Taktyka defensywna

Dziury w całym
Filipiak WojciechPo tym, jak w Bełchatowie wszyscy (kibice, piłkarze,
działacze, trenerzy) uwierzyli, że tytuł mistrza Polski im
się w poprzednim sezonie słusznie należał, komentatorzy
piłkarscy zaczęli się automatycznie zastanawiać, czy klub
i ludzie z nim związani udźwigną ten ciężar. Wydawało się,
że tak, bo wcześniejsze sezony pokazały, jak klub dojrzewał,
a po sukces zmierzano konsekwentnie, choć nie na skróty.
Okazuje się jednak, że przegrywanie może być trudniejsze
niż wygrywanie.
Od kilku tygodni w Bełchatowie panuje poczucie skrzywdzenia.
Na każdego patrzy się jak na wroga, winni są sędziowie,
piłkarze drużyn przeciwnych, dziennikarze. Trener Orest Lenczyk, zwykle
przecież przytomny i patrzący na świat z wyższą do przeciętnej dozą zdrowego
rozsądku, też od czasu do czasu traci kontrolę nad tym, co mówi, szukając na przykład
przyczyn porażki w... kalendarzu rozgrywek. Wszyscy grają w sobotę, a my w
niedzielę – narzeka. Dlaczego wyznaczono nam mecz na sobotę, skoro można było
grać w niedzielę – mówi innym razem. W niedzielę w południe to można odpoczywać
na działce, a nie biegać po boisku – skarżył się raz na panujący upał. Teraz z kolei,
po porażce w Zabrzu, zgrzeszył przeciwko drugiemu przykazaniu, skarżąc się na to,
że jego drużynie przyszło grać w Dzień Zaduszny. „W kraju katolickim to nie przystoi”
- mówił, jakby na przykład zapomniał, że w 1965 roku reprezentacji Polski przyszło
grać w jeszcze bardziej katolickim Rzymie z Włochami nawet 1 listopada.
Lenczyk argumentów ma niewiele, bo ten sezon GKS przegrywa. Nie sprawdziła
się przyjęta koncepcja kadrowa, z czego przecież zarzutu czynić nie można, bo
wydawało się, że polityka utrzymania składu osobowego zespołu i wzmocnień
„przyszłościowych” wydawała się słuszna. Pod względem warsztatowym i szkoleniowym
z trenerem nikt dyskutować nie będzie, bo przy jego fachowości byłoby to
samobójstwo, ale przecież nie od dziś wiadomo, że trener jest tak dobry, jak wynik
jego ostatniego meczu. A ten GKS przegrał przecież 0:2 i po kilku dniach nie ma już
doprawdy znaczenia, że akurat drużyna przez znaczną część tego spotkania grała
znacznie lepiej niż ostatnio.
Pogubili się też niektórzy piłkarze. O Mariuszu Ujku nie wspomnę, bo to już
kliniczny przypadek wiecznie niezadowolonego człowieka, mającego do tego nadmiernie
wysokie mniemanie o sobie. Bronili go w czasie piątkowej transmisji tylko
Mirosław Szymkowiak i Mariusz Śrutwa, akurat podobni do niego z charakteru i
boiskowych reakcji. Nie wytrzymują ciężaru i napięcia także inni: bramkarz Łukasz
Sapela krzyczy na proszącego go o ocenę własnej gry dziennikarza, kapitan zespołu
Dariusz Pietrasiak „nadaje” na sprawozdawcę radiowego, bo ktoś mu usłużnie doniósł,
o czym była mowa w relacji. Tak się akurat złożyło, że niedawno w programie
meczowym przed spotkaniem ŁKS – Górnik Zabrze zacytowano prasową relację z
finałowego meczu o Puchar Polski sprzed 50 lat: „Piłkarze Górnika biegali jak stado
baranów...” - czytamy w jednym miejscu, a cały tekst jest napisany w takim tonie,
który nie wytrzymuje żadnych porównań z dzisiejszymi, ugładzonymi, stonowanymi
(ale przez to mniej barwnymi) komentarzami.
Obrażeni są w Bełchatowie na cały świat kibice za to, że wytyka się im miałomiasteczkowe
pochodzenie i mizerną frekwencję. Dochodzi do tego jeszcze specyficzny,
bełchatowski kompleks, każący patrzeć podejrzliwie na „tych z Łodzi i z Warszawy”,
których z góry podejrzewa się, że chcą miejscowym zaszkodzić. Akurat na ten temat
mam sporo do powiedzenia, bo o zespole GKS pisałem jeszcze wtedy, gdy klub nazywał
się Skra, a kopalniana dziura wydawała się nierealną mrzonką. Faktem jest, że
zdarzały się kompletnie chybione zarzuty i przedstawiciele poważnych dzienników
naiwnie dziwili się, po co „w takim Bełchatowie taka drużyna”, ale przecież i na to
klub mierzący wysoko powinien być uodporniony.
Taktyka defensywna, jaką stosuje obecnie GKS, jest z góry skazana na porażkę,
bo odważniejsi, bardziej zdecydowani, stłamszą taki zespół i taki klub. Potrzebny
jest atak, ucieczka do przodu, nowe idee, może też nowi ludzie. Jeśli wszystko ma
się skończyć na zmianie trenera i prezesa, to przegrana będzie jeszcze bardziej
dotkliwa.
Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 45 • dodano 06-11-2007r. przez darek