Człowiek z wazeliny

Krótkie krycie
Mikus Dariusz Jan– Walczymy o to, by kara była uczciwa – powiedzał w wywiadzie prezes Zagłębia Robert Pietryszyn po posiedzeniu Wydziału Dyscypliny PZPN. Uczynił to zaraz po tym, jak otwarcie przyznał, że w Lubinie faktycznie była wielka korupcja futbolowa i należy ją „stosownie” ukarać.
Wcześniej pan prezes nie dopuszczał do siebie myśli o jakimkolwiek kupowaniu punktów w Lubinie, negował fakty, zrzucał winę na pojedyńczych działaczy poprzednich ekip klubu z Lubina, by wreszcie skończyć na ostrych zapowiedziach procesów przeciwko oskarżycielom. Teraz „pokornie” ustala dla siebie karę...
Przyznam, że kolejna zmiana mentalna w postępowaniu Pietryszyna wcale mnie nie dziwi.
Pietryszyn nie jest człowiekiem z marmuru. To człowiek mały i wątpliwej moralności. Dostając stanowisko prezesa bardzo, ale to bardzo bogatego klubu dzięki układom politycznym – doskonale wiadomo, że jako szef młodzieżówki PiS w Opolu był protegowanym poprzedniej władzy - wykorzystał kawał dobrej roboty Smudy, a potem Michniewicza i przypisał swojej obecności w klubie tytuł mistrzowski. W żonglowaniu cudzymi sukcesami jest dobry!!
Wiele osób twierdzi, że mając taką kasę i takie możliwości, kilku innych prezesów mogłoby powtórzyć ten wynik – ale zostawmy te dywagacje.
O faktycznej klasie i umiejętnościach Pietryszyna jako menedżera świadczy aktualna pozycja w tabeli – komentarz jest zbyteczny...
Jednak problem prezesa z Lubina polega wcale nie na braku wiedzy o futbolu – do czego, co trzeba mu przyznać, uczciwie się przyznaje - tylko na wyjątkowej bucie wobec prawdy i wręcz książkowym koniunkturalizmie. Pietryszyn przyznając, że miało miejsce korupcyjne przestępstwo na jego podwórku, bezczelnie uzurpuje sobie prawo do sprawdzania sprawiedliwości wyroku!!
Panie Pietryszyn!! A czy złodziej może przypisywać sobie prawo do sprawdzania uczciwości wyroków sądowych?!!
Pamiętam jak się Pietryszyn obruszył, gdy opisałem jego koniunkturalne zachowania w tekście „Moralność według Pietryszyna”. Za karę nie dane mi było wchodzić na mecze Zagłębia... Pan prezes nie był dla mnie łaskaw – nie przebacza oponentom. Wszak mógłbym zapytać o coś niestosownego na konferencji prasowej...
Teraz to moje jest na wierzchu – toteż pytam grzecznie, czy myliłem się, pisząc, że Robert Pietryszyn to osobnik, który dla doraźnej korzyści gotów jest nawet napluć sobie samemu w twarz, stwierdzić padanie deszczu i powiedzieć, że to gradobicie ze śliny?
Albo dlaczego prześladował mówiącego mu prawdę prosto w twarz dziennikarza i groził innym osobom podaniem do sądu za podważanie moralności podejrzanej przestępczo firmy...?
Za co najmniej zastanawiające intelektualnie – by nie napisać, że idiotyczne - uważam wynurzenia Pietryszyna, jakoby dopiero teraz dowiedział się o skali korupcji w Lubinie. Ale skoro tak ostentacyjnie komentował moje teksty, gdzie wielokrotnie opisywałem to zjawisko, to jego zachowanie wskazuje na arogancję lub głupotę, bowiem dokumentuje trywialne zaprzeczanie znajomości faktów.
Czy Lubin i Widzew zostaną ukarane podobnie jak poprzednio wywołane do korupcyjnej tablicy kluby?
Coś mi każe w to wątpić...
Sam fakt prowadzenia negocjacji pomiędzy składem orzekającym i winnymi jest bardziej niż podejrzany. Rzekomy argument o innym traktowaniu klubu, który postanowił dobrowolnie podać się karze, też nie będzie sensowny, gdy przywoła się casus sąsiadującego z Lubinem Górnika Polkowice. Tamtejszy dyrektor – Michał Lulek – i działacze nie udawali niewiniątek i nie czekali, aż prokurator dogrzebie się do kompromitujących materiałów. Od razu zgłosili się do PZPN i poddali karze – mimo to nie uchroniło ich to od degradacji. Czy Widzew i Zagłębie będą potraktowane podobnie...?
Mieszkam w Lubinie i od wielu lat opisuję korupcyjną rzeczywistość tego klubu. Do niedawna przypisywano mi łatkę czarnej owcy, która za wszelką cenę chce kalać własne gniazdo i nie przejawia lokalnego patriotyzmu jako religii. Teraz, gdy nawet szefowie klubu potwierdzają „porażającą skalę korupcji w Zagłębiu”, wbrew pozorom wcale nie mam satysfakcji.
Bo jaką satysfakcję można mieć, gdy wspomina się żenujące czasy rządów w tym klubie panów: Błądka, Fiutowskiego, Wiśniewskiego i wielu innych. Chyba taką, że nie podawałem im ręki...
Właściwie to jest mi wstyd za całkiem sporą grupę pismaków liżących odwłok panującej wówczas władzy. Za kilka kieliszków miernego koniaku i parę piw do samochodu udawali, że nic nie widzą.
Teraz ci sami ludzie nadal udają, że chcą dobrze dla piłki i czekają na wyroki w sprawie Zagłębia – nadal nie wyrażając jednoznacznego stanowiska w sprawie znanych im przykładów korupcji.
Przeżyłem wyżej wymienionych, przeżyję i nadętego Pietryszyna, który wyleci z hukiem zaraz po pierwszym walnym zebraniu akcjonariuszy „Polskiej Miedzi” – teraz chroni go jeszcze „immunitet” statutu tej firmy, który pozwala skutecznie odkładać wybory. Zostanie tylko smród i otworzą się usta „życzliwym”.
Jak zwykle doczekam czasów, kiedy brudy poprzedniej ekipy wyjdą na wierzch...
I dobrze – bo bardzo chciałbym się dowiedzieć szczegółów wszystkich okoliczności związanych z ostatnim w poprzednim sezonie meczem Zagłębia z Legią (tym gwarantującym zdobycie tytułu), co nieodparcie kojarzy mi się z wyłożeniem dużej kwoty na transfer najbardziej nieudacznego napastnika wojskowych – Piotra Włodarczyka. Jakie to pieniądze powędrowały wtedy z Lubina do Warszawy...?
Chciałbym też dowiedzieć się od byłego premiera, czy jest dumny, że jako ikona walki z korupcją w RP podczas wizyty w Lubinie udał się na obiekt Zagłębia i przyjął honorową koszulkę tego klubu ze swoim nazwiskiem. Wręczył mu ją Robert Pietryszyn, twierdzący publicznie, że jak ktoś oskarży Zagłębie, to natychmiast pobiegnie na skargę do samego premiera i sprawę załatwi.
No i już widzę pisowskiego Pietyszyna w poczekalni u Tuska...
Jednak wcale mnie nie zdziwi, gdy pan prezes od jutra wstąpi do PO – wszak kocha być przy władzy bez względu na ilość zużytej wazeliny...
Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 2 • dodano 09-01-2008r. przez darek