Konserwatyzm do kwadratu

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławTechnika i technologia wizyjna poczyniła w ostatnich kilkunastu latach tak szalone postępy, że na dobrą sprawę
każdy widz widowiska sportowego może nakręcić sobie, nawet z wysokości trybuny, film video, zarejestrować decyzje
sędziowskie, a później na spokojnie skonfrontować je z obrazem z własnej kamery. Może wówczas dojść do wniosku, że
wiele werdyktów sędziowskich było mylnych, bo wideo wykazało, że arbiter, posługujący się jedynie własnym wzrokiem,
nie dostrzegł rzeczywistego przebiegu akcji lub nie był w stanie właściwie jej zinterpretować, a w konsekwencji ostateczny
wynik meczu mógł być mylny i krzywdzący jedną ze współzawodniczących stron.
Tak zapewne rozumowali szefowie i działacze wielu dyscyplin sportowych, więc dla uniknięcia błędnych lub niesprawiedliwych
ocen wprowadzili na areny sportowe technikę video, która precyzyjnie i jednoznacznie roztrzyga sporne wydarzenia. Ma
to ogromne, pozytywne znaczenie, bo nie tylko zapewnia prawidłowy, zgodny z rzeczywistością wynik meczu, ale zapobiega, przynajmniej
w dużym stopniu, korupcji, bo nie pozwala arbitrowi na podyktowanie fałszywej decyzji. Technika ta stosowana jest z powodzeniem w
sporcie indywidualnym, jakim jest tenis, ale także w sportach zespołowych, takich jak rugby, futbol amerykański i hokej na lodzie. W
tym ostatnim tylko w amerykańskiej lidze NHL i tylko dla stwierdzenia, czy krążek całym obwodem przeszedł linię bramkową, ale i tak
jest to znaczny postęp.
Do sterników piłki nożnej te pożyteczne narzędzia elektroniczno-wizyjne, niestety, nie przemawiają, więc są zdecydowanie odrzucane.
Dlatego też w tym najpopularniejszym ze sportów nadal obowiązują niemal dziewiętnastowieczne reguły i co istotne, nie zanosi się
na ich zmianę. Na straży owego status quo stoi słynna komisja International Board mająca – o dziwo – dbać o wprowadzenie dobrych,
pożytecznych zmian w przepisach gry. Wprawdzie kilka lat temu komisja ta zezwoliła na prowadzenie eksperymentów z urządzeniami
elektronicznymi, ale z nich nie korzysta. Dwa lata temu podczas klubowych mistrzostw świata w Japonii i podczas mistrzostw świata do
lat 17 testowano urządzenie mające jednoznacznie roztrzygać, czy piłka przeszła całym obwodem linię bramkową. Wykorzystano w tym
celu aparaturę z użyciem kamer cyfrowych najnowszej generacji i czujnika elektronicznego umieszczonego na linii między słupkami. I
jakkolwiek wyniki testów były obiecujące, nie doczekały się wprowadzenia ich w życie.
Co ciekawe, podobne konserwatywne stanowisko jak International Board prezentuje instytucja nad nią stojąca, czyli FIFA. Oto bowiem
wiceprezes tej światowej orgnizacji a zarazem prezydent UEFA Michel Platini, przewodnicząc niedawno obradom nowo powołanej Komisji
Strategicznej FIFA, oświadczył, że „chcemy mniej błędów w futbolu, ale nie chcemy video”. Dlatego zamiast wprowadzać zmiany oparte
na technice wizyjnej, kierownictwo międzynarodowego futbolu skłania się do testowania innych sposobów zapewnienia sprawiedliwych
decyzji na boiskach piłkarskich. Postanowiono, więc, że podczas tegorocznych klubowych mistrzostw świata z udziałem m.in. Milan AC,
Boca Juniors, Pachuca Meksyk, które odbędą się w Japonii w dniach 7-16 grudnia, przeprowadzać się będzie dwa eksperymenty.
Pierwszy z nich polega na zwiększeniu liczby sędziów z trzech do pięciu. Każdy mecz ma prowadzić arbiter główny i czterech asystentów.
Test ten ma wskazać, jak najlepiej rozmieścić asystentów, aby ich skuteczność była maksymalna. Przejście z trzech do pięciu ludzi
w czerni wzbudza jednak pytania: czy dwaj dodatkowi sędziowie będą mieć takie same prawa jak inni asystenci, czy też ograniczać się
będą do udzielania rad w rozstrzyganiu trudnych zdarzeń? Kolejne pytania to: jak opłacać tych sędziów; czy podobny system mógłby być
zastosowany w ligach krajowych; czy kluby zgodziłyby się na dodatkowe, zwiększone wydatki? Odnosi sie wrażenie, że owa próba z pięcioma
sędziami z góry skazana jest na niepowodzenie. Ma natomiast sprawić wrażenie, że coś się w tej dziedzinie robi.
Drugi eksperyment, który ma być przeprowadzony w grudniowych klubowych mistrzostwach świata w Japonii, wraca do problemu
przekroczenia przez piłkę linii bramkowej. Tym razem jednak mają być testowane piłki Adidasa i Cairos z wbudowanymi do ich wnętrza
elektronicznymi sygnalizatorami. Skoro FIFA nie chce – jak wspomniał Platini – video, to być może piłki z elektronicznymi sygnalizatorami
zdadzą wreszcie egzamin, więc być może za parę lat wprowadzone zostaną przynajmniej na większych imprezach – mistrzostwach
świata lub kontynentów. Problem z przekroczeniem przez piłkę linii bramkowej zostałby rozwiązany, ale co z innymi wydarzeniami na
boiskowej płycie, choćby takim, czy był faul, po którym sędzia podyktował karnego, czy też go nie było, i tak dalej, i tym podobnie. Na
razie o zastosowaniu video dla rozstrzygania tych spraw nawet się nie wspomina. Wygląda więc na to, że na szczytach FIFA panuje konserwatyzm
do kwadratu. Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 43 • dodano 23-10-2007r. przez darek