strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Sportowa genealogia

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Badanie przeszłości klubów sportowych, tropienie zmian ich nazw, form organizacyjnych, resortowej i zakładowej przynależności - to zadanie, którego podjąć się może tylko rutynowany detektyw i doświadczony archiwista w jednym, a przy tym osoba znająca historyczny i ekonomiczny kontekst czasów, w których te przekształcenia następowały. Często przodków szuka się wręcz na siłę. Trudno się dziwić: nic tak nie zdobi salonu jak portret przodka. Gdy przodek był, nie daj Boże, z plebsu, to szlachecki patent trzeba mu gdzieś wykombinować. Ze sporym zdziwieniem przyjąłem nie tak dawno informację, że Arka Gdynia obchodzi 90-lecie istnienia. Istotnie, w 1920 roku budowniczowie portu grywali po pracy w piłkę i powołali nawet stosowne stowarzyszenie, ale dzisiaj nawet badania DNA nie dałyby odpowiedzi na pytanie, czy dzisiejsza Arka to potomek tego pierwszego klubu, czy też dziecko z nieprawego łoża zrodzone na przykład po fuzji Rybackiego KS z Dalmorem w latach pięćdziesiątych. W Białymstoku o podobnym jubileuszu jeszcze nie słychać, chociaż Jagiellonia też przyznaje się oficjalnie do rodowodu sięgającego roku 1920. Tę pierwszą Jagiellonię (była przynajmniej taka nazwa) rozwiązano zresztą jeszcze przed wojną, a dzisiejsza to efekt miłości Budowlanych z Włókniarzem, jakkolwiek perwersyjnie by to nie brzmiało. Nikt nie jest w stanie zanegować szlachectwa takich klubów jak Cracovia, Wisła (mariażu z milicją nie wypominają jej nawet bojowi na innych polach lustratorzy) i Ruch, działających od początku w tym samym miejscu i w tym samym środowisku. Przy okazji sprostować warto zakorzeniony w Polsce mit, że Ruch jest klubem „hutniczym”. Akurat w Hajdukach, miejscu narodzin Ruchu, zbudowano wielkie zakładu chemiczne i to one były tradycyjnie opiekunem i sponsorem klubu. Już jednak z Legią sprawa nie jest taka prosta, bo dzisiejszy KP Legia działa obok dawnego CWKS Legia i to ta druga organizacja jest w prostej linii spadkobiercą legionowego WKS z 1916 roku. Prawdziwy dramat jest z Polonią Warszawa. Klub oficjalnie działał od 1915 roku, a faktycznie od 1911, kolejarska przynależność branżowa mocno mu zaszkodziła, choć nie unicestwiła, ale przecież dzisiaj tej prawdziwej Polonii już nie ma, bo pod tym szyldem gra w Warszawie Dysko-polo z Grodziska. Moje wielkie uznanie dla kolegów z „Gazety Wyborczej” za wymyślenie nazwy Lechica Wroznań. Już sam Lech ma tak zagmatwaną genealogię, że dużą odwagą jest odwoływanie się do tradycji 1922 roku (sama nazwa Lech pojawiła się przecież dopiero w roku 1957), a przeniesienie do Poznania Amiki zagmatwało wszystko do reszty. Parę innych klubów było w swojej historii likwidowanych i po przerwie zakładanych na nowo - Lechia Gdańsk, Piast w Gliwicach. Zdecydowanie od historii odcina się Korona Kielce (rok założenia 1973, chociaż kluby, które się wówczas zjednoczyły, działały od przedwojnia) i GKS Bełchatów, który utrzymuje, że piłkarskie życie w Bełchatowie narodziło się w roku 1977, chociaż przejął drużynę Skry, istniejącej od lat trzydziestych, i to nawet w trakcie rozgrywek. Z braku miejsca ograniczyłem się tylko do kilku przykładów z naszej ekstraklasy, chociaż nawet Manchester United przeżył w swojej historii bankructwa i odrodzenia pod formalnie innym szyldem. Czy to ważne? - powie ktoś. Wszak chodzi o tradycję, przypomnienie historii. Na pewno tak, i w tym sensie miło jest świętować 90-lecie piłkarstwa w Gdyni, wspominać rok 1906 jako początek futbolu w Sosnowcu (w znaczku Zagłębia jest data 1906) i obchodzić 100-lecie tradycji sportowych na Widzewie, dzielnicy Łodzi. Chętnych dla wykorzystywania historii i tradycji dla doraźnych celów nie brakuje, bo przy każdym jubileuszu można przecież coś ugrać dla klubu, dla miasta i dla siebie. Zdarza się jednak, że w momentach trudnych o tej tradycji pamiętać nie chcemy - Lech dumnie nosi w swoim klubowym godle datę 1922, ale pamięć staje się krótsza, gdy zaczyna się wspominać o korupcyjnych przewinieniach. Wszak Amica przejęła tradycję i barwy klubu z Poznania. A skoro tak, to i długi, i inne grzechy, za które trzeba teraz odpowiedzieć. Oczywiście najprościej będzie wszystko zagmatwać i poplątać, o co walczący o odnowę w polskim futbolu obecni działacze klubu z Poznania usilnie zabiegają. Jak znam życie, Wydział Dyscypliny i Trybunał Arbitrażowy, to pewnie im się uda, ale moralny niesmak pozostanie. Niezależnie od koniunkturalnych lub przymusowych przekształceń Widzew pozostanie Widzewem, Legia - Legią, Polonia - Polonią, a Lech - Lechem. Na dobre, ale i na złe.Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 4 • dodano 27-01-2010r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:916829