strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Europa znów skolonizowała Afrykę

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Turnieje o mistrzostwo Afryki oglądam od 1992 roku, gdy po raz pierwszy pokazywał mecze „Eurosport”. Zawsze z niezmiennym zainteresowaniem, bo wysiłek afrykańskich piłkarzy zasługuje na szacunek, choćby dlatego, że to oni mają przecież znaczny wpływ na sukcesy wielu klubów i reprezentacji europejskich. Początkowo podzielałem entuzjazm komentatorów, którzy zapowiadali, że Afryka będzie wkrótce „trzecią siłą”, na równych prawach z Europą i Ameryką Południową. Turniej, który w niedzielę zakończył się w Angoli, nie był pierwszym, który pokazał, że była to błędna opinia. Po raz kolejny mogliśmy się przekonać, że Afryka nie dorównuje i w dającej się przewidzieć przyszłości nie dorówna krajom bardziej rozwiniętym piłkarsko. Pisałem już zresztą o tym przy okazji poprzedniego turnieju. Turniej w Angoli był zdecydowanie najsłabszy ze wszystkich, jeżeli chodzi o poziom gry. Afryka nie idzie do przodu, Afryka się cofa, zdominowana przez europejskie idee i style gry. Wtłoczony w taktyczne schematy afrykański futbol stracił całą swoją świeżość i odrębność, stając się nędzną podróbką oryginałów. To rodzaj nowego kolonializmu na boisku i poza nim, widocznego nie tylko w sporcie. Nie ma już bezpośredniego wyzysku na miejscu, bo w porównaniu z tym, jak wyglądał ten kontynent 100 czy nawet 50 lat temu, poziom życia i cywilizacji znacznie się podniósł. Teraz jest inaczej: wysysa się to, co najlepsze, zostawiając na miejscu nędzne resztki. Choć nie brakuje znakomitych piłkarzy pochodzących z Afryki, to ich klasę widać tylko w europejskich klubach. Nie wierzę, by ci najlepsi z Bundesligi, francuskiej ekstraklasy czy Premiership dawali z siebie wszystko w meczach dla swojego kraju, którego często w ogóle nie znają. To nie przypadek, że po raz trzeci z kolei wygrywa Egipt, który słusznie - jak się okazuje - zrezygnował z gwiazd, stawiając przede wszystkim na swoich. Jak na ironię, tenże Egipt nie zakwalifikował się do finałów mistrzostw świata, co też źle świadczy o stabilizacji formy i poziomu poszczególnych reprezentacji. Nikt już nie próbuje nawet liczyć, ilu piłkarzy z Afryki wyjechało w świat w poszukiwaniu sławy i pieniędzy, a może tylko nadziei na godne życie w znośnych warunkach. Tak niewiele trzeba, by nie znającego europejskich realiów młodego chłopaka z Nigerii, Ghany, Konga czy Zimbabwe omamić obietnicami. Oburzamy się wszyscy, gdy dochodzi do afery, ale ilu pokrzywdzonych i oszukanych znosi swój los w milczeniu? Nie zawsze zresztą oni sami są bez winy, bo uciśnionego i oszukanego zagrać bardzo łatwo. Tak jak w kolonialnych czasach, tak i teraz nie brakuje kolaborantów, przedstawicieli afrykańskich elit współpracujących z kolonizatorami dla swoich korzyści, ale ze szkodą dla ogólnego pożytku. Czym można na przykład wytłumaczyć zgodę na rozgrywanie mistrzostw kontynentu co dwa lata, a nie co cztery, jak w Europie, jak nie chęcią zwiększenia dochodu z transmisji telewizyjnych? Wszak w Europie nikt by się na to nie zgodził, a system czteroletni jest niejako naturalny i wynika z cyklu rozgrywania mistrzostw świata. Grający w Europie mieszkańcy Afryki są nadmiernie eksploatowani i nikt się temu nie dziwi, bo… tak było zawsze. Drastycznym przykładem braku wrażliwości i wręcz bezmyślności władz afrykańskiej federacji była też decyzja o surowym ukaraniu reprezentacji Togo (kara finansowa i zakaz udziału w dwóch następnych turniejach mistrzowskich) po wycofaniu się z rozgrywek. Zadufani w sobie kacykowie z CAF nic nie zrozumieli z ludzkiej tragedii, bo musieli pewnie zwrócić stacjom telewizyjnym i reklamodawcom część zysków za odwołane mecze i transmisje. Przepis, którego ideą było uporządkowanie organizacyjne trudnego do okiełznania afrykańskiego futbolu, zastosowany został automatycznie i nieludzko. Przecież w ostrzelanym autobusie zginęli ludzie! Kto w takiej sytuacji liczy pieniądze i straty? Na szczęście pozostał entuzjazm, szczerość w okazywaniu uczuć po zwycięstwie albo przegranej, „folklor“ (choć coraz częściej udawany albo wymuszony) na trybunach. Tego nikt krajom afrykańskim nie odbierze. Ciężko im jednak będzie po raz drugi wyzwolić się z tego nowego kolonializmu. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 5 • dodano 03-02-2010r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:916830