strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Profesjonaliści

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
W sporcie nie ma już dzisiaj miejsca dla działaczy-amatorów, potrzebni są menedżerowie- profesjonaliści. Ile to razy słyszeliśmy już taką opinię? Skądinąd słuszną, gdyby nie... fakty. Podczas niedzielnego meczu Widzewa z Koroną sędzia Jacek Granat w dość kluczowym momencie, akurat w chwili, gdy Widzew miał wykonywać rzut rożny, odesłał z boiska na ławkę Grzegorza Piechnę. Kibice gotowi byli uznać to za kolejną szykanę tego arbitra, którego w Łodzi podejrzewają o niechęć do tego klubu, ale mało kto zorientował się w pierwszej chwili, o co poszło. O to mianowicie, że Piechna wyszedł po przerwie do gry w obcisłych majtkach-legginsach, jakie piłkarze wkładają czasem pod spodenki dla ochrony przed kontuzją. Nie jest to zabronione, tyle tylko, że dość dawno temu ustalono, iż muszą one być takiego samego koloru, jak spodenki, nazwijmy je „zewnętrzne”. Piechna o tym zapomniał, albo nie wiedział, musiał więc ponieść konsekwencje, jakim było czasowe wykluczenie go z gry w celu wymiany nieprawidłowego elementu stroju. Nieważne, czy jest to przepis słuszny, czy nie. Skoro go wprowadzono, to pewnie były jakieś powody – faktem jest, że mieliśmy do czynienia z kolejnym przykładem braku poszanowania przepisów ze strony zawodnika, a nawet braku profesjonalizmu w widzewskiej ekipie, bo skoro zawodnik nie ma do takich szczegółów głowy, to powinien mu o tym przypomnieć trener, kierownik drużyny, czy też wreszcie magazynier. Oni są w porządku, winny jest sędzia, który się czepia. Z innym przypadkiem braku profesjonalizmu u zawodnika i jego opiekunów mieliśmy na przykład w meczu Wisła – ŁKS w ostatniej kolejce minionego sezonu. W pewnym momencie miał wejść do gry nasz rodak ze Stanów Zjednoczonych Andrew Konopelsky, który po występach w reprezentacji Polski juniorów chciał kontynuować karierę w Polsce, grając w ŁKS. Debiut w ekstraklasie wyraźnie mu się nie udał, a nawet w ogóle do niego nie doszło: sędzia nie dopuścił go do gry, bo Konopelsky nosił dla ozdoby na przegubie ręki bransoletkę z koralików, której... nie można było zdjąć! Takie historie, może nie aż w tak drastycznej formie, zdarzają się zresztą często: piłkarze w ostatniej chwili zdejmują różne łańcuszki, sygnety albo nawet kolczyki, o które to Ryszard Tarasiewicz ze Śląska Wrocław procesował się swego czasu z redaktorem Januszem Atlasem. Albo różne historie z żółtymi kartkami – wydawało się, że po incydencie z Łukaszem Masłowskim, który sam informował kierownika Górnika Łęczna, że nie może grać, ale ten zapewniał, że wszystko jest w porządku i naraził swój klub na walkower, odpowiedzialni za to w klubach będą szczególnie czujni. Gdzie tam! Właśnie przyznano walkower Polonii Bytom, bo w meczu o Puchar Ekstraklasy grał w zespole Lecha Poznań nieuprawniony zawodnik. Na miejscu trenera Smudy zwolniłbym z pracy kierownika, bo może go wpędzić w jeszcze większą kabałę. A może obaj machnęli ręką, licząc, że się uda? Anegdotycznie w tym kontekście wygląda przypadek Zdzisława Leszczyńskiego, od którego starszy w lidze jest tylko Piotr Lech. „Na szczęście” ŁKS mecz z Koroną i tak przegrał, ale formalnie przyznano walkower Koronie, bo wracający po kontuzji do gry 38-letni Leszczyński zagrał w meczu „Młodej Ekstraklasy”, chociaż klub zapomniał go do tych rozgrywek formalnie zgłosić (przypomnę, że mógłby wystąpić, bo regulamin dopuszcza udział trzech zawodników starszych). Takie „głupstwa” też składają się na nasze piłkarskie życie. Od niechlujstwa i nieuwagi w sprawach błahych niedaleko jest do błędów znacznie poważniejszych. Zbyt często profesjonalizm kończy się na samym gadaniu o nim, a biorąc pod uwagę przytoczone wyżej przykłady, trudno oprzeć się wrażeniu, że niewiele pomylił się pewien mój znajomy, który stwierdził kiedyś, że jedynym profesjonalistą w wielu drużynach jest... kierowca klubowego autokaru. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 46 • dodano 14-11-2007r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:916863