Skazane owce Listkiewicza: Futbolowy nowotwór

Krótkie krycie
Mikus Dariusz JanOkazuje się, że korupcja to zabijająca polską piłkę choroba zakaźna przenoszona przez gwizdki sędziów, usta działaczy i dotykanie skażonego szmalu. Właśnie zapadają pierwsze wyroki w aferze futbolowej - ale to wcale nie likwiduje zjawiska ustawiania meczów, które sięgnęło już nawet najniższych klas. Tak przynajmniej twiedzą przedstawiciele klubów z tej grupy rozgrywek.
NIECH SĄD SIĘ MĘCZY...
We Wrocławiu ruszyła fala długo oczekiwanych procesów korupcyjnych. Choć statut PZPN „wcale nie zabraniał” – czytaj: jednoznacznie zezwalał, a nawet nakazywał prowadzenie odrębnych niż prokuratorskie postępowań w celu wyjaśnienia patologii w związku, to piłkarscy działacze z centrali poszli na łatwiznę (?!) - czytaj: oszczędzili odwłoki wielu swoich kolesi – i pozostawili grzebanie w PZPN-owskim szambie prokuratorom. Teraz ci mają im przedstawić na tacy dowody kryminalnych poczynań sędziów, obserwatorów, działaczy i zawodników, a panowie z wierchówki najpierw udadzą Katonów, a potem „będą czyścić” skalaną przez siebie stajnię Augiasza z ekstrementów, o których dobrze wiedzieli od kilkunastu lat.
BACA LISTKIEWICZ
A przecież to prezes Listkiewicz trzymał w takich warunkach swoją osławioną już „jedną czarną owcę, po której istnieniu nie można osądzać całego środowiska”. Teraz okazało się, że te czarne owce rozmnożyły się i bynajmniej wcale nie metodą klonowania... Teraz baca Listkiewicz ma całkiem pokaźne stadło...
„Na kary od 3 do 7 lat w zawieszeniu skazał w czwartek Sąd Okręgowy we Wrocławiu 17 oskarżonych: sędziów, obserwatorów i działaczy klubu Arka Gdynia w pierwszym procesie dotyczącym korupcji w polskiej piłce nożnej. Wszyscy dobrowolnie poddali się karze i zobowiązali się oddać łapówki, które przyjęli” – doniosla PAP.
No i co teraz, panie prezesie Listkiewicz? Skoro niegdyś zarzucił pan mojej skromnej osobie, a także wielu innym dziennikarzom, że tendencyjnie piszemy nieprawdę o rzekomej powszechnej korupcji w polskiej piłce i publicznie uparcie twierdził, że wykryte przypadki to zaledwie incydenty w nieskalanym PZPN:
„Wśród dziesięciu tysięcy arbitrów znalazła się czarna owca”
– to dziś już po pierwszych wyrokach mam prawo otwarcie napisać:
- Prezes Michał Listkiewicz jest w tej kwestii kłamcą i przywódcą PZPN, podczas którego wodzowania rozkwitła przestępcza korupcja!!
Zachęcam Pana Prezesa do podania mnie za te słowa do sądu. Każda agencja prasowa natychmiast wydrukuje na pierwszej stronie taki pozew Michała Listkiewicza zarzucający dziennikarzowi głoszenie nieprawdy o wiedzy prezesa PZPN na temat korupcji!! A jaka będzie zabawa wśród kibiców!! Bo przecież to tylko oni od lat wiedzieli i mówili o sprzedawaniu meczów, kwotach transakcji i kupczących wynikami sędziach – pan prezes Listkiewicz jako jedyny w tym kraju nie miał o tym pojęcia!!
PODEJRZANI SIĘ BOJĄ
Teraz koło zamachowe wymiaru sprawiedliwości ruszyło w takim tempie, że dobrowolnemu orzeczeniu kary poddają się nawet osoby... co do których winy ma wątpliwości sąd!! Tak jest w przypadku pierwszego procesu, spośród 34 osób objętych aktem oskarżenia aż 22 złożyły wnioski o dobrowolne poddanie się karze. Ale podczas pierwszej rozprawy sąd oddalił wniosek jednej z oskarżonych - Anny Cz., albowiem na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego miał poważne wątpliwości co do zaistnienia zarzucanych jej czynów przestępczych. To dlaczego tak chętnie ww. pani chciała być ukarana...!?
Już wkrótce kolejne rozprawy i kolejne zarzuty. Atrakcją miesiąca ma być pojawienie się na sali sądowej słynnego „Fryzjera” z Wronek - futbolowego bonza, którego ksywka przewija się niemal przez wszystkie akty oskarzenia ponad setki podejrzanych o korupcyjny proceder osób i na którym ciąży nawet zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą.
Co w takiej sytuacji robi PZPN? Można sobie o tym poczytać na oficjalnym portalu związku.
„- Jeszcze w grudniu zostaną przedstawione zarzuty korupcyjne dwóm piłkarskim klubom pierwszoligowym - poinformował Robert Zawłocki, wiceprzewodniczący Wydziału Dyscypliny PZPN.
W czwartek w późnych godzinach wieczornych zakończyło się we wrocławskiej prokuraturze spotkanie z władzami WD PZPN. Rozmawiano o przekazaniu związkowi kolejnych dokumentów dotyczących korupcji w polskiej piłce nożnej.
PZPN nie otrzymał jeszcze tych dokumentów, ale jest to kwestia kilku dni - powiedział PAP Zawłocki. - Wiadomo już, że jeszcze w tym roku dwóm pierwszoligowym klubom Wydział Dyscypliny postawi zarzuty korupcyjne. Nie mogę powiedzieć, o jakie kluby chodzi, ale są to byli mistrzowie Polski”.
Przyznam, że czegoś tu nie rozumiem... Abstrahując od rzekomej konieczności prowadzenia swoich dochodzeń akurat równolegle z działaniami prokuratury, to przecież akt oskarżenia jest już w sądzie od dawna – nie jest bowiem tak, że składa się go na tydzień przed pierwszą rozprawą. Pytanie zatem brzmi:
- Dlaczego – a raczej w czyim interesie – nie zwrócono się do prokuratury już o wiele wcześniej, celem przekazania tych akt, które zostały przekazane do sądu wraz z aktami oskarżenia...?
GANGRENA SIĘ SZERZY...
Tymczasem spektakularne procesy sądowe to jedno, a ponura rzeczywistość boiskowa – szczególnie na poziomie sprowadzonej do murawy sprawiedliwości – to drugie.
Niedawno miałem do czynienia z głośno komentowanym w prowincjonalnej lidze przypadkiem „dziwnego sędziowania”. Praktycznie pogodzony już ze spadkiem klub amatorski KS Strzegom podejmował mający jeszcze szanse na utrzymanie zespół Karkonosze Jelenia Góra. Jednak zawodnicy gospodarzy popełnili najwyraźniej nietakt i błąd, chcąc odebrać punkty tak bardzo potrzebującemu ich rywalowi. Gdy skutecznie wychodziło im to aż do przerwy, to – jak twierdzą tamtejsi działacze i obserwatorzy meczu – do akcji musiał wejść arbiter.
Prezes strzegomskich amatorów – Wiesław Witkowski – nie ma złudzeń, co do poziomu sędziowania.
- Trzy karne w przeciągu kwadransa gry oraz wyrzucenie kilku naszych zawodników upewniają mnie tylko, że tzw. „afera futbolowa” nie ogranicza się jedynie do najwyższych lig.
- A może to tylko wyjątkowo słaba dyspozycja arbitra...?
- Arbiter nie miał słabego dnia, tylko miał pecha, bo jego wyczyny zostały udokumentowane przez jednego z fotoreporterów obecnych na meczu. Na zdjęciach dokładnie widać, jak w sytuacji, gdzie fauluje atakujący, sedzia gwiżdże karnego dla jego drużyny. My i tak praktycznie opuszczamy już tę klasę rozgrywek – ale co ja, jako prezes, mam powiedzieć młodym chłopakom, którzy uczciwie chcą powalczyć na boisku. Może mam ich pocieszyć, że niedługo i nas będzie stać na wygrywanie na boisku rywala... – dwuznacznie kończy Witkowski.
Incydent ze Strzegomia jest tylko kroplą w morzu dyskusyjnych wydarzeń w polskiej piłce. Degrengolada zaszła tak daleko, że w powstrzymaniu patologii wydarzeń wokół boisk nie pomogą już nawet przestrogi płynące z ferowanych wyroków sądowych.
POTRZEBNA REANIMACJA!!
Trzeba nam daleko idących zmian organizacyjnych, a nade wszystko zmiany mentalności – bo przy tak zdeformowanej piłce jak obecnie – każda, nawet najmniejsza pomyłka sędziego, będzie urastała do rangi przekrętu potwierdzającego spiskową teorię dziejów. Choć akurat w przypadku Strzegomia analiza protokołu pomeczowego i ogląd zdjęć zdają się potwierdzać pretensje działaczy przegranego zespołu.
I właśnie ta atmosfera podejrzliwości i nieuczciwości, która jeszcze przez lata będzie wisiała nad naszą piłką, jest bodaj największą przewiną futbolowych aferzystów...
Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 50 • dodano 12-12-2007r. przez darek