strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Mały człowiek – mała strata...

Krótkie krycie

Mikus Dariusz Jan
No i stało się. Aktualny mistrz Polski - Zagłębie Lubin - już oficjalnie pożegnał najwyższą klasę rozgrywkową, co stało się na skutek wcześniejszego, „nie do końca uczciwego” wykupienia abonamentu na grę wśród najlepszych. Decyzja Wydziału Dyscypliny PZPN zapadła, choć - jak się okazało w dniu jej oficjalnego ogłoszenia - wielce ciekawe były jej okoliczności. Otóż zgodnie z medialnymi zapewnieniami Michała Tomczaka, szefa WD, lubinianie o decyzji związkowego gremium wiedzieli już w dniu ogłoszenia kary dla Widzewa. Nie wydaje się to podważalne, bowiem skoro zaproszono oba kluby i oba miały szansę ustosunkować się do przedstawionych dowodów - to logicznym wydaje się jednoczesne ogłoszenie werdyktu. Niestety, takiego ogłoszenia nie było, co zaraz wzbudziło moją mołojecką czujność, bowiem wielce podejrzane wydawało mi się wybiórcze potraktowanie lubinian. Teraz - po oficjalnej wypowiedzi Tomczaka - doskonale już wiem, że moje wcześniejsze uwagi na temat wyjątkowo niskiego morale prezesa Roberta Pietryszyna nie były chybione. A ta wypowiedź jest dla prezesa Zagłębia przepustką do sportowego rynsztoku, o ile takowej jeszcze potrzebuje... - Ujawnię coś, czego wcześniej nie mówiłem. Zagłębie najpierw wyraziło skruchę, ale prezes Pietryszyn poprosił zarazem o przysługę. Że w sobotę KGHM podpisuje jakiś ważny kontrakt i informacja o karze mogłaby zaszkodzić interesom. I czy nie moglibyśmy zaczekać. Zgodziliśmy się, zwłaszcza że istniała realna szansa na wynegocjowanie kary. Na przykład degradacja, ale z niższą liczbą karnych punktów, co dałoby Zagłębiu szansę na szybki powrót do elity. Tyle że ta nasza umowa o lojalności i poufności została zerwana. Prezes udziela wszędzie wywiadów, a teraz nawet dostałem zadziwiający faks, pełen prawniczego pieniactwa i ściemniactwa. Tylko żeby się wykręcić... - powiedział jeszcze przed posiedzeniem, na którym ogłoszono degradację, Tomczak. Żeby było weselej, wkrótce po obradach WD Pietryszyn wystąpił w TVP i ogłosił światu, że dokumenty to „świstki papieru” bez żadnej mocy prawnej... To już paranoja i choroba pana prezesa. Ten człowiek stracił chyba kontakt z rzeczywistością - co widać było, gdy dziennikarze puścili mu jego własną wypowiedź sprzed tygodnia, gdzie określa pokazane mu dowody jako: bezdyskusyjne, porażające i nie mogące budzić wątpliwości. Jego reakcja dowodzi całkowitej alienacji - powiedział, że właśnie konsekwentnie wypowiada się w ten sam sposób. Tego nawet nie trzeba komentować. Natomiast należy skomentować opisaną przez Tomaczaka sytuację, gdy Pietryszyn poprosił o przełożenie ogłoszenia wyroku. Nie mam powodu poddawać w wątpliwość słów szefa WD - a skoro prezes Zagłębia też tego nie zrobił, to przyjmuję je za prawdziwe. Uważam zachowanie Pietryszyna za działania drobnego cwaniaczka - takiego maluczkiego oszusta, który odwlekając udanie się na odsiadkę, odważnie udaje przed koleżkami od jabola, jak doskonale potrafi manipulować i rządzić całym sądem. W międzyczasie prosi na kolanach o odłożenie wyroku, bo choruje mu córka - nie rozumiejąc, że sąd i tak dowie się, iż jest bezdzietny... Mali krętacze nie wzbudzają jednak na dłuższą metę poklasku. W dodatku ich klamstewka sa łatwe do weryfikacji... Jakoś w Polskiej Miedzi nie powiedziano mi nic o jakimkolwiek podpisywanym ostatnio ważnym kontrakcie - a już totalnie wyśmiano domniemania, że finanse potężnego w skali światowej koncernu mogłyby zależeć od spuszczenia do niższej ligi klubu piłkarskiego!! To paranoja - kolejna w wykonaniu „prezesa roku”... O co więc naprawdę chodziło? 17 stycznia wieczorem - czyli zaraz potem jak rekomendowany przez władze PiS do stanowiska prezesa klubu Pietryszyn prosi WD o zwłokę - agencje prasowe podały: Rada Nadzorcza KGHM odwołała w czwartek związanego z PiS Krzysztofa Skórę ze stanowiska prezesa miedziowego kombinatu. Pan prezes Pietryszyn musial mieć nieco czasu, żeby zorientować się co do swojej przyszłości - wiedzieć, czy jego polityczni poplecznicy będą dalej u władzy i czy dadzą mu jeszcze porządzić. Teraz, gdy już doskonale wiadomo, że okres pobytu „przy korycie” nieodwołalnie dobiega końca, zaczynają się kolejne gry personalne. Trzeba przyznać, że bardzo ciekawe. Pietryszyn z hukiem wyleci z pracy - już teraz przebąkuje, że ma jakieś ciekawe plany - a skoro nie udał się plan związany z utrzymaniem w lidze, to należy przybrać pozę jedynego sprawiedliwego, męczennika sportowej sprawiedliwości. Ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni... Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 5 • dodano 30-01-2008r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:917321