strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Zamiecione pod murawę...

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
Do kolekcji pt.: „Niewiele mnie jeszcze może w życiu zaskoczyć...” zmuszony byłem dodać kolejną porażkę. Tym razem dałem się nabrać na wydarzenia z meczu naszej ekstraklasy, gdzie brzydcy widzowie Widzewa najpierw zbulwersowali Pana delegata PZPN obrzydliwymi treściami wywieszonymi na płocie, potem Pan delegat PZPN obrzydliwie się na nich był zawziął – co w obrzydliwie bezsensowny sposób pokazywała telewizja o nazwie Canal+ - by w efekcie doprowadzić do nierozegrania meczu przez kolejne circa dwa kwadranse (co też w kontekście jakości późniejszej gry wcale takie obrzydliwe już nie było)... Problem tyczył jakiegoś promującego chuligaństwo hasła, które to łodzianie przywieźli i wywiesili na ogrodzeniu murawy. Treści nie znam i... znać nie chcę, a nawet znać nie potrzebuję. Akurat w tym gotow jestem uwierzyć na słowo panu delegatowi PZPN, który podjął się boju o kulturę na obiekcie użyteczności publicznej z propagandową zawziętością godną ministra Ziobry. Tyle że publicity to jedno, a realia życiowe - to drugie... Jednak – analizując na chłodno – skoro treść nieszczęsnego banera była aż tak bardzo szokująca, że zdecydowano się na tak długie odroczenie rozpoczęcia gry, to dlaczego w końcu gra jednak się rozpoczęła, mimo że pseudokibole z Łodzi ostentacyjnie olali życzenia i nakazy Pana delegata PZPN...?!! Ten mecz udowodnił, jak wielka jest tragedia w aktach prawnych normujących organizację imprez masowych – a szczególnie sportowych. Grupka ordynarnych dresiarzy może trzymać w szachu kilka tysięcy ludzi na stadionie oraz kilkaset przed odbiornikami telewizji i radia jak długo chce i praktycznie nikt nie może im nic zrobić. Sytuacja stawała się tragikomiczna, gdy kolejne delegacje piłkarzy były odprawiane z kwitkiem przez osobnika dowodzącego łódzkimi szalikowcami, a sprawozdawcy telewizyjni najpierw powoływali się na konieczność personalnego zaangażowania się w sprawę legend Widzewa – kierownika Łapińskiego, a potem nawet Bońka. No i co...? - NICO!!! Nico, bo kolesie z sektora gości poczuli się ważni i silni. Bo organizatorom zabrakło nie tylko jaj, ale nawet nie stało im możliwości wyegzekwowania prawa łamanego na trybunach. Bo nie mieli ani środków, ani odwagi, aby bandę wyrostków usunąć i nie dać im się tłumaczyć, że łamiący prawo transparent może wisieć, bo: „Zawsze wożą go na inne stadiony i tam nikomu nie przeszkadza”. Organizatorzy wybrali metodę zamiatania pod obrus i udawania, że śmierdzące resztki strawy wcale nie przeszkadzają nikomu w konsumowaniu deseru. Pan delegat PZPN zadowolił się przysłonięciem banera – który jak przed chwilą twierdził: łamał prawo – inną reklamą. Tak, żeby nie oglądali tego widzowie!!! Ale ten baner wisiał sobie dokładnie tak jak poprzednio!!! Pan delegat PZPN zastosował metodę stosowaną przed laty na dancingach, gdzie w momencie, gdy kilku zbirów kopało leżącego i zabierało mu portfel, reszta widzących to klientów natychmiast udawała się tańczyć albo odwracała w drugą stronę i rozmawiała o pogodzie... Ten głupi eksces – a mam tu na myśli zachowanie organizatorów i pana delegata – już wkrótce odbije się rykoszetem. Oto zaprosiliście panowie tysiące bezczelnych gówniarzy do coraz dalej idących wybryków i łamania prawa. Teraz oni czują się silni i bezkarni. W odróżnieniu od działaczy PZPN - nadal bezkarnych, ale słabych... Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 40 • dodano 02-10-2007r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:916833