strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Piłeczka częściowo nieświeża...

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
Są momenty, gdy nawet dziennikarz słuchając swoich kolegów po fachu (? – tu znak zapytania, bowiem opisywani panowie nie zawsze występują w roli komentatorów medialnych), łapie się z przerażenia za głowę i zastanawia, kto wpadł na pomysł głoszenia tak nietrafionych dywagacji. Dotyczy to najczęściej programów piłkarskich w telewizjach komercyjnych i występujących tam niedawnych jeszcze gwiazd boisk. Ale bycie tuzem na boisku – nawet w nieco przaśnych, polskich warunkach – nie czyni wcale żurnalistą, choćby dotyczyło to jedynie uprawianej przez siebie dyscypliny sportu. Owe nieco na siłę wkomponowywane do programów tzw. autorytety bardzo mocno kojarzą mi się z niedawnymi jeszcze rządowymi przystawkami. I wcale nie przez fakt ich niezbędności do nadawania cotygodniowych audycji, a raczej przez brak kompetencji, totalnie niestosowne zachowania i dumne noszenie głowy z misją jedynego uznawanego autorytetu. W czym rzecz? Ano nie mogę dojść do siebie po wielokrotnie ostatnio słyszanych komentarzach na temat konieczności i słuszności zatrzymywania szybkich kontr przeciwnika przy pomocy faulu taktycznego. Ot, taki nieco nieudany wślizg czy też złapanie rywala za koszulkę wcale nie jest czynem karalnym, ale jak to powiedział jeden z uczestników debaty: koniecznym i praktycznym, bo oczekiwanym przez trenera i kolegów z drużyny, zachowaniem. Zawsze to lepiej – jak twierdzą goście w studio, zarobić kartkę niż, broń Boże, dopuścić do utraty gola. Potem przyszedł nawet czas na wątek kombatancki, czyli czynienie ze sprawców bohaterów walki na boisku, gdyż ewentualną kartką wziętą na własne barki zawodnik poświęca się na rzecz całej drużyny. Zastanawia mnie teraz, czy to tylko głupota ludzi z okolic kamer i mikrofonów, czy też ich dewiacja profesjonalna. Że takie są trendy w środowisku piłkarskim i że tak wygląda rzeczywistość? Pewnie, że tak!! Ale dlaczego takie zachowania mają być nagradzane publiczną aprobatą?!! Gdybym napisał w tym felietonie, że cięcie równo z trawą jest w porządku, bo idący sam na sam napastnik może zdobyć wyrównującą bramkę – to zapewne parę organizacji dziennikarskich rozpoczęłoby krucjatę przeciwko ogłupiałemu pismakowi. I słusznie!! Ale słowo pisane to nie to samo co plecenie do mikrofonu żenujących kawałków, bo też i jesteśmy na to zaszczepieni ostatnimi wydarzeniami na arenie politycznej. W Polsce można sobie gadać do kamery, co się chce, i na kogo się chce, a odpowiedzialność jest żadna... Teraz mam więc zapytanie do ekspertów stacji Canal+: Szanowni panowie, czy startując w wyścigu samochodowym, wobec ryzyka wypadku na śliskiej jezdni - bo taką mieć będziemy na przełomie jesieni i zimy, wyrazicie się z wdzięcznością o rywalu, który poprzebija wam opony w samochodzie? Przecież być może uchroni was od wypadku w tak niebezpiecznych okolicznościach na drodze.... A wracając na boisko, to mam jeszcze lepszy pomysł na wygranie meczu. Po co kosić przed polem karnym napastnika, skoro można jeszcze przed meczem zatrudnić kilku szalikowców w celu wyeliminowania go z gry na skutek rozbitych łuków brwiowych. Jak chłopaki szybko uciekną, to nie będzie wiadomo, kto zlecił robotę, że o braku żółtej czy czerwonej kartki nawet nie wspomnę... Zastanówcie się, panowie w studio: skoro robicie analizy, czy był faul, czy nie, czy bramkę strzelono prawidłowo, czy ze spalonego, to logiczne będzie też odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: czy aprobujecie walkę fair, czy wpajacie młodym, oglądającym was adeptom futbolu, że każda droga – nawet ta nieuczciwa – prowadząca do zwycięstwa jest dobra? Zastanówcie się, jak smakuje jajeczko częściowo nieświeże... Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 45 • dodano 06-11-2007r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:916856