strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Przynieśli Polsce wstyd

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
Nie miałem wśród najbliższej rodziny nikogo, kto związany byłby urodzeniem z kresami wschodnimi, obca była mi więc bezgraniczna miłość do Wilna i Lwowa. Trudno było jednak nie odnosić się z szacunkiem do tego, jak wygnańcy stamtąd traktowali swoje rodzinne miasta. Przez wiele lat pracowałem na przykład z redaktorem Władysławem Lachowiczem, zresztą byłym piłkarzem Śmigłego Wilno, jedynego klubu z tego miasta, który przed wojną krótko grał w ekstraklasie (w przeciwieństwie do Lwowa, głównego polskiego ośrodka futbolowego w owym czasie). Mieszkając od wojny w Łodzi kupował on regularnie „Czerwony Sztandar”, pismo, ukazujące się po polsku w Wilnie, mające pokazać światu, że ZSRR dba o mniejszości narodowe. Gazeta była oczywiście organem partii i zamieszczała głównie relacje z zebrań, ale gdy kiedyś zapytałem starszego kolegę, po co ją w ogóle czyta, powiedział mi z nostalgią w głosie: „A bo wiesz, czasem drukują tam zdjęcia i wtedy mogę poznać jakiś budynek, fragment ulicy...” Wilno zajmuje nie tylko w historii Polski, ale i w ogólnej świadomości Polaków miejsce szczególne, tym bardziej że dzisiaj to już obcy kraj. Nie sposób powstrzymać wzruszenia, gdy idzie się po schodach Ostrej Bramy do słynnego z cudów obrazu. Spotyka się Polaków, którzy często od urodzenia mieszkają w tym samym domu, ale dzisiaj już nie są u siebie. Wielu Litwinów zna i rozumie język polski, bo wtedy, gdy Litwa była radziecką republiką, właśnie Polska była dla nich Zachodem, obiektem zazdrości i podziwu, jeśli chodzi o poziom życia i kulturę. Po raz pierwszy zdarzyło się, by w oficjalnym meczu międzynarodowym spotkały się kluby z Polski i Litwy, z Warszawy i z Wilna. Mogło to być wielkie święto, tak więc to, co stało się w niedzielę w Wilnie, jest podwójnie smutne. Litwini, podziwiający Polskę, ale nie zawsze Polakom przychylni, poznali ich teraz z jak najgorszej strony. Nie rozgraniczałbym obecnych na meczu na kibiców i chuliganów, bo to zbyt łatwe usprawiedliwienie. Większość tych, co wybrali się do Wilna, zapewniać teraz będzie, że faktycznie chcieli wspierać dopingiem swoją drużynę, ale przecież niewielu było trzeźwych na widowni, a nie dostrzegłem też, by ktokolwiek usiłował rozwydrzoną dzicz powstrzymać. Wilno nawiedzili więc nie przybysze z Polski, niosący żmudzińskim wieśniakom cywilizację i kulturę (tak się te stosunki pokazywało z naszej strony), a dzicy barbarzyńcy, których tylko to różni od jaskiniowców, że mają na ogolonych łbach kominiarki, a nie skóry i bycze rogi – tak niewątpliwie ocenili ten najazd miejscowi. Jakże strasznie mi żal mieszkających w Wilnie Polaków, bo to oni wstydzić się teraz muszą własnej ojczyzny. Po raz kolejny poniosła klęskę polityka „obłaskawiania” kibiców, nawiązywania z nimi współpracy, dopuszczania wręcz do kierowania klubem. Nie pierwszy raz okazało się, że wszyscy ci aktywiści to po prostu jedni z bandziorów, albo idealiści, mający dobre chęci, ale żadnego wpływu na to, co się wokół nich na trybunach stadionu dzieje. Od dawna ostrzegałem, że donikąd prowadzi polityka pochwał dla „najlepszych kibiców” – zdarzało się przecież, że z jednej strony przyznawano nagrodę za „oprawę”, a z drugiej karano dyscyplinarnie klub za burdy na tym samym meczu. Mierziły mnie zawsze puste gesty samych piłkarzy, te kabotyńskie „podziękowania za doping”, na który z reguły składają się bluzgi i obelgi pod adresem rywali. Nie raz apelowałem do trenerów i mówiłem, by przestali się wygłupiać i podlizywać stwierdzeniami o „dwunastym zawodniku”. Czy w Wilnie piłkarze Legii też dziękowali kibicom? Chuliganerka zawładnęła futbolem, ukradła nam widowisko, przyjemność z pójścia na mecz, oglądania gry i przeżywania emocji. „Legia-Widzew-Wisła-Cracovia to my” – słychać często skandowanie. Trzeba odpowiedzieć jasno – to nie wy, dla was nie ma tu w ogóle miejsca.
Tygodnik Kibica nr 28 • dodano 24-07-2007r. przez admin
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:916832