Stadiony z konieczności

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławPozwolą państwo, że niniejszy tekst, a będzie w nim o stadionach,
rozpocznę od osobistej refleksji. Otóż na samym początku lat
sześćdziesiątych miałem okazję wysłuchać cyklu wykładów profesora
Jerzego Hryniewieckiego o społecznych aspektach architektury. Mówił
potoczyście, ze swadą i fantazją, m.in. o Stadionie Dziesięciolecia w
Warszawie, który został zaprojektowany i zbudowany pod jego kierownictwem.
Ten znakomity architekt i fantastyczny erudyta wyraził żal, że
po wzniesieniu owego stadionu ta „wielka mazowiecka wiocha” - jak
nazywał Warszawę – nie zdobyła się na wzniesienie kolejnych obiektów
w sąsiedztwie, co tworzyłoby wspaniały zespół sportowo-rekreacyjny.
Nie wiadomo zresztą, czy powstałby i Stadion Dziesięciolecia, gdyby nie to, że Warszawa
miała być (i była) w roku 1955 gospodarzem Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów,
i trzeba było gdzieś gości przyjąć.
Dziś, po przeszło półwieczu, mamy sytuację mniej więcej podobną, bo to nie planowy,
uwzględniający różne aspekty życia społecznego, rozwój urbanistyczny Warszawy jest przyczyną
sprawczą budowy Stadionu Narodowego, lecz znów konieczność. Tym razem wymuszona
przez przyznanie nam organizacji piłkarskich mistrzostw Europy w roku 2012. Gdyby
nie to, czekalibyśmy zapewne jeszcze następnych pięćdziesiąt lat, zanim w Warszawie i
kilku innych miastach powstałyby nowe duże stadiony. Ta śmiała teza jest o tyle uzasadniona,
że u nas nie tylko się nie budowało, ale wręcz niszczyło, czego najlepszym przykładem
jest ów obiekt na prawym brzegu Wisły w stolicy.
Wyjątkiem, tym właśnie potwierdzającym regułę, jest Stadion Śląski na styku Chorzowa
i Katowic, który z inicjatywy wojewody śląskiego Jerzego Ziętka powstał w tym samym mniej
więcej czasie co Stadion Dziesięciolecia, ale który w latach dziewięćdziesiątych został
zbudowany od nowa. I to nie w wyniku jakiejś nagłej i niespodziewanej konieczności, ale
dzięki mądrości, wizjonerstwu i zapobiegliwości niezapomnianego działacza piłkarskiego,
prezesa OZPN, a później PZPN Mariana Dziurowicza. Tak, bo to on z nieprawdopodobnym
uporem wiercił dziury w brzuchach włodarzom województwa śląskiego, atakował i niemal
przymuszał władze centralne, by w projektach budżetów na kolejny rok uwzględniały potrzeby
owego stadionu, który jeszcze dziś określa się mianem Narodowego.
Dzięki temu wysiłkowi Stadion Śląski jest jedynym naszym obiektem widniejącym na
liście europejskich stadionów liczących powyżej 30 tys. miejsc siedzących. W sumie w 28
państwach Starego Kontynentu znajduje się 80 takich stadionów. Najwięcej, bo aż 15, posiadają
ich Niemcy, a na kolejnych miejscach plasują się: Anglia z 11 stadionami, Hiszpania
z 8, Włochy z 7, Francja z 5, Portugalia, Szkocja i Turcja z 3, Irlandia, Rosja, Holandia
z 2, a pozostałe państwa z 1 obiektem. Gwoli prawdy stwierdzić trzeba, że faktycznie w
części z wymienionych państw znajduje się nieco więcej obiektów liczących powyżej owych
30 tys. miejsc, ale na wspomnianej liście uwzględnione zostały tylko stadiony posiadające
homologację UEFA.
Śledząc tę listę, zauważyć można, że w niektórych olbrzymich aglomeracjach miejskich
jeden stadion wykorzystywany jest przez więcej niż jedną ekipę klubową. Oto np. na supernowoczesnym
stadionie w Monachium Alianz Arena (stary Olimpiastadion jest już nieczynny)
mecze rozgrywają dwie miejscowe drużyny – Bayern i TSV Muenchen 1860; ze stadionu
Olimpico w Rzymie korzystają Lazio i Roma; na San Siro w Mediolanie walczą Inter i AC
Milan; wielki stadion Łużniki w Moskwie gości czasem aż cztery drużyny – Torpedo, Spartak,
CSKA i Dynamo. I nic dziwnego, bowiem w ten sposób obiekty te są wykorzystane jak najbardziej
racjonalnie. U nas akurat wręcz przeciwnie, bo my mamy szeroki gest i dlatego stolica
przygotowuje się do budowy aż trzech stadionów – Narodowego, Legii i Polonii.
Inicjatorzy budowy tych obiektów chyba nie liczą sie z wydatkami, a trzeba wiedzieć, że
są one bardzo wysokie. Najlepiej obrazuje je koszt jednego miejsca dla widza na nowym
stadionie. Specjalistyczny magazyn poświęcony budownictwu sportowemu „Panstadia International
– Quartely Report” już na przełomie wieków informował, że jedno miejsce na Stadionie
Olimpijskim w Sydney kosztowało 5.455 dolarów, na stadionie w Melbourne - 5.769,
na stadionie Shizuka w Japonii - 5.418 dolarów i tak dalej, i tym podobnie. Od tego czasu
koszta materiałów i robocizny poszły w górę, więc można założyć, że dziś jedno miejsce na
nowoczesnym stadionie kosztować będzie około 6.500 dolarów. I to się dokładnie zgadza z
owym miliardem złotych, który ma być przeznaczony na budowę Stadionu Narodowego. Bo
jeśli ów miliard przeliczymy na dolary, a dolary na 55 tys. miejsc, to wyjdzie nam właśnie
6.500 dolarów. Z takimi samymi kosztami trzeba się liczyć przy budowie stadionów Legii i
Polonii, a to w sumie z Narodowym uczyni prawie 2 miliardy złotych, nie licząc okołostadionowych
struktur. Czy nas na to stać? Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 41 • dodano 10-10-2007r. przez darek