Zielona fala

Dziury w całym
Filipiak WojciechJeszcze nigdy w historii nie zdarzyło się, by przerwa między eliminacyjnymi rozgrywkami mistrzostw Europy i mistrzostw świata trwała na naszym kontynencie zaledwie... jeden dzień. Przecież jeszcze w sobotę odbywał się zaległy mecz Serbia – Kazachstan, a już w niedzielę rozlosowano grupy nowych rozgrywek eliminacyjnych, tym razem o awans do turnieju finałowego mistrzostw świata 2010.
Nie musimy z góry drżeć ze strachu przed meczami z rywalami naszej grupy. Rywale faktycznie są dość łatwi, ale to nie kwestia losu, a po prostu znacznego wzrostu poziomu naszej piłki, przekładającego się na awans w światowym rankingu. To inni z niepokojem czekali, komu przypadnie Polska, a my spokojnie siedzieliśmy sobie w drugim koszyku.
Na pierwszy rzut oka wygląda, że po brawurowym przejściu przez eliminacje mistrzostw Europy czeka nas w kolejnych rozgrywkach istna „zielona fala”. Można się ekscytować tylko rywalizacją z Czechami o pierwsze miejsce – pozostałe mecze mamy obowiązek wygrać, bo taki jest obecnie status polskiego zespołu.
Każda „zielona fala” może się jednak zaciąć i trzeba wiedzieć, kiedy przyspieszyć, a kiedy zwolnić, żeby nie utknąć w korku na drodze. W zasadzie nic nie powinno się stać w meczach z rywalami w naszej grupie, ale...
San Marino ma mniej więcej tylu mieszkańców, co na przykład Zduńska Wola wraz z otaczającą ją gminą. Nikomu nie przyjdzie do głowy organizowanie meczu tamtejszej IV-ligowej Pogoni z reprezentacjami innych państw, bo wynik takiej konfrontacji jest oczywisty. Tymczasem w 1993 roku pokonaliśmy San Marino tylko 1:0, i to dzięki bramce zdobytej przez Jana Furtoka... ręką. To wstydliwy epizod w historii naszych reprezentacyjnych gier, mocno podważający wiarę w szczerość „fair play”, objawiającej się co najwyżej wybiciem piłki na aut, gdy kontuzjowany rywal leży na boisku. Mecz odbył się w Łodzi, na stadionie Widzewa, który przy wyznaczaniu gospodarza następnych spotkań reprezentacji trzeba chyba pomijać, bo jest wyjątkowo pechowy: a to gol strzelony ręką, a to petarda rzucona w Dudka, a to wreszcie niedawna wstydliwa porażka z Węgrami.
Północna Irlandia to najsłabsza z reprezentacji brytyjskich, ale i ten zespół miał swoje pięć minut, a może nawet i pół godziny. W 1958 roku był to ćwierćfinał mistrzostw świata w Szwecji, w 1962 Ulster wyeliminował Polskę w pierwszej rundzie eliminacji mistrzostw Europy, a w latach 1982 i 1986 drużyna ta znów grała w finałowych turniejach mistrzostw świata. Osobiście miałem okazję poznać bramkarza z roku 1958 Harry Gregga, który uszedł z życiem z katastrofy w Monachium i pracował później w Manchesterze United. W Hiszpanii błysnął 17-letni wówczas Norman Whiteside, najmłodszy w historii uczestnik finałów (młodszy nawet od Pelego). Meczem w Belfaście w 1988 roku zakończył reprezentacyjne występy Zbigniew Boniek, a w spotkaniu z Irlandią Północną, ale akurat na Cyprze, zadebiutował w kadrze Ebi Smolarek.
Słowenii możemy się bać, gdy dochodzi do meczów w hokeja, bo na boisku piłkarskim teoretycznie jesteśmy lepsi. W dawnej Jugosławii była to futbolowa prowincja, a gdyby trzeba było wymienić piłkarzy z Olimpii Lublana grających w kadrze (tylko ten klub się liczył w lidze jugosłowiańskiej), to najsławniejszy był niewątpliwie Srecko Katanec, zaś głęboko z pamięci wygrzebać też można nazwisko Danilo Popivody. Współczesność to przede wszystkim Zlatko Zahović i... udział w finałach mistrzostw Europy w roku 2000.
Słowacja kojarzy nam się nie tyle ze zwycięstwem 5:0, co z nieszczęsnym meczem w Bratysławie, przegranym 1:4, podczas którego z boiska usunięci zostali Kosecki i Świerczewski. Takie rafy też można przecież napotkać na drodze do finałów mistrzostw świata, dla przestrogi trzeba więc takie nieprzyjemne momenty przypominać. Aż dziw bierze, jak rzadko grywaliśmy w przeszłości z Czechami i Słowakami, występującymi czy to razem, czy osobno. Wprawdzie od Pragi, oprócz Wiednia i Budapesztu, Polacy uczyli się w ogóle grać w piłkę, ale generalnie kontakty potem były rzadkie, pewnie dlatego, że nie przepadamy za Czechami (i z wzajemnością). O ile wycieczka do San Marino będzie na pewno przyjemna, do Słowenii można będzie pojechać „na dowód”, bo to przecież jedyna postjugosłowiańska republika należąca do Unii, w Belfaście też jest już spokojnie i nie ma się czego bać, to wyprawy do Pragi i Bratysławy mogą być mało sympatyczne.
Eliminacje rozpoczną się dopiero jesienią przyszłego roku i będzie jeszcze dużo czasu, by dokładnie przeanalizować słabe i silne strony rywali. Na razie wystarczyć więc musi parę subiektywnych komentarzy i skojarzeń, które nie burząc opinii o „grupie marzeń”, lekko te nadzieje tonują i... ostrzegają.
Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 48 • dodano 28-11-2007r. przez darek