Rok Platiniego

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławPrzed kilkoma dniami, ściślej rzecz biorąc 26 stycznia, minął dokładnie rok od chwili powierzenia Michelowi Platiniemu funkcji prezydenta UEFA. Obejmując owe eksponowane stanowisko, trzykrotny zdobywca Złotej Piłki zapowiedział modyfikację futbolowych struktur, ograniczenie przywilejów najsilniejszych piłkarsko krajów i stworzenia szansy awansu krajom średnim lub wręcz słabym. Co z tych zapowiedzi udało się zrealizować? Podobno dużo. Taka przynajmniej opinia panuje w europejskiej centrali piłkarskiej i takie jest zdanie samego prezydenta. - Niektórzy działacze, w tym także członkowie Komitetu Wykonawczego UEFA, uważają – mówi w jednym z wywiadów Platini – że powinienem zwolnić tempo. Ale dlaczego? Przecież nie robię nic innego, tylko realizuję mój program. Wszystko, co robię, czynię w interesie futbolu.
Może to i prawda. Problem tylko, czy tego, o którego interesy zamierzał walczyć, zanim został wybrany, czyli słabszego. Ci, którzy w to uwierzyli, a znajduje się wśród nich nawet spora grupa dziennikarzy, wykazują dość dużą dozę naiwności. Bo wbrew temu, co mówią oficjalne komunikaty i co powtarza się bezkrytycznie w niektórych gazetach lub agencjach, nadal, mimo przeprowadzenia pewnych reform, uprzywilejowaną grupą w futbolu europejskim są bogate, najsilniejsze kraje i ich czołowe kluby. Co więcej, UEFA, a częściowo także FIFA idą na pasku owych silnych klubów i realizują ich żądania i postulaty w znacznie większym stopniu niż to było za prezydentury Lennarta Johanssona. Przyjrzyjmy się zatem uważniej dokonaniom UEFA w ciągu minionego roku.
Powiada się, że w tym czasie Platini otworzył Ligę Mistrzów dla krajów średnich, nie stwarzając konfliktu z najsilniejszymi. Po co owe silne kraje miałyby wywoływać konflikt, skoro na reformie tych rozgrywek one najwięcej zyskują? Oto bowiem zamiast 16 drużyn przed reformą, bezpośredni awans do Ligi Mistrzów uzyskują 22 drużyny i wszystkie wywodzą się z 12 najsilniejszych krajów (1 klub – obrońca tytułu, 9 klubów z państw zajmujących 1-3 miejsca w klasyfikacji UEFA, 6 klubów z państw zajmujących 4-6 miejsca i 6 z krajów plasujących się na miejscach 7-12). O pozostałych 10 miejsc w LM walczyć się będzie dwutorowo. I znów o połowę z tych miejsc, czyli o 5, ubiegać się będą kluby z krajów silnych, plasujących się na miejscach 1-12 w klasyfikacji UEFA. O pozostałych 5 miejsc walczyć będą mistrzowie krajów usytuowanych w tej klasyfikacji na miejscach od 13 do 53. Rachunek jest zatem prosty: najsilniejsze państwa otrzymają dodatkowo w Lidze Mistrzów 11 miejsc (6 bezpośrednio i 5 po eliminacjach między sobą), natomiast 41 słabszych krajów walczyć będzie o 5 miejsc, przy czym wzrasta liczba meczów eliminacyjnych, które będą musiały rozegrać.
Drugim, niby ważnym, osiągnięciem Michela Platiniego jest rozpoczęcie likwidacji grupy G-14. - Nie można bowiem tolerować w łonie futbolu europejskiego syndykatu, który atakuje legalne władze piłkarskie – mówi pan na zamku w Nyon. I rzeczywiście, doprowadza do rozpadu owej struktury grupującej 18 najsilniejszych klubów w Europie. Ale za jaką cenę? Otóż przypomnijmy, że kluby grupy G-14 domagały się od federacji narodowych odszkodowań za udział ich zawodników w meczach międzypaństwowych, szczególnie w ME i MŚ oraz rekompensat za okres leczenia urazów odniesionych w owych meczach. Wydawało się, że Platini, podobnie jak Johansson, będzie trzymał na dystans żądania G-14. Tymczasem, wychodząc z założenia, że federacje narodowe nie zechcą płacić klubom za udział ich zawodników w reprezentacjach, sam postanowił wyłożyć grube pieniądze na ten cel z kasy UEFA. Już w tym roku za udział zawodników w Euro 2008 kluby otrzymają 63 mln euro, a za cztery lata suma ta wzrośnie do 70 mln euro. UEFA czyni to w porozumieniu z FIFA, bo ta instancja z kolei wypłaci klubom 40 mln dolarów za udział ich graczy w MŚ 2010 i 70 mln w 2014 r. Po co więc miałaby nadal istnieć grupa G-14, skoro wszystkie jej postulaty zostały spełnionne? Nic więc dziwnego, że jej przywódcy chętnie zgodzili się na likwidację.
Wszakże kluby powinny mieć swoją reprezentację, więc na miejsce G-14 powstaje ECA – Europejskie Stowarzeszenie Klubów. Ma to być instytucja niezależna, złożona ze 103 klubów wchodzących w skład 53 federacji narodowych. Jej skład zmieniać się będzie co dwa lata w zależności od klasyfikacji krajów i według następującego klucza: każdy z trzech najwyżej sklasyfikowanych krajów będzie miał po 5 klubów, trzy następne kraje po 4 kluby, państwa z miejsc 7-15 mieć będą po 3 kluby, federacje z miejsc 16-26 po 2 kluby, a pozostałe po 1 klubie. Oznacza to, że w układzie sił nic się nie zmienia i że silne kluby nadal rządzić będą europejską piłką, bo pierwszych 15 krajów dysponować będzie aż 69 klubami. Zresztą wystarczy spojrzeć na nazwiska Rady Przechodniej tej organizacji, by się przekonać, że dominują tam szefowie najsilniejszych europejskich klubów.
Oceniając więc dokonania pierwszego roku prezydentury Michela Platiniego, można stwierdzić, że świetnie sobie radzi, ale z pewnością nie w interesie biednych. Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 5 • dodano 30-01-2008r. przez darek