Krążek jak pocisk

Dziury w całym
Filipiak WojciechTak się złożyło, że początek wiosennych rozgrywek piłkarskich w Polsce zbiegł się w czasie z zakończeniem Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver. Na szczęście dla kibiców różnica czasu między Polską a zachodem Kanady wynosi aż dziewięć godzin, podczas weekendu nie było więc dylematu, co wybrać: mecze w Bełchatowie, Lubinie, Bytomiu, Wodzisławiu, Warszawie i w Kielcach, czy też bieg na 30 kilometrów albo finał hokeja. Tylko w Gdyni grano późnym wieczorem, ale… mecz i tak odbywał się bez udziału publiczności, a ci, którym się udało dostać na stadion, na finisz Justyny Kowalczyk też zdążyli.
Zimowe igrzyska mniej może przemawiają do mnie biegami i zjazdami narciarskimi, a już na pewno nie łyżwiarstwem szybkim, jazdą po muldach i snowboardem. Dużą dozę romantyzmu, a dla nas czysto sportowych emocji, niosą skoki narciarskie, wokół których powstały legendy - od Stanisława Marusarza, poprzez Wojciecha Fortunę po Adama Małysza. Trudno było oczywiście nie oglądać walki Justyny o złoty medal, ale z największym zainteresowaniem śledzę zawsze turniej hokejowy - od wielu lat jest to najbardziej prestiżowa rywalizacja w tej dyscyplinie, bo w przeciwieństwie do mistrzostw świata grają w nim wszyscy najlepsi. Mniej zorientowanym przypomnę, że od 1998 roku na czas igrzysk przerywa się rozgrywki w NHL, podczas gdy na rozgrywane zwykle na początku maja mistrzostwa świata nie przyjeżdżają najlepsi zawodnicy, bo akurat w tym czasie odbywają się decydujące mecze o Puchar Stanleya, wyłaniające najlepszą klubową drużynę Ameryki. Krótko mówiąc - zdobywca decydującego gola w dogrywce w meczu z USA Sidney Crosby, który gra w silnym Pittsburghu, na mistrzostwa świata raczej nie przyjedzie.
Wojciech Filipiak
Cały felieton przeczytasz w Tygodniku Kibica
Tygodnik Kibica nr 9 • dodano 03-03-2010r. przez darek