Trzeba się znać na rzeczy

Dziury w całym
Filipiak WojciechNawet nagroda Prezesa Roku przyznana przez „Piłkę Nożną” Robertowi Pietryszynowi z Lubina nie przekona mnie, że droga do sukcesu w zarządzaniu klubem sportowym czy też sportową spółką akcyjną otwarta jest tylko dla zimnych menedżerów, którzy publicznie mówią, że na sporcie się nie znają. „Z zawodu mój mąż jest dyrektorem” - zachwalała zalety małżonka bohaterka filmu „Poszukiwany, poszukiwana”. Przyszło mi też kiedyś pracować w łódzkiej rozgłośni Polskiego Radia, na szczęście krótko, pod kierunkiem prezesa, który już na drugi dzień ogłosił, że doskonale wie, jak radio działa, bo poprzednio był dyrektorem mleczarni, a dla rasowego menedżera nie ma to przecież żadnej różnicy.
Pan Pietryszyn będzie się teraz musiał mocno głowić, jak uratować swój klub przed karną degradacją, ale nawet jeśli mu się to uda, nie zmienię poglądu, że akurat w sporcie nie wystarcza zimna biznesowa kalkulacja, bo potrzeba też pasji i osobistego zaangażowania, a nie pracy od ósmej do choćby nawet dłużej niż do szesnastej. Utwierdziła mnie w tym mniemaniu ogłoszona w niedzielnym programie piłkarskim stacji Canal Plus decyzja Tomasza Wieszczyckiego, który zakomunikował, że zawiesza swoją współpracę z tą stacją, w której był cenionym i popularnym komentatorem, bo zamierza wspomóc swoją znajomością przedmiotu przeżywający duże kłopoty finansowe i organizacyjne macierzysty Łódzki Klub Sportowy. Znając „Wieszcza”, wierzę, że mu się to uda.
Nie wiadomo jeszcze, czy Wieszczycki zostanie prezesem zarządu spółki, czy może jej dyrektorem sportowym. Jest pewne natomiast, że w zapowiadanym od dłuższego czasu szukaniu nowych inwestorów czy też współwłaścicieli będzie znakomitym wsparciem dla Daniela Goszczyńskiego, a każdy potencjalny kontrahent od razu otrzyma sygnał, że nie będzie w tym przedsięwzięciu miejsca na amatorszczyznę ani na pseudobiznesowe zadęcie, z jakim mamy w wielu przypadkach do czynienia.
Tomasz Wieszczycki, wychowanek ŁKS, znakomity piłkarz także kilku innych klubów i reprezentacji Polski, strzelił w lidze 99 goli. Miałby na koncie sto, gdyby kiedyś po wygranym przez ŁKS 3:0 meczu z Wisłą w Krakowie tamtejsi zazdrośni sprawozdawcy nie zapisali jego gola jako bramki samobójczej próbującemu mu przeszkodzić w strzale obrońcy. Grał za granicą, dorobił się na piłce i objęcie przez niego nowej posady to nie rozpaczliwa próba znalezienia sobie miejsca w życiu, bo jest finansowo niezależny. A propos, nie jest tajemnicą, że Wieszczycki swobodnie porusza się w labiryntach giełdy, tak więc i w biznesie wie, co i jak, a także pewnie zna, kogo trzeba.
Tak jest, wiem, że są i tacy byli piłkarze, którzy nie sprawdzili się w roli prezesów czy menedżerów. Lepiej jednak przytoczyć przykłady pozytywne: Mirosława Trzeciaka w Legii, Jacka Bednarza w krakowskiej Wiśle. Pierwszy znajomość futbolu wspiera doświadczeniem w pracy za granicą, drugiemu na pewno nie przeszkadza jego prawnicze wykształcenie. Takich jak oni znalazłoby się na pewno wielu, a były piłkarz ma w takim wyścigu lepszy start, bo nie jest osobą anonimową i może liczyć na sympatię kibiców, którzy bardzo nie lubią pewnych siebie ludzi znikąd, zwłaszcza gdy ci na początku demonstrują pychę i zarozumiałość, jak nie przymierzając mój znajomy „mleczarz” z radia.
Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 50 • dodano 12-12-2007r. przez darek