strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

LM na Czarnym Lądzie

Okienko na świat

Ludwiczek Czesław
W powodzi listopadowych wydarzeń przemknął niemal jak błyskawica ostateczny wynik finału Afrykańskiej Ligi Mistrzów rozegranego w Kairze pod sam koniec pierwszej dekady miesiąca. Kto by się zresztą przejmował takim meczem, zwłaszcza wtedy, kiedy toczą się spotkania europejskiej, a więc najsilniejszej w świecie, Ligi Mistrzów. Jakbyśmy jednak na to nie patrzyli, stwierdzić trzeba, że na Czarnym Lądzie finał ów wywołał spore zainteresowanie, a w jego północnej części wręcz niebywałe emocje, bowiem do owej decydującej rozgrywki przystąpiły drużyny z tej części kontynentu – egipska Al Ahly i tunezyjska Etoile du Sahel. Zdecydowanym faworytem tej konfrontacji był zespół egipski. Tamtejsze gazety nie zastanawiały się nad wynikiem, lecz informowały w tytułach, że Al Ahly przygotowuje się do zwycięstwa i wielkiego święta. Przekonanie to wynikało stąd, że już dwa lata temu obie te drużyny spotkały sie w finale i zwycięsko wyszedł z niego Al Ahly. Tym razem wiara w sukces była jeszcze większa, ponieważ w pierwszym meczu finału rozegranym w tunezyjskim Sahelu padł rezultat remisowy O-O. Oczekiwano, więc, że Egipcjanie pokonają przeciwnika i zdobędą szósty już tytuł klubowego mistrza Afryki, uświetniając tym samym stulecie klubu. Bo trzeba wiedzieć, że powstał on w roku 1907 i od tego czasu odniósł mnóstwo sukcesów, w tym zdobył 5 tytułów klubowego mistrza kontynentu, 4 tytuły Pucharu Afryki Zdobywców Pucharów, a ponadto 31 tytułów mistrza kraju i 35 Pucharów Egiptu. Na trybunie honorowej zasiadł prezydent Egiptu Hosni Moubarak, który miał złożyć gratulacje zwycięskiemu Al Ahly. Wraz z nim mecz oglądało 48 tys. szczęśliwców, którym udało sie kupić wejściówki na stadion międzynarodowy w Kairze. Wprawdzie obiekt ten mieści 65 tys. widzów, ale ze względu na przygotowania do mających się tam odbyć Igrzyk Panarabskich zdemontowano część trybun. Nie mogli tego odżałować fani futbolu, bo aż kilkaset tysięcy z nich chciało obejrzeć ten mecz. Dlatego też operacja sprzedaży biletów przypominała wojskową akcję. Sprzedawano je tylko 3 dni w 20 punktach położonej nad Nilem Stolicy. Wszyscy nabywcy byli pewni triumfu swojej drużyny. Mieli zresztą do tego prawo, bo przeciwnik, tunezyjski zespół Etoile du Sahel (Gwiazda Sahelu), nawet w części nie miał takiego dorobku sportowego jak gospodarze. Założony w 1925 roku, w ciągu długich lat nic nie znaczył w afrykańskiej piłce. W każdym razie nigdy nie zdobył klubowego mistrza Afryki i tylko dwukrotnie, w latach 1997 i 2003, został zwycięzcą Pucharu Afryki Zdobywców Pucharów, i jeden raz, także w 1997 r., zdobył Superpuchar Afryki. Nieco lepiej, chociaż nie nadzwyczajnie, wiodło mu się w rozgrywkach krajowych. Wywalczył w nich 8 tytułów mistrzowskich oraz 7 Pucharów Tunezji. W tegorocznych rozgrywkach Ligi Mistrzów spisywał się nader dzielnie, awansując do finału i osiągając w pierwszym meczu remis. Jednak przed rewanżem jego siła, zwłaszcza obronna, znacznie się zmniejszyła, bowiem dwaj podstawowi obrońcy, Mehdi Meriah i Setif Ghezal, zostali „wykartkowani”. Mimo to Tunezyjczycy spisywali się w Kairze wspaniale. W doliczonym czasie pierwszej połowy uzyskali prowadzenie ze strzału Amine Chermiti’ego. Wyrównanie dla Al-Ahly zdobył wkrótce po przerwie Emad al-Nahas, ale w 61. minucie osłabił swoją drużynę, bowiem otrzymał czerwoną kartkę za brutalny faul na Chermitim. M.in. to sprawiło, że znów w doliczonym czasie gry tunezyjscy gracze Afouene Gharbi i Mohamed Ali Nafkho strzelili dwa dalsze gole. Tak więc drużyna Etiole du Sahel uzyskała po raz pierwszy w swojej historii zwycięstwo w Afrykańskiej Lidze Mistrzów. Wywołało to zrozumiałą euforię w tym położonym o 150 km na południe od Tunisu uzdrowiskowym mieście. Na dwudziestokilometrowej trasie wiodącej z lotniska do centrum witały ich tłumy ludzi, a przejazdowi autokaru z zawodnikami główną aleją Sahelu towarzyszył klaksonowy koncert niezliczonej liczby ustawionych na poboczach aut. Zwycięzca tegorocznej edycji Afrykańskiej LM oprócz pucharu otrzymał premię w wysokości 2 mln dolarów. Finaliście, czyli Al-Ahly, przypadło 700.000 dolarów, a półfinalistom, czyli drużynom Al Hilal Chartum z Sudanu i Al Ittihad Tripoli z Libii, po 450.000 dolarów. Warto także wiedzieć, że trzecia drużyna w grupie otrzymała 275.000, a czwarta - 200.000 dolarów. Wygląda to na spore sumy, ale skorzystało z nich zaledwie 9 drużyn, podczas gdy do Ligi Mistrzów przystąpiło 26 stycznia br. 51 drużyn z 47 krajów. System rozgrywek jest nieco skomplikowany, ponieważ najpierw drużyny eliminują się systemem pucharowym, by w 1/8 finału wyłonić 8 drużyn, które tworzą dwie grupy. Po rozgrywkach każdy z każdym dwie pierwsze drużyny awansują do półfinału, w którym obowiązuje znów system pucharowy. Jedno jest pewne, to mianowicie, że afrykańska LM cieszy sie coraz większym zainteresowaniem kibiców. Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 47 • dodano 21-11-2007r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:916870