena, Degen, Babel, którymi interesują się inne kluby, ale czy uda się ich korzystnie sprzedać, nikt na razie nie wie. Sytuacja Liverpoolu jest więc nadal trudna i z tego powodu trudno przewidzieć, czy temu klubowi o wspaniałych tradycjach uda się przed końcem tego sezonu wrócić do Wielkiej Czwórki, a zatem zapewnić sobie miejsce w kolejnej edycji Ligi Mistrzów.
Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 2 • dodano 13-01-2010r. przez darek