W poszukiwaniu szkoleniowca

Okienko na świat
Ludwiczek CzesławTrener w wysoko notowanych klubach to ważna postać. Jakkolwiek nie prowadzi podstawowej pracy szkoleniowej, bo na ogół ma do dyspozycji świetnie przygotowanych graczy, to jednak odgrywa istotną rolę inspiracyjną lub wręcz twórczą. Ustawia zespół pod względem kadrowym i taktycznym, a często oddziaływuje na niego swoją ponadprzeciętną osobowością, mobilizując go do walki o finalny cel drużyny, jakim niewątpliwie jest zwycięstwo. Taki dobry, renomowany trener ceni się wysoko, żądając za swe usługi sum idących w miliony euro rocznie. A mimo to popyt na takich właśnie szkoleniowców jest stosunkowo wysoki. Bywa, że ten i ów klub poszukuje odpowiadającego mu coacha długo i wytrwale, często nawet z półrocznym wyprzedzeniem. Taki właśnie przypadek zadrzył się ostatnio w Bayernie Monachium.
Oto bowiem kierownictwo tego znanego powszechnie klubu nie przedłuży umowy z obecnym szkoleniowcem Ottmarem Hitzfeldem, więc po upływie terminu kontraktu, a nastąpi to 30 czerwca, obowiązki menadżera drużyny będzie musiał przejąć nowy człowiek. Decyzję tę, u której podstaw leżały nieporozumienia między obu stronami, wywołane m.in. niepowodzeniami w walce o Ligę Mistrzów, ogłosił późną jesienią i natychmiast przystąpił do prób poszukiwania odpowiedniego kandydata. Media pilnie śledziły te poczynania i co kilka dni ogłaszały nazwiska potencjalnych, przyszłych szkoleniowców Bayernu. Padały więc nazwiska Jose Mourinho, Marco Van Bastena, Lothara Matthausa.
W pewnym momencie wydawało się, że największe szanse ma ten ostatni, bowiem ma doświadczenie trenerskie, choć bez specjalnych sukcesów. Pracował m.in. w Rapidzie Wiedeń i Partizanie Belgrad, a na Węgrzech pełnił funkcję selekcjonera. Kontrakt z Bayernem byłby dla niego prawdziwą nobilitacją trenerską. Tymczasem klub ogłosił, że jego nowym szkoleniowcem zostaje Jurgen Klinsmann. Dla Matthausa, który od lat pozostawał w złych stosunkach z Klinsmannem, był to szok. Zaraz też ogłosił, że Bayern zatrudniając tego człowieka, podjął duże ryzyko i że może tego kroku wkrótce żałować. Czy jednak na pewno?
Na to pytanie trudno odpowiedzieć, ale gdy się przejrzy piłkarski życiorys Klinsmanna, to okaże się, że w przeszłości nigdy nie prowadził żadnego klubu i że pierwszą samodzielną pracę trenerską podejmie dopiero w Bayernie. W swojej karierze miał wprawdzie epizod związany z tym klubem, ale w roli zawodnika. Grał w tej drużynie w latach 1995-1997, występując w 65 meczach i zdobywając 31 goli. Ponadto w Pucharze UEFA strzelił w sezonie 1995/96 15 bramek, przyczyniając się walnie do zdobycia tego trofeum. Tak, to prawda, że Klinsmann nie ma doświadczenia w pracy z drużyną klubową, ale za to ma z drużyną reprezentacyjną. Przypomnijmy - w latach 2004-2006 prowadził reprezentację Niemiec i zajął z nią trzecie miejsce na mistrzostwach świata. Wykazał się wówczas niekonwencjonalnymi decyzjami, odwagą w podejmowaniu trudnych rozwiązań, śmiałym stawianiem na młodzież, no i forowaniem w zespole stylu ofensywnego. Na takie właśnie śmiałe, ale skuteczne inicjatywy liczy kierownictwo Bayernu. Toteż podpisało z nim kontrakt, w myśl którego otrzymywać będzie rocznie 8 milionów euro brutto. Podobno jest to najwyższe uposażenie trenerskie w historii niemieckiej piłki.
Podobna mniej więcej historia z zatrudnieniem trenera wydarzyła się w angielskim Newcastle. Po zwolnieniu dotychczasowego szkoleniowca Sama Allardyce, który przepracował w tym klubie zaledwie 8 miesięcy, rozpoczęto poszukiwania jego markowego następcy. Pod uwagę brani byli tak znani szkoleniowcy jak Hary Redknapp, Mark Hughes, Gerard Houiller i jeszcze jeden Francuz Didier Deschamps, który według doniesień prasowych miał największe szanse. Wszakże żaden z nich nie otrzymał kontraktu do podpisu, bowiem 17 stycznia kierownictwo klubu ogłosiło, że nowym trenerem zostaje Kevin Keegan. W Anglii nominacja ta przyjęta została z zadowoleniem, bo Keegan to niegdyś wspaniały gracz, reprezentant kraju, znakomity strzelec i dwukrotny zdobywca Złotej Piłki „France Football”. Niezłe osiągnięcia ma także w roli szkoleniowca, nawet w tym samym Newcastle, ponieważ pracował tam w latach 1992-1997, uzyskując w sezonie 1995/96 wicemistrzostwo kraju, tuż za Manchesterem United. Jest to więc niejako powrót do źródeł, z tym że w międzyczasie zaliczył staż w Fulham, wprowadzając go z trzeciej do drugiej ligi, oraz w reprezentacji Anglii, którą prowadził przed Swenem Erikssonem. Ostatnie trzy lata Kevin Keegan pozostawał poza ławką trenerską, za to teraz będzie mógł pokazać ponownie swoje umiejętności trenerskie w ciągu najbliższych 3,5 roku, bo na tak długo opiewa kontrakt podpisany z Newcastle.
W poszukiwaniu trenera, ściśle rzecz biorąc, selekcjonera, jest federacja duńska, bowiem wypowiedziała kontrakt Marco Van Bastenowi, który upływa z końcem czerwca.
Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 6 • dodano 06-02-2008r. przez darek