strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Piłka zamknięta...

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
Nie, nie - spokojnie. Nie będę nic pisaó o kolejnych aresztowaniach w aferze futbolowej. Tym razem ograniczę się do futbolówki zamkniętej w ograniczonej przestrzeni hali sportowej. Do niedawna traktowałem taki rodzaj sportu jako nieco zmodyfikowaną rekreację. Jak bardzo się mylę, zorientowałem się, oglądając mistrzostwa Europy w futsalu, a konkretnie mecz Węgrów z Czechami. Pokrótce było to tak. Bratankom do awansu wystarczał remis, a Pepiki musiały mecz wygrać. Przegrywając po pierwszej połowie 0:2, Czesi nie mieli wiele do stracenia i rzucili się do odrabiania strat. Długo nic im z tego nie wychodziło - ale wyszło Węgrom, którzy strzelili trzecią bramkę. Wtedy trener czeskiej drużyny zdecydował się na pokerowe zagranie - dwadzieścia minut przed końcem wycofał bramkarza - efekt był... bardzo korzystny dla przeciwników, którzy po przechwyceniu piłki długim lobem trafili do pustej bramki. Na węgierskich trybunach - bo tam są rozgrywane mistrzostwa - nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, kto wygra. Jednak Czesi - nadal grając bez bramkarza, zdobyli kolejno 5 (!) bramek. 40 sekund przed końcem - prowadząc już w meczu o wszystko, nadal grali bez bramkarza. Zostali niemiłosiernie skarceni, bowiem wyrównujący gol Węgrów odebrał im upragniony awans. Ale tylko na chwilę, gdyż zdobyta w ostatnich sekundach bramka znowu przewróciła do góry nogami losy całej rywalizacji. Niemożliwe stało się możliwym! I jak tu nie przywołać analogii z otwierającym Afrykański Puchar Narodów meczem Angoli. Gospodarze turnieju też już byli w raju, na kilkanaście minut przed końcem prowadząc 4:0. Skończyło się remisem. Piłka nie znosi ograniczeń - wszelkich zamkniętych przestrzeni wyobraźni. Nawet ta pozornie wstawiona pomiędzy ściany hali wyrywa się wszelkiej kontroli i zwyczajom, jakie zwykliśmy przyporządkowywać każdej rzeczy. I to jest w tym sporcie piękne! Schematy nie są tej dyscyplinie przypisane. Najczęściej są one poronionym owocem niezbyt rozgarniętych komentatorów - szczególnie w telewizji. Osobiście nie zwracam już uwagi na kolejne analizy statystyczne w przerwie meczu i rozbieranie gry na elementy pierwsze - raz, że mnie to nie bawi, dwa, że najczęściej robią to napuszeni dyletanci. Jeszcze trochę ich pracy z dziedziny teorii futbolu, a na trybunach, zamiast oklasków, słyszeć będziemy aplauz pod postacią stukotu wciskanych klawiszy kalkulatora. Ale bez obaw, zawsze znajdzie się jakiś mecz, po którym ludzie zapomną swoich kalkulatorów...Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 4 • dodano 27-01-2010r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:916829