strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Sposób na abolicję

Dziury w całym

Filipiak Wojciech
W sytuacji, gdy co najmniej połowa drużyn ekstraklasy wymieniana jest przy różnych okazjach w kontekście afer korupcyjnych, a gdzieś napisano nawet, że od wielu lat żaden zespół nie awansował do pierwszej ligi wyłącznie dzięki umiejętnościom piłkarskim, wydaje się, że jedynym sensownym rozwiązaniem jest „gruba kreska”, zwana też abolicją. Oznacza to puszczenie w niepamięć dawnych przewinień i zaniechanie karania ewentualnych nowych zdemaskowanych winowajców. Jeżeli takie posunięcie ma oczyścić polski futbol, to tylko pod jednym warunkiem. To zainteresowany klub powinien wykazać, że chce się od przeszłości odciąć, co jak pokazuje doświadczenie, nie jest wcale takie łatwe. Wszak prezesi Arki Gdynia do tej pory nie przyznają się do winy, w Łęcznej usiłowano obalić orzeczenie Wydziału Dyscypliny argumentem, że wcześniej Górnik był stowarzyszeniem, a teraz jest spółką, zaś ostatnio nowi szefowie Widzewa i Zagłębia Lubin do końca wypierali się związków z posunięciami z lat 2003 i 2004, rzekomo podejmowanymi na własną rękę działaniami poszczególnych osób, z którymi klub nie miał i nie ma nic wspólnego, a nawet w ogóle o nich nie wiedział. Podobne głosy dobiegają z Białegostoku, zdziwioną minę robi kierownik drużyny kieleckiej Korony, demonstracyjnie pokazują czyste ręce w Bełchatowie, udają, że nic się nie dzieje w drugim – obok Widzewa – klubie z Łodzi. Okres wyczekiwania na ową abolicję upłynie więc nam nie na masowych spowiedziach, biciu się w piersi, żałowaniu za grzechy i pokucie, a na nerwowej ciszy i odliczaniu czasu do przyjęcia stosowanej uchwały. Przypomnijmy, że całkiem niedawno PZPN obiecał już amnestię tym, co zgłoszą się sami i opowiedzą, w czym maczali palce. Zgłosiło się parę osób, ale głównie ci, co zorientowali się, że już po nich jadą z Wrocławia... Dlatego bez większych nadziei będę teraz czekał, aż same kluby pozbędą się paru legendarnych skądinąd, długoletnich kierowników drużyn, a więc ludzi z pierwszej linii kontaktów z sędziami. Chciałbym, by zespoły I i II ligi przestały zatrudniać trenerów-cudotwórców, zwanych też „strażakami” (nazwiska znane redakcji), gotowych w każdej chwili objąć drużynę zagrożoną spadkiem albo walczącą o awans. By nie fetowano już ludzi na piłkarskim polu zasłużonych, ale z kompletnie zaszarganą opinią, jeżeli chodzi o „te sprawy”, jak to miało niedawno miejsce na uroczystości jubileuszowej jednego z klubów ligowych. By nie tylko czerwonymi kartkami, ale środowiskową infamią karać piłkarzy, którzy też mają spore „zasługi” na polu manipulowania wynikami. Marzę o tym, by działacze i właściciele klubów, którzy funkcjonują w futbolu od niedawna, nie podawali ręki, nie zapraszali do loży honorowej i do gabinetów na drinka oraz nie słuchali rad panów, których imię można wymienić, ale za nazwisko musi starczyć pierwsza litera. To nie są teoretyczne rozważania, bo chodzi o konkretnych ludzi, których środowisko doskonale zna. Niektórzy z „afery wrocławskiej” taktownie, może w poczuciu winy i z wyrzutami sumienia, usunęli się w cień życia piłkarskiego, zajmując się innymi sprawami, ale są i tacy, których koledzy, pracodawcy, kibice i dziennikarze traktują jak niewinne ofiary nagonki. O Lubinie pisuje na tych łamach obszernie mój sąsiad ze stron „Tygodnika”, więc nie będę już niczego dodawał - w Łodzi więcej się mówi i pisze o kibicowskich sympatiach Michała Tomczaka w stosunku do Legii i rodzinnych powiązaniach Roberta Zawłockiego z szefami Lecha Poznań, łącząc to z faktem, że tego akurat klubu w kontekście korupcji się nie wymienia, niż o faktycznych czy może tylko domniemanych przewinieniach Wojciecha Sz. i Jacka Ż. A więc abolicja – tak! Pod warunkiem, że odejdą od futbolu ci, co najgłośniej taki pomysł popierają. Wojciech Filipiak
Tygodnik Kibica nr 3 • dodano 16-01-2008r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:917318